Gość (37.30.*.*)
Kiedy myślimy o Dubaju, przed oczami stają nam futurystyczne wieżowce, luksusowe hotele, sztuczne wyspy i rozmach, który zdaje się nie mieć granic. Nic dziwnego, że wiele miast aspiruje do tego miana, chcąc przyciągnąć turystów i inwestorów nowoczesną architekturą oraz dynamicznym rozwojem. Choć w Europie trudno o identyczną kopię emirackiej metropolii, jedno miasto szczególnie często zyskuje przydomek „europejskiego Dubaju” – jest nim gruzińskie Batumi.
Batumi, położone w południowo-zachodniej Gruzji, to miasto, które w ciągu ostatnich dwóch dekad przeszło niesamowitą metamorfozę. Choć geograficznie Gruzja leży na pograniczu Europy i Azji, kulturowo i politycznie silnie aspiruje do bycia częścią wspólnoty europejskiej, a samo Batumi stało się jej najbardziej nowoczesną wizytówką.
Dlaczego akurat Batumi? Przede wszystkim ze względu na panoramę miasta. Nad brzegiem Morza Czarnego wyrosły dziesiątki wieżowców o fantazyjnych kształtach, które nocą rozświetlają tysiące neonów. Znajdziemy tu luksusowe hotele światowych sieci, kasyna (dzięki którym miasto nazywane jest też „Las Vegas Morza Czarnego”) oraz nowoczesne apartamentowce. Jednym z najbardziej charakterystycznych budynków jest Wieża Alfabetu, mierząca 130 metrów i symbolizująca unikalność gruzińskiego pisma.
Podobieństwo do Dubaju nie kończy się na samej architekturze. Batumi stawia na rozmach i przyciąganie kapitału z całego świata. W mieście realizowane są projekty, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawałyby się niemożliwe do zrealizowania w tym regionie. Przykładem może być budowa sztucznej wyspy w kształcie palmy (Ambassadori Batumi Island), co jest bezpośrednim nawiązaniem do słynnych dubajskich Palm Islands.
Miasto oferuje również szeroką promenadę – Batumi Boulevard – która ciągnie się kilometrami wzdłuż wybrzeża, oferując liczne restauracje, parki i instalacje artystyczne, takie jak słynna ruchoma rzeźba „Ali i Nino”. To miejsce, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością w sposób niezwykle dynamiczny.
Choć Batumi jest najczęstszym skojarzeniem, w zależności od kontekstu, inne europejskie miasta również bywają porównywane do stolicy luksusu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
W Polsce to właśnie Warszawa bywa nazywana „Dubajem Europy Środkowej”. Wszystko za sprawą imponującego skyline'u, który jest jednym z najnowocześniejszych na starym kontynencie. Budowa Varso Tower – najwyższego budynku w Unii Europejskiej – oraz liczne szklane biurowce na Woli sprawiają, że stolica Polski kojarzy się z dynamicznym wzrostem gospodarczym i nowoczesnym stylem życia.
W Serbii miano to zyskuje Belgrad, a konkretnie jego nowa dzielnica – Belgrade Waterfront. Co ciekawe, porównanie to jest bardzo trafne, ponieważ za projekt odpowiada ten sam deweloper, który budował Burdż Chalifa w Dubaju (Eagle Hills). To ogromna inwestycja nad rzeką Sawą, która całkowicie zmienia oblicze miasta, wprowadzając luksusowe apartamentowce i największe centrum handlowe w regionie.
Choć Azerbejdżan, podobnie jak Gruzja, leży na styku kontynentów, Baku jest miastem, które być może najbardziej przypomina Dubaj pod względem przepychu finansowanego z wydobycia ropy naftowej. Słynne Flame Towers (Ogniste Wieże) oraz futurystyczne Centrum Hejdara Alijewa zaprojektowane przez Zahę Hadid to obiekty, które mogłyby bez trudu stanąć w samym sercu Emiratów.
Fenomen nazywania miast „europejskim Dubajem” wynika z naszej fascynacji szybkim postępem i luksusem. Szukamy miejsc, które oferują nowoczesną infrastrukturę, wysokiej klasy hotele i unikalne atrakcje, a jednocześnie są łatwiej dostępne niż Bliski Wschód.
Warto jednak pamiętać, że każde z tych miast, mimo nowoczesnej fasady, posiada własną, unikalną duszę. Batumi to nie tylko szklane wieże, ale też wyśmienita gruzińska kuchnia i gościnność. Warszawa to połączenie trudnej historii z nowoczesnym biznesem, a Baku to fascynująca mieszanka perskich wpływów i nowoczesnej technologii.
Ciekawostka: Czy wiesz, że w Batumi znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na świecie? Został założony w 1912 roku i zajmuje ponad 100 hektarów, oferując roślinność z dziewięciu różnych stref klimatycznych. To idealna odskocznia od zgiełku „europejskiego Dubaju”.