Gość (83.24.*.*)
Język polski bywa kapryśny i pełen pułapek, które potrafią przyprawić o zawrót głowy nie tylko obcokrajowców, ale i rodowitych użytkowników. Jedną z takich zagadek jest słowo „mężczyzna”. Na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy rzeczownik rodzaju żeńskiego – w końcu kończy się na literę „a”, podobnie jak „kobieta”, „mama” czy „książka”. Dlaczego więc uparcie twierdzimy, że to rodzaj męski? Odpowiedź kryje się w fascynującym połączeniu biologii, historii języka i specyficznej budowy gramatycznej.
W języku polskim istnieje fundamentalna zasada dotycząca tzw. rodzaju naturalnego. Oznacza ona, że jeśli dane słowo odnosi się do osoby płci męskiej, to bez względu na jego końcówkę, gramatycznie będzie ono traktowane jako rodzaj męski. To właśnie dlatego „mężczyzna”, „tata”, „kolega” czy „poeta” są rodzaju męskiego.
Nasz umysł i system językowy priorytetyzują znaczenie słowa nad jego formą zewnętrzną. Skoro „mężczyzna” opisuje osobę płci męskiej, to przymiotniki i czasowniki muszą się do tego dostosować. Powiemy więc „przystojny mężczyzna” (rodzaj męski), a nie „przystojna mężczyzna” (rodzaj żeński), mimo że końcówka rzeczownika mogłaby sugerować to drugie.
Choć „mężczyzna” jest rodzaju męskiego, to pod względem odmiany przez przypadki (deklinacji) zachowuje się niemal identycznie jak rzeczowniki żeńskie. To właśnie ten fakt sprawia najwięcej trudności.
Spójrzmy na odmianę w liczbie pojedynczej:
To zjawisko nazywamy odmianą według paradygmatu żeńskiego. Jednak w liczbie mnogiej sytuacja się zmienia – „mężczyzna” odzyskuje swoją pełną „męskoosobowość”. Mówimy „ci mężczyźni”, a nie „te mężczyzny”. To wyraźny sygnał dla systemu językowego, że mamy do czynienia z grupą osób płci męskiej.
„Mężczyzna” nie jest odosobnionym przypadkiem. W języku polskim mamy całą grupę rzeczowników męskich kończących się na „a”. Często są to nazwy zawodów, funkcji lub cech:
Z punktu widzenia etymologii słowo to jest bardzo ciekawe. Wywodzi się ono od prasłowiańskiego rdzenia mǫžь (mąż), do którego dodano przyrostek -izna. Pierwotnie ten przyrostek służył do tworzenia rzeczowników abstrakcyjnych lub zbiorowych (podobnie jak w słowie „polszczyzna” czy „ojcowizna”).
W dawnych wiekach słowo „mężczyzna” nie oznaczało konkretnego faceta, lecz... męskość jako cechę lub ogół mężczyzn (zbiorowość). Z czasem znaczenie to ewoluowało i zaczęło odnosić się do pojedynczej osoby. Formant „-izna” wymusił końcówkę „a”, ale męskie znaczenie rdzenia „mąż” pozostało dominujące w strukturze gramatycznej.
W dawnej polszczyźnie istniało słowo „męszczyzna” (pisane przez „sz”), które odnosiło się do męskiego zarostu lub ogólnie do stanu męskiego. Dzisiejsza pisownia przez „ż” utrwaliła się ze względu na bezpośrednie powiązanie ze słowem „mąż”. Co ciekawe, w wielu innych językach słowiańskich odpowiedniki naszego „mężczyzny” brzmią zupełnie inaczej (np. rosyjskie muzhchina również kończy się na „a” i wykazuje podobne cechy gramatyczne).
Najprostszym sposobem na oswojenie „mężczyzny” w gramatyce jest zapamiętanie zasady „męskiego przymiotnika”. Jeśli masz wątpliwość, jakiego rodzaju jest dane słowo kończące się na „a”, spróbuj postawić przed nim przymiotnik.
Zaimki „ten”, „mój”, „twój” zawsze zdradzą prawdziwą naturę rzeczownika, nawet jeśli jego końcówka próbuje nas zmylić. Gramatyka polska, choć skomplikowana, jest w tym przypadku logiczna – biologia i tożsamość osoby są ważniejsze niż sztywne ramy końcówek deklinacyjnych.