Gość (37.30.*.*)
Wielu z nas, po doświadczeniach związanych z pandemią COVID-19, zadaje sobie pytanie: czy to był tylko jednorazowy incydent, czy może początek nowej ery, w której maseczki i dystans społeczny staną się naszą codziennością? Choć nikt nie posiada kryształowej kuli, naukowcy, epidemiolodzy oraz organizacje zdrowotne (takie jak WHO) intensywnie pracują nad modelami matematycznymi, które pozwalają oszacować ryzyko wystąpienia kolejnych globalnych zagrożeń. Temat ten budzi spore emocje, ale warto przyjrzeć się mu przez pryzmat twardych danych i biologicznych faktów.
Krótka odpowiedź brzmi: tak. Eksperci ds. zdrowia publicznego ukuli nawet termin „Choroba X” (Disease X). Nie odnosi się on do konkretnego wirusa, lecz do hipotetycznego, nieznanego jeszcze patogenu, który mógłby wywołać międzynarodową epidemię. To koncepcja, która ma mobilizować rządy do przygotowania systemów ochrony zdrowia na „nieznane”.
Historia uczy nas, że pandemie są naturalnym elementem cyklu życia na Ziemi. Od dżumy, przez hiszpankę, aż po wirusy grypy ptasiej czy świńskiej – patogeny regularnie przeskakują z gatunków zwierzęcych na ludzi (proces ten nazywamy zoonozą). Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „kiedy” i „jak bardzo” będziemy na to przygotowani.
Określenie dokładnego procentowego prawdopodobieństwa jest niezwykle trudne, ponieważ zależy od wielu zmiennych. Jednak badania opublikowane m.in. w czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) przez naukowców z Duke University dają nam pewien obraz sytuacji.
Zgodnie z tymi analizami, statystyczne prawdopodobieństwo wystąpienia pandemii o skali podobnej do COVID-19 wynosi około 2% w skali roku. Może się to wydawać małą liczbą, ale w ujęciu długoterminowym oznacza to, że osoba urodzona w 2000 roku ma około 38% szans na przeżycie kolejnej pandemii przed ukończeniem 20. roku życia i znacznie wyższe prawdopodobieństwo w ciągu całego życia. Co więcej, badania sugerują, że tempo pojawiania się nowych chorób zakaźnych wzrosło trzykrotnie w ciągu ostatnich kilku dekad.
Wzrost prawdopodobieństwa kolejnych pandemii nie jest dziełem przypadku. Wynika on z kilku kluczowych czynników antropogenicznych i środowiskowych:
Scenariusz, w którym maseczki i dystans społeczny są prawnie nakazane „na zawsze”, jest mało prawdopodobny w większości demokratycznych krajów ze względów politycznych, gospodarczych i społecznych. Jednak możemy spodziewać się dwóch zjawisk:
Czy wiesz, że w 2014 roku naukowcy „wskrzesili” wirusa (Pithovirus sibericum), który spędził 30 000 lat w syberyjskiej wiecznej zmarzlinie? Na szczęście ten konkretny wirus atakuje tylko ameby i jest nieszkodliwy dla ludzi, ale pokazuje to, że topniejący lód może skrywać biologiczne niespodzianki, o których istnieniu zapomnieliśmy.
Podsumowując, ryzyko wystąpienia kolejnej pandemii jest realne i szacowane na poziomie kilku procent rocznie, co w perspektywie dekad czyni taki scenariusz niemal pewnym. Nie oznacza to jednak, że musimy żyć w ciągłym strachu. Kluczem jest prewencja: lepszy nadzór nad handlem dzikimi zwierzętami, ochrona bioróżnorodności oraz inwestycje w technologie szybkiego tworzenia szczepionek (takie jak mRNA), które mogą skrócić czas trwania ewentualnych obostrzeń do minimum.
Nie mam dostępu do informacji, które pozwoliłyby mi wskazać konkretną datę lub nazwę kolejnego patogenu, ponieważ procesy mutacji wirusów są losowe. Możemy jednak monitorować trendy, które jasno wskazują, że bezpieczeństwo zdrowotne stanie się jednym z najważniejszych wyzwań XXI wieku.