Gość (83.4.*.*)
W dobie powszechnego dostępu do smartfonów i monitoringu, coraz częściej stajemy się świadkami incydentów naruszających prawo. Naturalnym odruchem wielu osób jest chęć natychmiastowego udostępnienia nagrania w mediach społecznościowych, aby ostrzec innych lub „wymierzyć sprawiedliwość” poprzez publiczne napiętnowanie sprawcy. Choć intencje mogą być słuszne, z punktu widzenia polskiego prawa sytuacja jest skomplikowana i może obrócić się przeciwko osobie publikującej film.
W Polsce prawo do wizerunku jest chronione przez kilka aktów prawnych, w tym Kodeks cywilny oraz Ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z przepisami, rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Co istotne, fakt, że ktoś dopuścił się czynu zabronionego – np. kradzieży w sklepie czy uszkodzenia mienia – nie odbiera mu automatycznie prawa do ochrony wizerunku.
Jeśli opublikujesz nagranie, na którym twarz sprawcy jest wyraźnie widoczna, a nie masz na to jego zgody, narażasz się na powództwo cywilne. Osoba nagrana może domagać się usunięcia materiału, przeprosin, a nawet zadośćuczynienia finansowego za naruszenie dóbr osobistych. W oczach prawa, do momentu prawomocnego wyroku sądu, każdy korzysta z domniemania niewinności.
Wizerunek twarzy, który pozwala na identyfikację osoby fizycznej, jest uznawany za dane osobowe. W związku z tym publikacja nagrania w internecie podlega przepisom RODO (Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych). Osoba prywatna, publikując film na szeroką skalę (np. na publicznej grupie na Facebooku), wychodzi poza zakres tzw. użytku osobistego lub domowego.
W takim przypadku stajesz się administratorem danych i musisz posiadać podstawę prawną do ich przetwarzania. „Chęć złapania złodzieja” zazwyczaj nie jest uznawana przez organy ochrony danych (takie jak UODO) za wystarczającą przesłankę do upublicznienia wizerunku bez zgody zainteresowanego. Za naruszenie przepisów RODO mogą grozić dotkliwe kary administracyjne.
Upublicznienie nagrania z podpisem sugerującym, że dana osoba jest przestępcą, może wyczerpywać znamiona przestępstwa zniesławienia. Artykuł 212 Kodeksu karnego mówi o pomawianiu innej osoby o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.
Choć prawo przewiduje wyłączenie bezprawności, jeśli zarzut jest prawdziwy i służy obronie społecznie uzasadnionego interesu, to w praktyce sądy bardzo rygorystycznie podchodzą do tej kwestii. Samodzielne „wymierzanie sprawiedliwości” przed ekranem komputera rzadko jest uznawane za właściwą drogę realizacji interesu społecznego, od tego są bowiem odpowiednie organy państwowe.
Warto spojrzeć na sprawę również od strony procesowej. Upublicznienie nagrania może paradoksalnie utrudnić pracę policji i prokuraturze.
Istnieją nieliczne wyjątki, kiedy zgoda na publikację wizerunku nie jest wymagana. Dotyczy to m.in. osób powszechnie znanych, jeśli wizerunek utrwalono w związku z pełnieniem przez nie funkcji publicznych, oraz sytuacji, gdy osoba stanowi jedynie szczegół całości (np. zgromadzenia, krajobrazu). Sprawca przestępstwa uchwycony przez monitoring zazwyczaj nie wpisuje się w żadną z tych kategorii.
Jeśli dysponujesz nagraniem, które dokumentuje przestępstwo, najbezpieczniejszą i najskuteczniejszą drogą jest przekazanie go organom ścigania.
Policja ma prawo (po uzyskaniu zgody prokuratora lub sądu) opublikować wizerunek poszukiwanej osoby w ramach prowadzonego śledztwa. Wtedy odbywa się to zgodnie z procedurą karną i nie naraża Cię na konsekwencje prawne. Pamiętaj, że w systemie prawnym to państwo ma monopol na karanie, a działanie na własną rękę, nawet w słusznej sprawie, często kończy się problemami dla samego zgłaszającego.