Gość (37.30.*.*)
Wagary to temat stary jak sama instytucja szkoły. Choć większość z nas kojarzy je z niewinnym wyjściem na lody czy do parku w słoneczny dzień, systemy edukacyjne na całym świecie od lat głowią się, jak skutecznie zniechęcić uczniów do ucieczek z lekcji. Niektóre metody są standardowe – uwaga w dzienniku, wezwanie rodziców czy obniżona ocena z zachowania. Istnieją jednak miejsca, gdzie kreatywność dyrektorów i ustawodawców przekroczyła granice wyobraźni, serwując uczniom kary, które brzmią bardziej jak scenariusz dziwnego filmu niż szkolna rzeczywistość.
W niektórych stanach USA oraz w Wielkiej Brytanii podejście do wagarowiczów bywa skrajnie rygorystyczne. Jedną z najdziwniejszych kar, o jakich donosiły media, było zmuszanie uczniów do noszenia tabliczek z napisem „Uciekałem z lekcji” i spacerowania z nimi przed budynkiem szkoły. Taka forma publicznego upokorzenia miała w założeniu odstraszać innych, ale w praktyce często wywoływała odwrotny skutek, robiąc z wagarowicza „męczennika” lub klasowego bohatera.
Jeszcze bardziej specyficzną metodę zastosowano w jednej ze szkół w Arizonie. Uczniowie, którzy notorycznie opuszczali zajęcia, zamiast typowego „kozła” w bibliotece, musieli odbywać karę w odosobnieniu, słuchając przez kilka godzin zapętlonej, wyjątkowo irytującej muzyki (często wskazuje się tu na utwory Barry’ego Manilowa lub dziecięce piosenki). Cel był prosty: sprawić, by szkoła kojarzyła się z nudą, ale wagary z czymś absolutnie nieznośnym.
Niektóre placówki edukacyjne postanowiły wykorzystać wiedzę z zakresu psychologii barw, choć w dość kontrowersyjny sposób. W kilku szkołach w USA i Europie Zachodniej wprowadzono tzw. „różowe pokoje” (często w odcieniu Baker-Miller Pink). Jest to specyficzny odcień różu, który według niektórych badań ma właściwości uspokajające i obniżające poziom agresji oraz tętno.
Wagarowicze lub uczniowie sprawiający problemy wychowawcze byli zamykani w takich pomieszczeniach na czas „przemyśleń”. Choć teoria brzmi naukowo, wielu psychologów bije na alarm, twierdząc, że izolacja w nienaturalnie kolorowym pomieszczeniu może wywoływać u młodych ludzi stany lękowe i poczucie dezorientacji, a nie obiecywany spokój.
Większość współczesnych psychologów dziecięcych i edukacyjnych podchodzi do takich metod z dużym sceptycyzmem. Eksperci podkreślają, że wagary rzadko są wynikiem czystego lenistwa. Częściej stanowią sygnał alarmowy, który szkoła i rodzice powinni odczytać jako komunikat: „coś jest nie tak”.
Psycholodzy zwracają uwagę, że kary oparte na publicznym zawstydzaniu (jak wspomniane tabliczki) są wyjątkowo szkodliwe. Wstyd nie jest dobrym motywatorem do nauki – niszczy poczucie własnej wartości i pogłębia niechęć do instytucji szkoły. Zamiast skłonić ucznia do powrotu do ławki, taka kara może sprawić, że uczeń całkowicie wycofuje się z życia społecznego lub, wręcz przeciwnie, staje się jeszcze bardziej agresywny i zbuntowany.
Z perspektywy psychologicznej wagary mogą mieć wiele podłoży:
Psycholodzy sugerują, że zamiast wymyślać coraz dziwniejsze restrykcje, szkoły powinny postawić na dialog. Rozmowa z pedagogiem, próba zrozumienia, dlaczego uczeń nie chce być na lekcji, i wspólne wypracowanie rozwiązania (np. dodatkowe korepetycje czy mediacje rówieśnicze) przynoszą znacznie trwalsze efekty.
Ciekawostką jest etymologia samego słowa. Polskie „wagary” pochodzą od łacińskiego słowa vagari, co oznacza „błąkać się”, „wałęsać się” lub „błądzić”. Co ciekawe, w dawnej Polsce termin ten nie dotyczył tylko uczniów, ale ogólnie osób, które nie miały stałego miejsca zamieszkania lub zajęcia. Dopiero z czasem słowo to na stałe przylgnęło do uczniów unikających szkolnych obowiązków.
Warto też wiedzieć, że w Polsce wagary mogą mieć konsekwencje nie tylko dla ucznia, ale i dla rodzica. Zgodnie z prawem, jeśli dziecko notorycznie nie realizuje obowiązku szkolnego (opuści ponad 50% zajęć w miesiącu bez usprawiedliwienia), na rodziców może zostać nałożona grzywna w celu przymuszenia, która w skrajnych przypadkach może wynieść nawet kilka tysięcy złotych. Choć nie jest to kara tak „dziwna” jak słuchanie Barry’ego Manilowa, z pewnością jest znacznie bardziej dotkliwa dla domowego budżetu.