Gość (37.30.*.*)
Wychowanie dziecka to jedno z najtrudniejszych zadań, przed jakimi stajemy w życiu. Często wpadamy w pułapkę myślenia, że im bardziej kontrolujemy rzeczywistość naszej pociechy, tym bezpieczniejsza i szczęśliwsza ona będzie. Psycholodzy i pedagodzy patrzą jednak na to zjawisko z dużą rezerwą. Decydowanie za dziecko w każdym aspekcie jego życia – od wyboru ubrań, przez dobór kolegów, aż po planowanie zajęć dodatkowych – jest określane mianem postawy nadmiernie korygującej lub kontrolującej. Specjaliści ostrzegają, że takie podejście, choć często wynika z miłości i lęku o dobro dziecka, może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.
Współczesna psychologia rozwojowa bije na alarm: dzieci, które nie mają przestrzeni na podejmowanie własnych decyzji, mogą zmagać się z tzw. wyuczoną bezradnością. Specjaliści podkreślają, że fundamentem zdrowego rozwoju jest budowanie poczucia sprawstwa – przekonania, że „ja mogę”, „ja potrafię” i „mój wybór ma znaczenie”. Kiedy rodzic przejmuje stery w każdej sekundzie życia dziecka, wysyła mu podprogowy komunikat: „Sam sobie nie poradzisz”.
Efektem takiego podejścia w dorosłym życiu bywa niska samoocena, trudności w podejmowaniu nawet najprostszych decyzji oraz lęk przed porażką. Dziecko, któremu nigdy nie pozwolono się potknąć, w dorosłości nie będzie wiedziało, jak wstać. Psycholodzy często używają tu terminów takich jak „rodzice-helikoptery” (stale krążący nad dzieckiem) lub „rodzice-pługi” (usuwający każdą przeszkodę z drogi dziecka), wskazując, że obie te postawy hamują naturalny proces dojrzewania emocjonalnego.
Często nadmierna kontrola nad dzieckiem nie wynika z potrzeb malucha, ale z lęków rodzica. Psycholodzy zauważają, że rodzice, którzy nie mają własnych pasji lub satysfakcjonującego życia zawodowego, czynią z sukcesów dziecka swój jedyny projekt życiowy. To sprawia, że każda samodzielna decyzja dziecka jest traktowana jako zagrożenie dla roli rodzica.
W literaturze psychologicznej najczęściej przywołuje się klasyfikację Marii Ziemskiej, która wyróżnia postawy właściwe i niewłaściwe. Rozpoznanie, w którym miejscu skali się znajdujemy, jest pierwszym krokiem do zmiany.
To postawa, w której rodzic traktuje dziecko jako istotę bezradną znacznie dłużej, niż wskazuje na to jego wiek. Psycholodzy rozpoznają ją po następujących sygnałach:
Na drugim biegunie znajduje się brak opieki, który jest równie szkodliwy. Psycholodzy definiują go jako dystans uczuciowy i ignorowanie potrzeb dziecka. Rozpoznajemy go po:
Przejście od kontroli do wspierania autonomii nie dzieje się z dnia na dzień, ale jest możliwe dzięki metodzie małych kroków. Specjaliści sugerują zmianę roli z „menedżera życia” na „konsultanta”.
Warto pamiętać o terminie wprowadzonym przez Donalda Winnicotta – „wystarczająco dobry rodzic”. Nie musisz być idealny i nie musisz chronić dziecka przed całym złem świata. Wystarczająco dobry rodzic to taki, który jest obecny, daje poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie pozwala dziecku na stopniowe oddalanie się i budowanie własnej tożsamości.
Właściwa postawa rodzicielska, według psychologów, opiera się na akceptacji dziecka takim, jakie jest, współdziałaniu z nim oraz dawaniu mu rozumnej swobody. To złoty środek między nadopiekuńczością a chłodnym dystansem, który pozwala wychować człowieka pewnego siebie, empatycznego i gotowego na wyzwania dorosłości.