Gość (37.30.*.*)
Historia Łajki to jeden z najbardziej poruszających, a zarazem kontrowersyjnych rozdziałów w dziejach podboju kosmosu. Choć jej imię zna niemal każdy, prawda o jej misji przez dekady była owiana tajemnicą i radziecką propagandą. Odpowiedź na pytanie o jej przetrwanie jest niestety krótka i smutna: Łajka nie przeżyła lotu w kosmos. Co więcej, od samego początku misja ta była planowana jako podróż w jedną stronę, ponieważ w 1957 roku technologia nie pozwalała jeszcze na bezpieczny powrót kapsuły na Ziemię.
3 listopada 1957 roku Związek Radziecki wysłał na orbitę okołoziemską drugiego sztucznego satelitę – Sputnika 2. Na jego pokładzie znajdowała się Łajka, niespełna dwuletnia suczka, znaleziona na ulicach Moskwy. Wybór padł na psa „ulicznego”, ponieważ naukowcy zakładali, że takie zwierzęta są bardziej odporne na głód, zimno i stres.
Oficjalne komunikaty radzieckie przez lata podawały, że Łajka przeżyła w kosmosie kilka dni, a jej śmierć była bezbolesna – miała nastąpić w wyniku podania zatrutej karmy lub braku tlenu. Dopiero w 2002 roku, podczas światowego kongresu kosmicznego w Houston, ujawniono brutalną prawdę. Dimitri Małaszenkow, jeden z naukowców zaangażowanych w projekt, wyznał, że Łajka zginęła zaledwie po 5–7 godzinach od startu.
Przyczyną śmierci był ogromny stres oraz przegrzanie kabiny. System regulacji temperatury zawiódł, a wewnątrz kapsuły zrobiło się przeraźliwie gorąco. Serce suczki biło trzy razy szybciej niż zwykle, a ona sama nie była w stanie poradzić sobie z ekstremalnymi warunkami. Sputnik 2 krążył wokół Ziemi jeszcze przez kilka miesięcy, by ostatecznie spłonąć w atmosferze w kwietniu 1958 roku.
Współcześnie wysłanie żywego stworzenia w kosmos bez planu powrotu i w warunkach zagrażających jego życiu byłoby niemożliwe z kilku kluczowych powodów. Świat nauki i społeczeństwo przeszły ogromną ewolucję w podejściu do etyki i praw zwierząt.
Obecnie badania na zwierzętach podlegają surowym regulacjom. Każdy eksperyment musi zostać zatwierdzony przez specjalne komisje etyczne. Zasada "3R" (Replacement, Reduction, Refinement) nakazuje zastępowanie zwierząt innymi metodami, ograniczanie ich liczby oraz ulepszanie procedur tak, by minimalizować ból i stres. Misja Łajki, będąca de facto wyrokiem śmierci, naruszałaby wszystkie te zasady.
W latach 50. naukowcy nie wiedzieli, czy organizm ssaka jest w stanie przetrwać stan nieważkości. Dzisiaj dysponujemy zaawansowanymi modelami komputerowymi, sensorami i manekinami (takimi jak „Moonikin Campos” używany w misji Artemis), które dostarczają precyzyjnych danych bez narażania życia zwierząt. Nie musimy już „zgadywać”, jak zachowa się ciało w kosmosie.
W 1957 roku protesty przeciwko wysłaniu Łajki były nieliczne i szybko tłumione przez radziecką cenzurę. Dziś, w dobie mediów społecznościowych i globalnej komunikacji, żadna agencja kosmiczna (jak NASA czy ESA) nie mogłaby sobie pozwolić na taki krok. Skandal wizerunkowy i potępienie ze strony opinii publicznej byłyby druzgocące.
Współczesna inżynieria kosmiczna koncentruje się na systemach odzyskiwania kapsuł. Nawet jeśli w celach badawczych wysyła się mniejsze organizmy (np. niesporczaki czy muszki owocówki), projektuje się misje tak, aby mogły one wrócić na Ziemię lub by ich byt byt był monitorowany w sposób humanitarny.
Mimo tragicznego losu Łajki, kolejne psie astronautki miały więcej szczęścia. Biełka i Striełka, które poleciały w kosmos w 1960 roku na pokładzie Sputnika 5, stały się pierwszymi żywymi istotami, które okrążyły Ziemię i wróciły całe i zdrowe. Striełka doczekała się nawet potomstwa, a jeden z jej szczeniaków, Puszynka, został podarowany przez Nikitę Chruszczowa córce prezydenta USA, Caroline Kennedy.
Łajka ma dziś swój pomnik w Moskwie, przedstawiający psa stojącego na dłoni w kształcie rakiety. Choć jej misja była dowodem na okrucieństwo tamtych czasów, otworzyła ona drogę do lotu Jurija Gagarina i pokazała, że życie w stanie nieważkości jest możliwe – choć cena, jaką za tę wiedzę zapłacono, była zdecydowanie zbyt wysoka.