Gość (5.172.*.*)
Każdy z nas przynajmniej raz w życiu mruknął pod nosem: „jeśli coś może się nie udać, to na pewno się nie uda”. To zdanie stało się nieoficjalnym hymnem pechowców i realistów na całym świecie. Choć prawo Murphy’ego brzmi jak ludowa mądrość przekazywana z pokolenia na pokolenie, jego korzenie są zaskakująco techniczne i osadzone w świecie amerykańskiej inżynierii lotniczej lat 40. XX wieku. Prawdziwy Murphy nie był filozofem ani zawodowym pesymistą – był inżynierem, który po prostu chciał, żeby maszyny działały bezpiecznie.
Edward Aloysius Murphy Jr. urodził się w 1918 roku w Strefie Kanału Panamskiego. Był najstarszym z pięciu braci i od najmłodszych lat wykazywał smykałkę do nauk ścisłych. Jego ścieżka kariery była imponująca: ukończył Akademię Wojskową West Point, a podczas II wojny światowej służył w siłach powietrznych USA na Pacyfiku, zajmując się m.in. projektowaniem systemów bezpieczeństwa.
Po wojnie Murphy kontynuował karierę jako inżynier w Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson. To właśnie tam, w 1949 roku, doszło do incydentu, który na zawsze zapisał jego nazwisko w historii – choć prawdopodobnie w zupełnie innym kontekście, niż by sobie tego życzył.
Wszystko zaczęło się od projektu MX981, prowadzonego w bazie Edwards w Kalifornii. Celem badań było sprawdzenie, jak duże przeciążenia jest w stanie wytrzymać ludzki organizm podczas nagłego hamowania. Głównym „królikiem doświadczalnym” był pułkownik John Paul Stapp, legendarny lekarz i pilot, który wielokrotnie ryzykował życie, pędząc na specjalnych saniach rakietowych.
Podczas jednej z kluczowych prób Murphy przywiózł ze sobą zestaw szesnastu czujników, które miały precyzyjnie zmierzyć siłę działającą na ciało Stappa. Czujniki te można było zamontować na dwa sposoby: poprawny i błędny (odwrócony o 180 stopni). Kiedy po zakończeniu testu okazało się, że aparatura nie zarejestrowała żadnych danych, Murphy odkrył, że technik zainstalował wszystkie szesnaście elementów w sposób nieprawidłowy.
To właśnie wtedy, zirytowany inżynier miał powiedzieć o techniku: „Jeśli istnieje jakakolwiek droga, by zrobić to źle, on ją znajdzie” (If there's any way to do it wrong, he will).
Samo stwierdzenie Murphy’ego mogło przepaść w mrokach dziejów, gdyby nie wspomniany pułkownik Stapp. Kilka tygodni po incydencie, podczas konferencji prasowej, Stapp został zapytany, jak to możliwe, że nikt nie zginął podczas tak niebezpiecznych testów. Odpowiedział, że zespół kieruje się „prawem Murphy’ego”, co oznaczało dla nich konieczność brania pod uwagę każdej możliwej usterki przed startem.
Stapp zinterpretował słowa Murphy’ego nie jako złośliwość losu, ale jako zasadę projektowania defensywnego. Chodziło o to, by przewidzieć błędy i im zapobiegać. Niestety dla Edwarda Murphy’ego, opinia publiczna szybko podchwyciła to hasło, nadając mu bardziej fatalistyczny i humorystyczny wydźwięk, który znamy dzisiaj.
Co ciekawe, sam Edward Murphy przez resztę życia nie był zachwycony tym, jak interpretuje się jego „prawo”. Uważał, że ludzie używają go jako wymówki dla niechlujstwa i braku profesjonalizmu. Dla niego była to przestroga inżynierska: „skoro błąd jest możliwy, musisz zaprojektować system tak, aby go wykluczyć”.
Z biegiem lat pierwotna zasada obrosła setkami wariacji, które dotyczą niemal każdej dziedziny życia. Do najbardziej znanych należą:
W 2003 roku Edward Murphy Jr. oraz John Paul Stapp (pośmiertnie) zostali uhonorowani Nagrodą Ig Nobla (parodią Nagrody Nobla) w dziedzinie inżynierii za sformułowanie prawa Murphy’ego.
Z punktu widzenia psychologii, prawo Murphy’ego opiera się na tzw. błędzie potwierdzenia. Zapamiętujemy sytuacje, w których coś poszło nie tak (np. spóźnienie na pociąg przez nagłą awarię budzika), ponieważ wywołują one silne emocje. Nie zauważamy natomiast tysięcy dni, w których wszystko działało dokładnie tak, jak powinno.
Niezależnie od tego, czy wierzymy w złośliwość przedmiotów martwych, czy nie, postać Edwarda Murphy’ego przypomina nam o jednej ważnej rzeczy: w świecie technologii i nauki optymizm bywa niebezpieczny, a sceptycyzm i drobiazgowość to najlepsi przyjaciele bezpieczeństwa.