Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś na restrykcyjnej diecie, trzymasz się planu od poniedziałku i nagle w czwartek po południu ktoś w biurze częstuje Cię kawałkiem domowego ciasta. Ulegasz, zjadasz go, a chwilę później w Twojej głowie pojawia się myśl: „No i po wszystkim. Skoro i tak złamałem zasady, to równie dobrze mogę zjeść pizzę na kolację, poprawić lodami i zacząć od nowa od poniedziałku”. To właśnie klasyczny przykład efektu „What the Hell” (po polsku znanego jako efekt „A co mi tam”), który potrafi zrujnować nawet najlepiej zaplanowane postanowienia.
Termin ten został ukuty przez badaczki Janet Polivy i C. Petera Hermana. Opisuje on cykl, w którym ulegnięcie drobnej pokusie prowadzi do poczucia winy, a to z kolei skłania nas do całkowitego porzucenia samokontroli i jeszcze większego folgowania sobie. To psychologiczna pułapka, w której postrzegamy nasze potknięcie nie jako mały błąd, ale jako całkowitą klęskę.
Większość z nas myśli, że to brak silnej woli jest problemem. Tymczasem psychologia sugeruje coś innego: to nie jedzenie (czy wydawanie pieniędzy) nas gubi, ale to, jak się czujemy po złamaniu własnych zasad. Kiedy czujemy wstyd i porażkę, nasz mózg szuka najszybszej drogi do pocieszenia. A co pociesza najlepiej? Zazwyczaj ta sama rzecz, która wpędziła nas w poczucie winy – czyli kolejna porcja cukru, kolejny zakup czy kolejny odcinek serialu zamiast pracy.
Głównym winowajcą jest tutaj myślenie czarno-białe, zwane też dychotomicznym. Albo jesteśmy „idealni” i trzymamy się planu w 100%, albo jesteśmy „beznadziejni” i nic nie ma sensu. W takim modelu nie ma miejsca na błędy, a przecież życie składa się głównie z odcieni szarości.
Kiedy naruszamy narzucony sobie rygor, pojawia się dysonans poznawczy. Aby go złagodzić, nasz mózg idzie na skróty. Zamiast przyznać: „Zjadłem ciastko, to ma 300 kalorii, wracam do planu”, mówi: „Skoro i tak zepsułem dzień, to dzisiejsze kalorie już się nie liczą”. To iluzja, która daje nam chwilowe przyzwolenie na nieograniczoną gratyfikację.
W jednym z badań Polivy i Herman podzielili uczestników na dwie grupy: osoby na diecie i te, które się nie odchudzały. Wszystkim podano pizzę, a następnie poproszono o ocenę smaku ciastek. Osoby na diecie, które uważały, że „zgrzeszyły” jedząc pizzę, zjadły znacznie więcej ciastek niż osoby niebędące na diecie. Czuły, że ich limit i tak został przekroczony, więc przestały się hamować.
Choć najczęściej mówi się o nim w kontekście odchudzania, ten mechanizm działa w wielu obszarach naszego życia:
Najskuteczniejszą bronią przeciwko efektowi „What the Hell” nie jest – wbrew pozorom – większa dyscyplina, ale... samowspółczucie (self-compassion). Badania pokazują, że osoby, które potrafią sobie wybaczyć drobne potknięcie, znacznie szybciej wracają na właściwe tory.
Efekt „What the Hell” bazuje na emocjach, a nie na logice. Zrozumienie, że jeden błąd nie definiuje całego procesu, to klucz do budowania trwałych nawyków. Następnym razem, gdy zjesz to nadprogramowe ciastko, po prostu uśmiechnij się do siebie i wróć do swojego zdrowego trybu życia przy kolejnym posiłku. To właśnie ta umiejętność powrotu, a nie bycie nieomylnym, decyduje o ostatecznym sukcesie.