Gość (37.30.*.*)
Internalizacja to jedno z tych pojęć psychologicznych, które brzmią nieco naukowo, ale w rzeczywistości dotyczą każdego z nas w niemal każdej sekundzie życia. Najprościej mówiąc, jest to proces przyjmowania za własne wartości, norm, poglądów czy opinii, które pierwotnie pochodziły z zewnątrz – od rodziców, nauczycieli, rówieśników czy społeczeństwa. W sferze prywatnej internalizacja etykiet (czyli tego, jak widzą nas inni) polega na tym, że cudze zdanie na nasz temat staje się naszym wewnętrznym głosem. Jeśli otoczenie powtarza nam, że jesteśmy „duszą towarzystwa” lub „beznadziejni w matematyce”, z czasem przestajemy traktować to jako opinię osób trzecich, a zaczynamy postrzegać jako obiektywną prawdę o nas samych.
W psychologii społecznej proces ten często wiąże się z teorią naznaczania (etykietowania). W sferze prywatnej – czyli w relacjach z rodziną, partnerem czy bliskimi przyjaciółmi – siła tego zjawiska jest największa, ponieważ to właśnie na tych osobach najbardziej nam zależy. Kiedy bliska osoba przypina nam „łatkę”, nasz mózg rzadziej uruchamia mechanizmy obronne, niż gdyby zrobił to nieznajomy.
Internalizacja etykiet to swoisty „import” cudzych oczekiwań do własnego systemu operacyjnego. Jeśli matka mówi dziecku, że jest „niezdarą”, dziecko nie analizuje tego pod kątem błędów poznawczych rodzica. Ono po prostu zaczyna wierzyć, że bycie niezdarnym to jego cecha immanentna. W dorosłym życiu objawia się to tym, że taka osoba faktycznie częściej coś upuszcza lub potyka się, bo jej obraz siebie (self-concept) został zaprogramowany na porażkę w sferze motorycznej.
Internalizacja nie dzieje się z dnia na dzień. To proces wieloetapowy, który można podzielić na cztery główne fazy:
W psychologii znane są dwa fascynujące zjawiska związane z internalizacją oczekiwań. Efekt Pigmaliona polega na tym, że pozytywne oczekiwania innych wobec nas sprawiają, że faktycznie zaczynamy osiągać lepsze wyniki. Z kolei Efekt Golema to jego mroczny brat – negatywne etykiety i niskie oczekiwania otoczenia powodują spadek motywacji i realne pogorszenie funkcjonowania danej osoby.
Skutki internalizacji mogą być zarówno budujące, jak i niszczące. Wszystko zależy od treści „importowanych” przekonań.
W jakim czasie to następuje? Nie ma jednej sztywnej ramy czasowej. U dzieci proces ten jest błyskawiczny i może trwać zaledwie kilka miesięcy intensywnego kontaktu z daną narracją. U dorosłych, którzy mają już ukształtowaną tożsamość, internalizacja trwa zazwyczaj dłużej – od kilku miesięcy do kilku lat. Jednak w sytuacjach silnego stresu lub w bardzo intensywnych relacjach (np. w związkach przemocowych), zmiana postrzegania siebie może nastąpić w zaskakująco krótkim czasie.
To kluczowe pytanie: czy jesteśmy bezbronnymi gąbkami chłonącymi opinie innych? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie.
Z jednej strony, jako istoty społeczne, mamy naturalną tendencję do przeglądania się w oczach innych (tzw. ja odzwierciedlone). Całkowite odcięcie się od opinii otoczenia jest praktycznie niemożliwe i ewolucyjnie nieuzasadnione. Z drugiej strony, posiadamy coś, co psychologia nazywa poczuciem sprawstwa (agency) oraz krytycznym myśleniem.
Osoby o wysokiej samoświadomości i stabilnym poczuciu własnej wartości mają silniejsze „filtry”. Potrafią oddzielić opinię innej osoby (która często mówi więcej o niej samej niż o nas) od faktów. Możemy mieć wpływ na internalizację poprzez:
Podsumowując, internalizacja etykiet to potężny proces, który kształtuje naszą prywatną rzeczywistość. Choć często zachodzi nieświadomie, kluczem do odzyskania kontroli nad własnym wizerunkiem jest zrozumienie, że etykieta to tylko słowo, a nie wyrok. Mamy prawo do renegocjacji tego, kim jesteśmy, nawet jeśli świat od lat próbuje nas przekonać, że jest inaczej.