Gość (37.30.*.*)
Choć w potocznym języku często używamy tych słów zamiennie, psychologia i socjologia stawiają między nimi dość wyraźną granicę. Można powiedzieć, że uległość i podporządkowanie to dwie strony tego samego medalu, ale wybite z zupełnie innych kruszców. Zrozumienie tej różnicy jest kluczowe nie tylko dla poprawy relacji z innymi, ale przede wszystkim dla budowania własnej asertywności i poczucia wartości.
Uległość to termin, który mocno zakorzeniony jest w naszej psychice i cechach osobowości. Osoba uległa często rezygnuje z własnych potrzeb, opinii czy pragnień na rzecz kogoś innego, ale robi to zazwyczaj z motywów wewnętrznych – lęku przed konfliktem, chęci przypodobania się lub niskiego poczucia własnej wartości.
W uległości kryje się pewien rodzaj emocjonalnego wycofania. Kiedy ulegamy, oddajemy kontrolę nad sytuacją, bo czujemy, że nasze zdanie jest mniej ważne lub że walka o nie przyniesie nam więcej szkody niż pożytku. Co istotne, uległość często występuje w relacjach nieformalnych: w związku, w przyjaźni czy w kontaktach z rodziną. Jest to postawa, która z czasem może prowadzić do frustracji i poczucia bycia wykorzystywanym.
Podporządkowanie ma zupełnie inny charakter. Jest ono zazwyczaj wynikiem struktury, hierarchii lub umowy społecznej. Kiedy idziesz do pracy, podporządkowujesz się poleceniom szefa nie dlatego, że czujesz się od niego gorszy jako człowiek, ale dlatego, że tak skonstruowany jest system zawodowy.
Podporządkowanie jest często świadomym wyborem lub koniecznością wynikającą z pełnionej roli. Żołnierz podporządkowuje się rozkazom, uczeń zasadom panującym w szkole, a kierowca przepisom ruchu drogowego. W tym przypadku nie chodzi o rezygnację z własnej osobowości, ale o sprawne funkcjonowanie w grupie lub systemie. Można być osobą niezwykle silną i pewną siebie, a jednocześnie potrafić się podporządkować, gdy wymaga tego sytuacja.
Najprościej można to ująć tak:
Warto też zwrócić uwagę na aspekt wolnej woli. Podporządkowanie bywa kontraktowe – umawiamy się na coś i przestrzegamy reguł gry. Uległość natomiast często wiąże się z poczuciem przymusu wewnętrznego, z którego trudno się wyplątać bez pracy nad własną asertywnością.
To jedno z najważniejszych pytań w kontekście rozwoju osobistego. Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! To właśnie cecha ludzi o wysokiej inteligencji emocjonalnej. Taka osoba potrafi wykonać polecenie przełożonego (podporządkowanie), ale jeśli to polecenie narusza jej wartości lub jest nielogiczne, potrafi o tym otwarcie i kulturalnie porozmawiać (brak uległości).
Bycie „asertywnie podporządkowanym” oznacza, że znasz swoją wartość i masz własne zdanie, ale szanujesz reguły panujące w danej organizacji czy grupie. Nie boisz się konfrontacji, ale wybierasz ją tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne.
O ile podporządkowanie jest naturalnym elementem życia w społeczeństwie, o tyle chroniczna uległość może być sygnałem ostrzegawczym. Jeśli zauważasz, że:
...to znak, że Twoja uległość może negatywnie wpływać na Twoje zdrowie psychiczne. Długotrwałe tłumienie własnych potrzeb prowadzi do stresu, a w skrajnych przypadkach nawet do stanów depresyjnych czy wypalenia relacyjnego.
W psychologii społecznej słynny eksperyment Stanleya Milgrama badał właśnie granice posłuszeństwa (podporządkowania) wobec autorytetu. Wyniki były szokujące: większość ludzi była w stanie zadawać ból innym tylko dlatego, że osoba w białym fartuchu (autorytet) wydawała takie polecenie. To pokazuje, jak cienka może być granica między zdrowym podporządkowaniem się zasadom a niebezpieczną uległością wobec autorytetu, która wyłącza nasze własne sumienie.
Kluczem jest świadomość. Następnym razem, gdy poczujesz, że musisz komuś ustąpić, zadaj sobie pytanie: „Czy robię to, bo szanuję zasady i strukturę (podporządkowanie), czy dlatego, że boję się reakcji drugiej osoby (uległość)?”.
Rozróżnienie tych dwóch pojęć pozwala odzyskać sprawczość. Możesz być świetnym pracownikiem, który wykonuje polecenia, i jednocześnie partnerem w związku, który twardo stawia granice. Podporządkowanie to narzędzie współpracy, uległość to często rezygnacja z siebie. Warto o tym pamiętać, budując swoje codzienne relacje.