Gość (188.146.*.*)
Problem z parkowaniem to codzienność niemal każdego kierowcy mieszkającego w większym mieście. Krążenie wokół bloku w poszukiwaniu choćby skrawka wolnego asfaltu potrafi wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej cierpliwych. Wiele osób zastanawia się wtedy, czy gmina lub miasto nie mają przypadkiem prawnego obowiązku, aby zapewnić każdemu mieszkańcowi miejsce postojowe. Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać, i niestety dla wielu może być rozczarowująca.
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, do zadań własnych gminy należy zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty. Wśród tych zadań wymienia się m.in. sprawy gminnych dróg, ulic, mostów, placów oraz organizacji ruchu drogowego. Choć brzmi to dość szeroko, w żadnym punkcie polskiego prawa nie znajdziemy zapisu, który wprost nakładałby na miasto obowiązek zagwarantowania każdemu posiadaczowi samochodu indywidualnego miejsca parkingowego.
Gmina ma dbać o infrastrukturę i płynność ruchu, ale nie oznacza to, że musi dostarczyć „garaż pod chmurką” dla każdego zarejestrowanego pojazdu. W rzeczywistości przestrzeń publiczna jest ograniczona, a priorytetem dla miast często staje się komunikacja zbiorowa, ścieżki rowerowe czy tereny zielone, a nie zwiększanie liczby betonowych parkingów.
Choć miasto nie musi budować parkingów dla obecnych mieszkańców „na żądanie”, ma ogromny wpływ na to, ile miejsc powstaje przy nowych blokach. Odbywa się to za pomocą Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) lub decyzji o warunkach zabudowy.
W tych dokumentach gmina określa tzw. wskaźnik parkingowy. Jest to liczba miejsc postojowych, jakie deweloper musi wybudować w przeliczeniu na jedno mieszkanie lub na określoną powierzchnię użytkową lokali handlowych.
Warto wiedzieć, że od 2023 roku w Polsce obowiązują też przepisy tzw. specustawy mieszkaniowej, które odgórnie narzucały minimalną liczbę miejsc parkingowych (1,5 miejsca na mieszkanie poza centrum), ale przepisy te uległy modyfikacji, dając gminom większą swobodę w ustalaniu tych norm.
Wiele osób uważa, że płacąc abonament mieszkańca w Strefie Płatnego Parkowania (SPP), wykupuje sobie gwarancję miejsca. Niestety, z punktu widzenia prawa, abonament jest jedynie opłatą za możliwość postoju w danej strefie bez konieczności każdorazowego płacenia w parkomacie. Nie jest to jednak umowa najmu konkretnego miejsca.
Sądy administracyjne w Polsce wielokrotnie potwierdzały, że posiadanie pojazdu i zamieszkiwanie w danej gminie nie rodzi roszczenia o zapewnienie miejsca postojowego. Miasto ma prawo zarządzać ruchem tak, aby ograniczać liczbę aut w centrach, co często wiąże się z likwidacją miejsc parkingowych na rzecz szerszych chodników czy dróg dla rowerów.
Bezpośrednio – nie. Nie istnieje ścieżka prawna, która pozwoliłaby pozwać miasto za brak wolnego miejsca pod domem. Istnieją jednak inne, bardziej „miękkie” sposoby na wpłynięcie na lokalną infrastrukturę:
Czy wiesz, że według badań (m.in. Donalda Shoupa, autora „The High Cost of Free Parking”), darmowe miejsca parkingowe w miastach paradoksalnie zwiększają korki? Gdy parkowanie jest darmowe lub bardzo tanie, kierowcy częściej decydują się na jazdę autem, a czas spędzony na „krążeniu” w poszukiwaniu wolnego miejsca generuje nawet do 30% ruchu w centrach miast. Dlatego nowoczesna urbanistyka odchodzi od zapewniania każdemu miejsca, promując w zamian ideę „miasta 15-minutowego”, gdzie większość spraw można załatwić pieszo.
Gmina ma obowiązek dbać o drogi, ale nie ma obowiązku dbać o to, byś miał gdzie zostawić auto po pracy. Odpowiedzialność za zapewnienie miejsca postojowego spoczywa głównie na właścicielu nieruchomości (np. spółdzielni, wspólnocie mieszkaniowej lub deweloperze) oraz na samym kierowcy. Jeśli planujesz zakup mieszkania, zawsze sprawdzaj księgę wieczystą i upewnij się, czy miejsce parkingowe jest przypisane do lokalu – to jedyna gwarancja, że zawsze będziesz miał gdzie stanąć.