Gość (185.187.*.*)
Sytuacja, w której nauczyciel pozwala uczniowi na odrabianie zadania domowego w trakcie lekcji, budzi sporo emocji zarówno wśród rodziców, jak i samych pedagogów. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać drobnym gestem dobrej woli, ale z punktu widzenia metodyki nauczania sprawa jest znacznie bardziej złożona. Czy to faktycznie błąd? Odpowiedź, jak to często w pedagogice bywa, brzmi: to zależy od kontekstu.
Współczesna szkoła kładzie ogromny nacisk na tzw. indywidualizację procesu nauczania. Oznacza to, że nauczyciel powinien dostosować tempo i poziom trudności zadań do możliwości konkretnego ucznia. Jeśli mamy do czynienia z uczniem bardzo zdolnym, który wykonał już wszystkie zadania przewidziane na daną godzinę, pojawia się problem „pustego czasu”.
Z tej perspektywy pozwolenie na odrobienie pracy domowej może być postrzegane jako próba zagospodarowania tego czasu. Nauczyciel widzi, że uczeń się nudzi, więc daje mu zielone światło na zajęcie się czymś pożytecznym. Jednak tutaj pojawia się pułapka. Zadaniem szkoły jest rozwijanie potencjału ucznia, a nie tylko „przetrwanie” do dzwonka. Pozwolenie na robienie czegoś wtórnego (jakim często jest praca domowa) zamiast zaproponowania zadania rozszerzającego, może być uznane za błąd metodyczny.
Szkoła to nie tylko miejsce przekazywania wiedzy, ale też poligon doświadczeń społecznych. Kiedy jeden uczeń – zazwyczaj ten „ulubiony” lub „najlepszy” – otrzymuje specjalne przywileje, w klasie może dojść do zaburzenia poczucia sprawiedliwości. Pozostali uczniowie, którzy wciąż pracują nad tematem lekcji, mogą poczuć się gorzej traktowani.
Z punktu widzenia psychologii grupy, takie zachowanie nauczyciela może budować niezdrowy dystans między „elitą” a resztą klasy. Może to prowadzić do niechęci rówieśników wobec zdolnego ucznia, co w dłuższej perspektywie jest dla niego szkodliwe. Pedagog powinien dbać o to, by zasady panujące na lekcji były klarowne i sprawiedliwe dla wszystkich, niezależnie od ich ocen.
Lekcja to proces ciągły. Nawet jeśli uczeń wykonał ćwiczenia pisemne, wciąż trwa dyskusja, nauczyciel podaje dodatkowe ciekawostki lub podsumowuje materiał. Pozwalając uczniowi „wyłączyć się” i skupić na zadaniu domowym (często z innego przedmiotu), nauczyciel de facto zgadza się na jego nieobecność mentalną.
W pedagogice mówi się o tzw. „ukrytym programie”. Jeśli nauczyciel pozwala na odrabianie lekcji w trakcie zajęć, wysyła sygnał: „To, co teraz robimy, nie jest już dla ciebie ważne”. To podważa autorytet przedmiotu i samej lekcji jako wartościowego czasu.
Istnieją sytuacje wyjątkowe, w których takie działanie można obronić:
Zamiast pozwalać na odrabianie lekcji, pedagog ma do dyspozycji szereg innych narzędzi, które są bardziej wartościowe dydaktycznie:
Warto pamiętać o zjawisku zwanym efektem Pigmaliona (lub efektem oczekiwań nauczyciela). Jeśli nauczyciel wierzy w zdolności ucznia i stawia mu wysokie wymagania, uczeń zazwyczaj osiąga lepsze wyniki. Zwalnianie go z aktywności na lekcji poprzez pozwolenie na robienie „domówek” może paradoksalnie obniżyć jego motywację do dalszego rozwoju, bo uczeń dostaje sygnał, że osiągnął już sufit w danej dziedzinie.
Podsumowując, choć jednorazowy incydent trudno nazwać rażącym błędem pedagogicznym, to systemowe pozwalanie na odrabianie zadań domowych podczas lekcji jest uznawane za mało profesjonalne. Dobra pedagogika polega na stymulowaniu ucznia do ciągłego rozwoju, a nie na dawaniu mu „wolnego” od myślenia w ramach nagrody za bycie zdolnym.