Gość (37.30.*.*)
Często zdarza się, że mylimy spokój wynikający z dojrzałości z apatią lub zwykłym przyzwyczajeniem. W psychologii granica między zdrową akceptacją, habituacją a wyuczoną bezradnością jest jednak bardzo wyraźna, choć na pierwszy rzut oka wszystkie te stany mogą wyglądać podobnie – w każdym z nich przestajemy walczyć z rzeczywistością. Klucz tkwi w tym, co dzieje się w naszym wnętrzu i czy zachowujemy sprawczość, czy też stajemy się więźniami okoliczności.
Zdrowa akceptacja to proces aktywny i świadomy. Nie polega ona na polubieniu trudnej sytuacji czy poddaniu się, ale na uznaniu faktów takimi, jakimi są, bez marnowania energii na zaprzeczanie im. Kiedy akceptujemy rzeczywistość, mówimy: „To się dzieje, to jest moja obecna sytuacja”.
Najważniejszą cechą akceptacji jest to, że nie wyklucza ona działania. Wręcz przeciwnie – jest fundamentem do zmiany. Dopiero gdy zaakceptujemy, że np. nasza praca nas niszczy, możemy racjonalnie zaplanować odejście. Akceptacja uwalnia od napięcia emocjonalnego i pozwala na tzw. elastyczność psychologiczną.
Jak przebiega proces akceptacji?
Habituacja to proces znacznie prostszy, o podłożu czysto neurologicznym i fizjologicznym. Jest to najprostsza forma uczenia się, polegająca na stopniowym zanikaniu reakcji na powtarzający się bodziec, który nie niesie ze sobą żadnej istotnej informacji (ani nagrody, ani kary).
Wyobraź sobie, że wprowadzasz się do mieszkania przy torach kolejowych. Przez pierwsze dni każdy pociąg budzi Cię w nocy. Po miesiącu nawet go nie słyszysz. To właśnie habituacja. Twój mózg uznał, że ten dźwięk jest bezpieczny i nieistotny, więc przestał marnować zasoby na jego przetwarzanie. W relacjach międzyludzkich habituacja może objawiać się np. tym, że przestajemy zauważać drobne złośliwości partnera – po prostu „przywykliśmy” do nich, co nie zawsze jest zdrowe.
Jak przebiega proces habituacji?
Wyuczona bezradność to stan najbardziej niebezpieczny dla naszego zdrowia psychicznego. Został on opisany przez Martina Seligmana i polega na przekonaniu, że niezależnie od tego, co zrobimy, nie mamy wpływu na bieg wydarzeń. Jest to proces destrukcyjny, który prowadzi do apatii, a często nawet do depresji.
Różnica między akceptacją a wyuczoną bezradnością jest kolosalna: w akceptacji mamy wybór, w bezradności czujemy się go pozbawieni. Osoba w tym stanie nie podejmuje prób poprawy swojej sytuacji nawet wtedy, gdy pojawia się realna szansa na zmianę. „I tak nic się nie uda”, „To nie ma sensu” – to typowe myśli towarzyszące temu procesowi.
Jak przebiega proces wyuczonej bezradności?
Aby łatwiej było odróżnić te trzy stany, warto spojrzeć na nie przez pryzmat świadomości i sprawstwa:
Często w kontekście habituacji i wyuczonej bezradności przywołuje się metaforę gotującej się żaby. Jeśli wrzucisz żabę do wrzątku, natychmiast wyskoczy (reakcja na bodziec). Jeśli jednak włożysz ją do zimnej wody i będziesz ją powoli podgrzewać, żaba przyzwyczai się do temperatury (habituacja), aż straci siły na ucieczkę, gdy woda stanie się zabójcza (wyuczona bezradność). Choć biologicznie nie jest to do końca prawda, świetnie obrazuje, jak powolne przyzwyczajanie się do złych warunków może odebrać nam zdolność do ratowania siebie.
Jeśli czujesz, że Twoja „akceptacja” jest w rzeczywistości wyuczoną bezradnością, pierwszym krokiem do zmiany jest tzw. metoda małych kroków. Wyuczona bezradność karmi się poczuciem braku wpływu, dlatego należy zacząć od odzyskiwania kontroli nad najmniejszymi aspektami dnia codziennego.
W przypadku habituacji warto czasem zmienić otoczenie lub rutynę, aby „obudzić” swoje zmysły i sprawdzić, czy to, do czego przywykliśmy, na pewno nam służy. Zdrowa akceptacja natomiast wymaga ciągłej uważności (mindfulness) i zadawania sobie pytania: „Czy to, co teraz robię (lub czego nie robię), przybliża mnie do życia, jakim chcę żyć?”.