Gość (188.146.*.*)
Wyobraź sobie, że piszesz ważny esej i nagle w pokoju robi się nieznośnie gorąco. Nie wiesz, gdzie jest klimatyzator ani w którą stronę iść, by znaleźć chłodniejszy kąt, więc po prostu zaczynasz nerwowo krążyć po pomieszczeniu. Im bardziej jest Ci gorąco, tym szybciej się poruszasz. To właśnie, w dużym uproszczeniu, jest kineza. Dla polonisty, przyzwyczajonego do analizowania intencji, motywów i celowych działań bohaterów literackich, kineza może być fascynującym przykładem „bezzasadności” ruchu, który jednak ma głęboki sens biologiczny.
W świecie biologii i etologii (nauki o zachowaniu zwierząt) kineza to rodzaj reakcji ruchowej organizmu na bodziec zewnętrzny, taki jak światło, wilgotność czy temperatura. Kluczowe jest tu jedno słowo: bezkierunkowość. W przeciwieństwie do taksji, gdzie organizm wyraźnie zmierza „do” lub ucieka „od” źródła bodźca (jak ćma lecąca do światła), w kinezie zwierzę nie wie, gdzie jest cel.
Zamiast poruszać się po linii prostej do „wybawienia”, organizm zmienia parametry swojego ruchu – jego prędkość lub częstotliwość skrętów – w zależności od natężenia bodźca. Można to porównać do sytuacji, w której szukasz okularów w ciemnym pokoju: nie widzisz ich, więc chodzisz chaotycznie, ale gdy poczujesz, że jesteś blisko (np. usłyszysz brzęk oprawek), zaczynasz poruszać się wolniej i dokładniej przeszukiwać dany obszar.
Aby lepiej zrozumieć to zjawisko, warto podzielić je na dwa główne rodzaje. Choć brzmią technicznie, ich mechanizm jest bardzo intuicyjny:
Dla humanisty ciekawym porównaniem może być proces twórczy. Czasami pisarz, nie mając konkretnego pomysłu (bodziec: brak natchnienia), „miota się” między różnymi wątkami, pisze chaotycznie, zmienia style. Dopiero gdy trafi na właściwy ton (strefa komfortu), jego praca staje się spokojniejsza i bardziej skupiona na jednym celu.
Najpopularniejszym podręcznikowym przykładem kinezy jest zachowanie prosionka szorstkiego (to ten mały, szary skorupiak, którego często spotykasz pod kamieniami). Prosionki oddychają za pomocą prymitywnych płuc i potrzebują wilgoci, by przeżyć.
Gdy prosionek znajdzie się na suchym murku, zaczyna biegać bardzo szybko i często skręcać (to właśnie kineza). Nie robi tego dlatego, że „widzi” wilgoć w oddali. On po prostu reaguje na suchość zwiększoną aktywnością. Kiedy przypadkiem trafi pod wilgotny liść, jego organizm otrzymuje sygnał: „tu jest dobrze”. Wtedy prosionek zwalnia i przestaje skręcać. Dzięki temu prostemu, bezmyślnemu mechanizmowi, zwierzę statystycznie spędza więcej czasu tam, gdzie ma szansę przeżyć.
Choć kineza to termin czysto biologiczny, w literaturze często spotykamy bohaterów, których działania przypominają ten mechanizm. Postaci egzystencjalne, jak u Kafki czy Becketta, często poruszają się w świecie bez wyraźnego wektora (taksji). Ich ruch jest reakcją na lęk lub dyskomfort, ale nie ma jasno określonego celu – to swoista „kineza egzystencjalna”, gdzie intensywność działania wzrasta wraz z poczuciem absurdu otoczenia.
Dla polonisty różnica między kinezą a taksją to w gruncie rzeczy różnica między „dzianiem się” a „działaniem”.
Zrozumienie kinezy pozwala spojrzeć na przyrodę nie jak na zbiór istot podejmujących świadome decyzje, ale jak na genialnie zaprojektowane systemy, które potrafią przetrwać, używając najprostszych praw statystyki i ruchu. To dowód na to, że nawet w chaosie i braku kierunku kryje się głęboka, biologiczna mądrość.