Gość (37.30.*.*)
Wielu rodziców marzy o dziecku, które jest posłuszne, nie sprawia problemów wychowawczych i zawsze dostosowuje się do panujących zasad. W psychologii i pedagogice taki model określa się mianem wychowania prospołeczno-konformistycznego. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to ideał, pod powierzchnią „grzeczności” często kryją się mechanizmy, które w dorosłym życiu mogą stać się źródłem poważnych trudności emocjonalnych i relacyjnych.
Wychowanie prospołeczno-konformistyczne to model, w którym nadrzędnym celem jest ukształtowanie jednostki idealnie dopasowanej do społeczeństwa. Główny nacisk kładzie się tutaj na przestrzeganie norm, tradycji i oczekiwań grupy (rodziny, szkoły, społeczności). W takim systemie najwyższą wartością jest spokój i brak konfliktów.
Dziecko uczy się, że jego własne potrzeby, emocje czy zdanie są drugorzędne wobec tego, co wypada lub czego oczekują inni. Nagrody i pochwały płyną głównie za uległość, pomocność i „nie sprawianie kłopotów”. W efekcie młody człowiek zaczyna postrzegać świat przez pryzmat zewnętrznych nakazów, a nie wewnętrznych przekonań.
Model ten nierozerwalnie wiąże się z pojęciem zewnątrzsterowności, wprowadzonym do socjologii przez Davida Riesmana. Osoba zewnątrzsterowna nie posiada silnego, wewnętrznego systemu wartości, który kierowałby jej działaniami. Zamiast tego posiada „społeczny radar”, który nieustannie skanuje otoczenie w poszukiwaniu sygnałów: „Czy to, co robię, podoba się innym?”, „Czy zostanę zaakceptowany?”, „Czy nie łamię jakiejś niepisanej zasady?”.
Wychowanie oparte na zewnątrzsterowności sprawia, że poczucie własnej wartości dziecka staje się całkowicie uzależnione od opinii z zewnątrz. Jeśli inni chwalą – czuje się dobrze. Jeśli pojawia się cień krytyki – świat się zawala. Brak tu miejsca na autonomię, ponieważ każde odstępstwo od normy jest postrzegane jako zagrożenie dla relacji z opiekunami lub grupą.
Syndrom „grzecznego dziecka” to praktyczna manifestacja powyższych mechanizmów. Takie dziecko jest często dumą rodziców i nauczycieli. Zawsze posprząta pokój, odrobi lekcje na czas, nigdy nie pyskuje i opiekuje się młodszym rodzeństwem. Problem polega na tym, że ta „grzeczność” nie wynika z dojrzałości, lecz z lęku przed odrzuceniem lub utratą miłości.
Dziecko z tym syndromem uczy się tłumić „trudne” emocje, takie jak złość, smutek czy frustracja, ponieważ są one źle widziane w konformistycznym modelu wychowania. Z czasem przestaje ono w ogóle rozpoznawać swoje potrzeby, stając się ekspertem od zaspokajania potrzeb innych ludzi.
Warto zauważyć, że w języku polskim słowo „grzeczny” jest często nadużywane jako synonim „posłuszny”. W rzeczywistości prawdziwa grzeczność to uprzejmość wynikająca z szacunku do innych, podczas gdy syndrom grzecznego dziecka to mechanizm obronny polegający na rezygnacji z siebie, by przetrwać w systemie rodzinnym.
W krótkiej perspektywie model prospołeczno-konformistyczny wydaje się niezwykle skuteczny i wygodny dla otoczenia:
Ceną za ten spokój jest jednak zahamowanie spontaniczności, brak kreatywności i narastające wewnętrzne napięcie, którego dziecko nie potrafi rozładować, bo nie wolno mu się złościć.
Prawdziwe koszty wychowania prospołeczno-konformistycznego ujawniają się zazwyczaj w dorosłości. Osoby wychowane w tym modelu często borykają się z szeregiem problemów:
Wychowanie prospołeczno-konformistyczne tworzy „idealnych obywateli”, ale często kosztem ich wewnętrznego szczęścia i autentyczności. Kluczem do zdrowego rozwoju jest równowaga między szacunkiem do norm społecznych a prawem dziecka do wyrażania własnego „ja”, błędu i sprzeciwu.