Gość (37.30.*.*)
Legenda o Niccolò Paganinim, genialnym skrzypku, który rzekomo zaprzedał duszę diabłu, od wieków fascynuje miłośników historii i teorii spiskowych. Jedną z najbardziej makabrycznych opowieści jest ta, według której artysta został pochowany w stanie letargu (śmierci pozornej) i odzyskał przytomność dopiero pod ziemią, w zamkniętej trumnie. Choć brzmi to jak gotowy scenariusz na horror, rzeczywistość historyczna jest znacznie bardziej skomplikowana, choć niemniej mroczna.
W XIX wieku strach przed pogrzebaniem żywcem (tafofobia) był powszechny. Medycyna nie dysponowała tak precyzyjnymi narzędziami do stwierdzania zgonu jak dzisiaj, a przypadki letargu czy katalepsji budziły autentyczne przerażenie. W przypadku Paganiniego legenda ta padła na wyjątkowo podatny grunt z kilku powodów:
Niccolò Paganini zmarł 27 maja 1840 roku w Nicei. Przyczyną zgonu były liczne komplikacje zdrowotne: zaawansowana gruźlica krtani, syfilis oraz postępująca niewydolność nerek (pogłębiona przez ówczesne „leczenie” rtęcią). Pod koniec życia artysta stracił głos i porozumiewał się z otoczeniem jedynie za pomocą kartek papieru.
Z naukowego i historycznego punktu widzenia teoria o obudzeniu się w trumnie jest całkowicie fałszywa. Istnieje ku temu jeden, kluczowy powód: ciało Paganiniego po śmierci zostało poddane procesowi balsamowania. Procedura ta jest nie do przeżycia dla organizmu, nawet jeśli znajdowałby się on w głębokiej śpiączce czy letargu. Balsamowanie miało na celu zabezpieczenie zwłok przed rozkładem, co było konieczne ze względu na późniejsze problemy z pochówkiem.
Prawdziwym powodem, dla którego wokół jego śmierci narosło tyle mitów, nie był letarg, lecz fakt, że jego ciało przez kilkadziesiąt lat nie mogło trafić do poświęconej ziemi. Biskup Nicei, ze względu na rzekomą bezbożność skrzypka, zakazał katolickiego pogrzebu. To, co działo się z ciałem później, przypominało makabryczną podróż:
Dopiero w 1876 roku, po licznych interwencjach rodziny i papieskiej rehabilitacji, szczątki Paganiniego spoczęły na cmentarzu w Parmie. Ta wieloletnia „wędrówka” trumny i widok zabalsamowanego ciała, które przez lata nie ulegało rozkładowi, potęgowały plotki o tym, że artysta „nie chce umrzeć” lub że wciąż tli się w nim życie.
Najsłynniejszy instrument Paganiniego, skrzypce wykonane przez Guarneriego del Gesù, znane jako Il Cannone (Armata), zgodnie z testamentem artysty trafiły do jego rodzinnej Genui. Do dziś są przechowywane w ratuszu i co ciekawe – choć Paganini nie żyje od blisko dwóch stuleci – jego „Armata” wciąż jest od czasu do czasu używana przez wybitnych wirtuozów, aby instrument nie stracił swoich właściwości akustycznych.
Nie ma żadnych dowodów historycznych ani medycznych potwierdzających, że Paganini obudził się w trumnie. Mit ten jest wynikiem jego kontrowersyjnej reputacji, lęków epoki romantyzmu oraz niezwykle burzliwej historii jego pochówku. Śmierć artysty została potwierdzona przez lekarzy, a proces balsamowania wykluczył jakąkolwiek możliwość przeżycia pogrzebu. Legendy o letargu pozostają więc jedynie fascynującym elementem folkloru muzycznego, który idealnie pasuje do wizerunku „diabelskiego skrzypka”.