Gość (37.30.*.*)
Oglądając nagrania z kamer nasobnych (body cams), szczególnie te pochodzące ze Stanów Zjednoczonych, często można odnieść wrażenie, że policjanci prowadzą z zatrzymanymi specyficzną grę psychologiczną. Sytuacja, w której funkcjonariusz deklaruje, że „poświadczy o szczerości” osoby, przy której znaleziono narkotyki, mimo braku przyznania się do winy, jest klasycznym przykładem technik deeskalacyjnych i negocjacyjnych.
Głównym powodem, dla którego policjanci składają takie deklaracje, jest chęć utrzymania kontroli nad sytuacją. W momencie znalezienia nielegalnych substancji napięcie gwałtownie rośnie. Zatrzymany może zareagować agresją lub próbą ucieczki. Obietnica „szepnięcia dobrego słowa” prokuratorowi lub sędziemu ma na celu uspokojenie emocji i zachęcenie do dalszej współpracy, na przykład do wskazania źródła pochodzenia narkotyków.
Warto zauważyć, że „szczerość”, o której mówią funkcjonariusze, nie zawsze odnosi się do przyznania się do posiadania substancji. Często chodzi o fakt, że zatrzymany nie stawiał oporu, nie kłamał w oczywistych kwestiach (np. co do swojej tożsamości) lub po prostu zachowywał się kulturalnie podczas interwencji. W systemie prawnym USA „współpraca z organami ścigania” jest realnym czynnikiem, który może wpłynąć na złagodzenie zarzutów, a notatka policjanta w raporcie o „pozytywnej postawie” oskarżonego faktycznie bywa brana pod uwagę przez prokuraturę.
Z perspektywy taktycznej jest to również sposób na uniknięcie żmudnych procedur siłowych. Jeśli zatrzymany uwierzy, że policjant jest jego „sojusznikiem”, chętniej wyda inne przedmioty lub poda informacje, które w innym przypadku wymagałyby długiego przesłuchania.
Kwestia polecenia wyłożenia wszystkich przedmiotów z kieszeni na fotel samochodu lub inną płaską powierzchnię jest złożona i zależy od jurysdykcji oraz okoliczności interwencji.
W polskim porządku prawnym policjant ma prawo dokonać tzw. kontroli osobistej (na podstawie art. 15 ustawy o Policji), jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia czynu zabronionego.
W Stanach Zjednoczonych kluczowa jest Czwarta Poprawka do Konstytucji, chroniąca przed nieuzasadnionymi przeszukaniami.
Zarówno w Polsce, jak i w USA, odmowa wykonania polecenia funkcjonariusza w trakcie legalnie podjętej interwencji rzadko kończy się dobrze dla obywatela.
Ciekawostką jest fakt, że w USA wielu prawników radzi, aby w takiej sytuacji wypowiedzieć formułę: „I do not consent to any searches” (Nie wyrażam zgody na przeszukanie), ale jednocześnie fizycznie nie stawiać oporu i wykonać polecenie. Pozwala to później zakwestionować legalność dowodów w sądzie, jeśli policjant nie miał wystarczających podstaw do przeszukania.
Kamery nasobne stały się standardem, ponieważ chronią obie strony. Dla policjanta są dowodem, że nie nadużył siły i składał obietnice w ramach „budowania relacji”, a nie nielegalnego przymusu. Dla obywatela są gwarancją, że przebieg interwencji nie zostanie przekłamany w raporcie.
Warto pamiętać, że deklaracje policjanta o „pomocy w sądzie” nie są wiążącą umową prawną. Funkcjonariusz może napisać w raporcie, że zatrzymany współpracował, ale to prokurator i sędzia podejmują ostateczną decyzję o wymiarze kary. Policjant nie ma uprawnień do „wycofania” zarzutów w zamian za szczerość na miejscu zdarzenia, o czym zatrzymani często zapominają w stresującej sytuacji.