Gość (37.30.*.*)
Zjawisko bezkrytycznego posłuszeństwa wobec autorytetów oraz akceptowania niekorzystnych zasad to temat, który od dekad fascynuje psychologów społecznych i socjologów. Często zastanawiamy się, dlaczego dorosłe, inteligentne osoby potrafią zrezygnować z własnego komfortu, wartości, a nawet bezpieczeństwa, byle tylko dostosować się do narzuconych norm. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, ponieważ splatają się w niej ewolucja, wychowanie oraz mechanizmy obronne naszej psychiki.
Głównym powodem, dla którego ludzie akceptują niekorzystne zasady, jest głęboko zakorzeniony instynkt przetrwania. Przez tysiące lat bycie częścią grupy i słuchanie lidera gwarantowało bezpieczeństwo. Wykluczenie ze stada oznaczało śmierć, dlatego nasz mózg do dziś interpretuje sprzeciw wobec autorytetu jako sytuację wysokiego ryzyka.
Kolejnym kluczowym czynnikiem jest wychowanie. W wielu domach i szkołach wciąż promuje się model „posłusznego dziecka”, które nie zadaje pytań i wykonuje polecenia. Taki trening sprawia, że w dorosłym życiu mechanizm kwestionowania poleceń po prostu nie wykształca się prawidłowo. Do tego dochodzi psychologiczny mechanizm znany jako „rozproszenie odpowiedzialności” – jeśli wykonujemy czyjeś polecenie, podświadomie czujemy, że to nie my ponosimy winę za ewentualne negatywne skutki, lecz osoba, która wydała rozkaz.
Warto wspomnieć o słynnym eksperymencie Stanleya Milgrama, który udowodnił, że ogromna większość ludzi jest w stanie zadać ból innej osobie tylko dlatego, że polecił im to człowiek w białym fartuchu, uznany za autorytet. To pokazuje, jak silny jest w nas „program” posłuszeństwa.
Rozpoznanie osoby o wysokim stopniu uległości nie zawsze jest proste na pierwszy rzut oka, ale istnieją pewne cechy i zachowania, które mogą na to wskazywać. Psychologia często wiąże taką postawę z wysokim poziomem ugodowości w modelu Wielkiej Piątki (cech osobowości).
Osoby takie zazwyczaj:
Warto jednak pamiętać, że uległość może być sytuacyjna. Ktoś, kto w domu jest asertywny, w pracy pod wpływem silnego, toksycznego lidera może stać się całkowicie bierny. Nie jest to więc cecha „wypisana na twarzy”, a raczej zestaw reakcji na presję zewnętrzną.
Zmiana postawy z uległej na krytyczną i asertywną to proces, który wymaga czasu i pracy nad samoświadomością. Jeśli chcemy pomóc komuś (lub sobie) wyjść z pułapki bezkrytycznego posłuszeństwa, warto skupić się na kilku obszarach:
To fundament. Edukacja powinna opierać się na nauce analizy informacji. Zamiast pytać „co mam zrobić?”, należy uczyć zadawania pytań: „jaki jest cel tej zasady?”, „komu ona służy?” oraz „co się stanie, jeśli jej nie dotrzymam?”. Zrozumienie mechanizmów manipulacji i technik wywierania wpływu sprawia, że stajemy się na nie bardziej odporni.
Asertywność to nie agresja, to umiejętność wyrażania własnego zdania i stawiania granic z szacunkiem do innych. Nauka konkretnych komunikatów, takich jak „rozumiem twoje oczekiwania, ale nie mogę się na to zgodzić, ponieważ...”, daje narzędzia do obrony własnych interesów w sytuacjach stresowych.
Osoba, która zna swoją wartość, rzadziej szuka potwierdzenia u autorytetów. Praca nad pewnością siebie pozwala zrozumieć, że mamy prawo do błędów, prawo do własnego zdania i – co najważniejsze – prawo do dbania o własny dobrostan, nawet jeśli kłóci się to z oczekiwaniami otoczenia.
Nie da się stać buntownikiem z dnia na dzień. Warto zacząć od kwestionowania drobnych, mało istotnych zasad, które wydają się bezsensowne. To buduje „mięsień oporu”, który przyda się w sytuacjach o znacznie większej wadze.
Philip Zimbardo, autor słynnego eksperymentu więziennego, zauważył, że to często nie „złe jabłka” (ludzie) są problemem, ale „zła beczka” (system). Czasami najlepszym sposobem na uniknięcie negatywnych skutków uległości nie jest próba zmiany siebie, ale zmiana otoczenia. Jeśli zasady panujące w danym miejscu są toksyczne, najzdrowszą reakcją może być po prostu odejście, zamiast próby dostosowania się do nich. Co ciekawe, badania wykazują, że obecność choćby jednej osoby, która sprzeciwi się niesprawiedliwej zasadzie, drastycznie zwiększa szansę, że inni również przestaną być posłuszni. Jeden głos sprzeciwu może „odczarować” autorytet.