Gość (37.30.*.*)
Dyskusja na temat parytetów i punktów preferencyjnych dla kobiet to jeden z najbardziej gorących tematów w psychologii społecznej i organizacyjnej. Z jednej strony mamy dążenie do sprawiedliwości dziejowej i wyrównywania szans, z drugiej – realne obawy o to, jak takie mechanizmy wpływają na postrzeganie kompetencji kobiet. Psychologowie nie ignorują argumentu o „niedźwiedziej przysłudze”, jaką mogą wyświadczać parytety. Wręcz przeciwnie, od lat badają zjawisko stygmatyzacji beneficjentów akcji afirmacyjnych oraz mechanizmy, które sprawiają, że pomocna dłoń bywa odbierana jako dowód słabości.
Jednym z głównych argumentów psychologicznych potwierdzających obawy sceptyków jest tzw. stygmatyzacja kompetencji. Badania (m.in. Madeline Heilman) sugerują, że gdy informacja o płci jako kryterium wyboru jest jawna, otoczenie – a czasem nawet sama zainteresowana osoba – zaczyna podważać realne umiejętności. Pojawia się zjawisko „tokenizmu”, w którym kobieta w zespole jest postrzegana nie jako ekspertka, ale jako „symbol” (token) mający wypełnić statystyki.
Psychologowie zauważają, że może to prowadzić do obniżenia samooceny i motywacji u samych kobiet. Jeśli kobieta ma poczucie, że dostała się na stanowisko dzięki punktom, a nie wiedzy, może doświadczać silniejszego syndromu oszusta. Co więcej, koledzy z pracy mogą nieświadomie (lub świadomie) deprecjonować jej sukcesy, przypisując je systemowym ułatwieniom, a nie ciężkiej pracy. To z kolei ugruntowuje szkodliwy stereotyp, że bez „specjalnego traktowania” kobiety nie są w stanie wygrać w otwartej rywalizacji.
Z drugiej strony, psychologowie odpowiadają na ten argument, wskazując na coś, co nazywają „mitem merytokracji”. Twierdzą oni, że przekonanie o „uczciwej rywalizacji”, która istniałaby bez parytetów, jest często złudzeniem. W rzeczywistości procesy rekrutacyjne i awansowe są nasycone nieświadomymi uprzedzeniami (implicit biases).
Badania pokazują, że identyczne CV wysłane pod nazwiskiem męskim i żeńskim jest oceniane inaczej – mężczyźni częściej postrzegani są jako posiadający „potencjał”, podczas gdy kobiety ocenia się surowo przez pryzmat już osiągniętych wyników. W tym kontekście parytety nie są postrzegane przez psychologów jako „dawanie forów”, ale jako próba zrównoważenia niewidocznych barier, z którymi kobiety mierzą się na co dzień (takich jak szklany sufit czy lepka podłoga). Zamiast „pomocy dla słabszych”, jest to „korekta wadliwego systemu”.
Warto wspomnieć o zjawisku zwanym „zagrożeniem stereotypem” (stereotype threat). Psycholog Claude Steele udowodnił, że świadomość istnienia negatywnego stereotypu na temat własnej grupy może paradoksalnie pogorszyć wyniki danej osoby. Jeśli kobieta wchodzi do zmaskulinizowanego środowiska z etykietą „osoby z parytetu”, presja, by nie potwierdzić stereotypu o niższych kompetencjach, jest tak duża, że może paraliżować jej naturalne zdolności. To tworzy błędne koło: presja prowadzi do błędów, a błędy są interpretowane jako dowód na to, że parytety promują osoby niekompetentne.
W psychologii istnieje również pojęcie „syndromu królowej pszczół” (Queen Bee syndrome). Opisuje ono sytuację, w której kobiety, które osiągnęły sukces w środowiskach zdominowanych przez mężczyzn, odcinają się od innych kobiet i sprzeciwiają parytetom. Robią to często po to, by podkreślić własną wyjątkowość i pokazać, że one „poradziły sobie same”, co ma chronić ich status i wiarygodność w oczach mężczyzn.
Skoro proste parytety mogą przynieść skutki uboczne, psychologia proponuje bardziej subtelne i skuteczne metody wyrównywania szans, które nie uderzają w wizerunek kobiet:
Psychologowie podkreślają, że docelowym rozwiązaniem nie jest wieczne stosowanie punktów dodatkowych, ale zmiana kultury organizacyjnej na taką, w której płeć przestaje być czynnikiem wpływającym na ocenę potencjału. Kluczem jest przejście od „równości wyników” (wymuszonych liczb) do „równości szans” (usunięcia barier wejściowych).