Gość (83.4.*.*)
W połowie lat 90. świat technologii stanął u progu rewolucji, której nikt nie był w stanie w pełni przewidzieć. Internet przestał być domeną naukowców i wojska, trafiając pod strzechy zwykłych użytkowników. To właśnie wtedy rozegrała się jedna z najbardziej widowiskowych bitew w historii Doliny Krzemowej – pierwsza wojna przeglądarek. Po jednej stronie stał Netscape Navigator, pionier i ulubieniec internautów, a po drugiej gigant z Redmond, Microsoft, ze swoim Internet Explorerem. Ta walka na zawsze zmieniła sposób, w jaki korzystamy z sieci.
Główną przyczyną wybuchu wojny przeglądarek była nagła świadomość, że ten, kto kontroluje przeglądarkę, kontroluje dostęp do informacji w internecie. W 1995 roku Netscape Navigator posiadał około 90% udziałów w rynku. Był szybki, nowoczesny i wydawało się, że nikt mu nie zagrozi. Jednak Bill Gates, początkowo lekceważący potencjał sieci, szybko zmienił zdanie. W słynnej notatce „Internet Tidal Wave” (Internetowa fala kulminacyjna) ogłosił, że internet jest teraz najwyższym priorytetem Microsoftu.
Kolejną przyczyną była chęć narzucenia własnych standardów technologicznych. W tamtym czasie standardy W3C (World Wide Web Consortium) dopiero raczkowały. Zarówno Netscape, jak i Microsoft, dodawały do swoich przeglądarek autorskie funkcje i znaczniki HTML, które nie działały u konkurencji. Miało to zmusić twórców stron do optymalizacji witryn pod konkretny program, co z kolei przyciągało użytkowników.
Przełomowym momentem wojny było wydanie Internet Explorera 3.0, a później 4.0. Microsoft zastosował strategię, która później stała się przedmiotem ogromnych kontrowersji i procesów sądowych: bundling. Internet Explorer zaczął być dołączany za darmo do systemu operacyjnego Windows. Użytkownicy, kupując nowy komputer, mieli przeglądarkę już zainstalowaną, co sprawiało, że mało kto fatygował się, by pobierać i (w tamtym czasie często płacić za) Netscape Navigatora.
Netscape nie był w stanie konkurować z modelem biznesowym Microsoftu. Podczas gdy Microsoft mógł finansować rozwój Explorera z zysków ze sprzedaży Windowsa i Office’a, Netscape musiał zarabiać na swojej przeglądarce. Darmowy produkt giganta z Redmond ostatecznie „zagłodził” konkurenta.
W 1997 roku, po premierze Internet Explorera 4.0, pracownicy Microsoftu postanowili zażartować z konkurencji. Pod osłoną nocy ustawili przed biurem Netscape’a ogromne, stalowe logo „e” (symbol Explorera). Pracownicy Netscape’a nie pozostali dłużni – przewrócili logo i postawili na nim swoją maskotkę, dinozaura Mozillę, z tabliczką: „Netscape 72, Microsoft 18” (odnoszącą się do udziałów w rynku).
Skutki tego starcia były odczuwalne przez ponad dekadę. Najważniejszym z nich był niemal całkowity monopol Internet Explorera, który na początku XXI wieku kontrolował ponad 95% rynku. To doprowadziło do okresu stagnacji – Microsoft, nie czując oddechu konkurencji na plecach, przestał rozwijać swój produkt. Przeglądarka IE6, choć dominująca, stała się synonimem dziurawego bezpieczeństwa i braku wsparcia dla nowoczesnych standardów.
Inne istotne skutki to:
Choć Netscape Navigator zniknął z rynku, jego duch przetrwał w Firefoksie. Wojna ta nauczyła branżę technologiczną, jak ważna jest interoperacyjność i otwarte standardy. Dziś, w dobie dominacji Google Chrome, wielu ekspertów dostrzega analogie do sytuacji sprzed lat, co pokazuje, że historia zatacza koło. Pierwsza wojna przeglądarek była bolesną, ale konieczną lekcją, która ukształtowała nowoczesną sieć, jaką znamy dzisiaj – dynamiczną, darmową i dostępną dla każdego.