Gość (37.30.*.*)
Zastanawialiście się kiedyś, jak brzmiały rozmowy naszych przodków kilkaset lat temu? Język staropolski to fascynująca kraina, która dla współczesnego Polaka może brzmieć znajomo, a jednocześnie skrywać struktury, które dziś wydają się czystą egzotyką. Jeśli kojarzycie język polski głównie z siedmioma przypadkami i dwiema liczbami, to przygotujcie się na małą podróż w czasie, bo dawniej gramatyka była jeszcze bardziej rozbudowana.
Odpowiadając na pierwsze pytanie: tak, język staropolski rzeczywiście posiadał trzy liczby. Oprócz znanej nam dzisiaj liczby pojedynczej (singularis) i mnogiej (pluralis), istniała także liczba podwójna (dualis).
Liczba podwójna była używana w sytuacjach, gdy mówiono o dokładnie dwóch osobach lub rzeczach. Nie była to jedynie ciekawostka, ale pełnoprawna kategoria gramatyczna z własnymi końcówkami. Jeśli więc dwóch rycerzy szło drogą, nie mówiło się, że „idą” (liczba mnoga), ale używało się formy właściwej dla dwóch osób.
Z czasem system ten zaczął się upraszczać. Utrzymywanie osobnych końcówek dla dwóch osób i dla grupy trzech lub więcej osób było po prostu nieekonomiczne dla użytkowników języka. Liczba podwójna zaczęła zanikać w okolicach XV i XVI wieku, a ostatecznie pożegnaliśmy się z nią w XVII wieku.
Co ciekawe, do dziś w naszym języku przetrwały „skamieliny” po liczbie podwójnej. Najlepszym przykładem są części ciała, które występują parzyście:
W kwestii przypadków język staropolski był bardziej stabilny i zbliżony do tego, co znamy dzisiaj. Język staropolski miał 7 przypadków, czyli dokładnie tyle samo, ile współczesna polszczyzna:
Choć liczba przypadków się nie zmieniła, to ich końcówki oraz funkcje bywały inne. W staropolszczyźnie istniało znacznie więcej typów deklinacji (odmian przez przypadki). To, jak odmienialiśmy dany rzeczownik, zależało od jego dawnego tematu (np. tematy samogłoskowe lub spółgłoskowe), co sprawiało, że nauka gramatyki w tamtych czasach byłaby dla nas dzisiaj prawdziwym wyzwaniem.
Wiele języków słowiańskich (np. rosyjski) niemal całkowicie zrezygnowało z wołacza na rzecz mianownika. Język polski, mimo ewolucji, dzielnie go zachował. W staropolszczyźnie wołacz był jednak używany znacznie częściej i naturalniej niż dzisiaj, gdy w mowie potocznej często zastępujemy go mianownikiem (np. mówiąc „Marek!” zamiast „Marku!”).
Język staropolski był systemem niezwykle precyzyjnym, ale też skomplikowanym. Zanik liczby podwójnej to naturalny proces dążenia języka do ekonomii. Mimo że nie musimy już uczyć się osobnych form dla „dwóch rąk” i „pięciu rąk”, warto pamiętać o tych strukturach. Pokazują one, jak bardzo plastycznym tworem jest mowa i jak wiele historii kryje się w pojedynczych słowach, których używamy na co dzień.
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego mówimy „rękoma” i „rękami” (obie formy są poprawne!), to właśnie macie odpowiedź – to echo dawnej walki między liczbą podwójną a mnogą, która rozegrała się na przestrzeni wieków w naszej gramatyce.