Gość (37.30.*.*)
Sposób, w jaki mówimy o autyzmie, ewoluował na przestrzeni ostatnich lat. Coraz częściej odchodzi się od czysto medycznego spojrzenia, które traktuje autyzm jako „usterkę” wymagającą naprawy, na rzecz modelu neuroróżnorodności. Słowo „zaburzenie” dla wielu osób w spektrum oraz ich bliskich niesie ze sobą negatywny ładunek emocjonalny, sugerując, że dana osoba jest „zepsuta” lub gorsza. Wybór odpowiednich słów to nie tylko kwestia poprawności politycznej, ale przede wszystkim wyraz szacunku do drugiego człowieka i uznania jego unikalnego sposobu doświadczania świata.
W klasyfikacjach medycznych, takich jak ICD-11 czy DSM-5, termin „zaburzenie” (ang. disorder) wciąż funkcjonuje, ponieważ służy lekarzom do diagnozowania i refundowania terapii. Jednak w codziennej komunikacji, mediach czy edukacji, język ten bywa stygmatyzujący. Sugeruje on, że istnieje jeden „poprawny” wzorzec funkcjonowania mózgu, a wszystko, co od niego odbiega, jest błędem. Tymczasem ruch neuroróżnorodności przekonuje, że spektrum autyzmu to po prostu inna ścieżka rozwoju człowieka – tak jak różnimy się kolorem oczu czy temperamentem, tak samo nasze układy nerwowe mogą pracować w różny sposób.
Jeśli chcesz mówić o autyzmie w sposób nowoczesny i empatyczny, warto sięgnąć po poniższe określenia:
Wybór konkretnych słów to połowa sukcesu. Równie ważna jest konstrukcja całych wypowiedzi. Oto kilka praktycznych wskazówek, jak zamienić medyczne zwroty na bardziej przyjazne:
W świecie anglojęzycznym i coraz częściej w Polsce toczy się dyskusja między dwoma podejściami. Pierwsze to person-first language (osoba z autyzmem), które ma podkreślać, że człowiek jest ważniejszy niż jego diagnoza. Drugie to identity-first language (autysta / osoba autystyczna). Co ciekawe, wielu samorzeczników (dorosłych osób w spektrum) woli to drugie określenie. Uważają oni, że autyzmu nie da się „odpiąć” od człowieka jak torebki – jest on częścią tego, jak widzą, słyszą i czują świat. Zawsze warto zapytać konkretną osobę, jakiej formy preferuje używać wobec siebie.
Warto wiedzieć, że zmiana języka idzie w parze ze zmianą symboli. Przez lata symbolem autyzmu był niebieski puzzel, który dziś przez wiele osób w spektrum jest odbierany negatywnie (sugeruje, że czegoś im brakuje lub są zagadką do rozwiązania). Obecnie coraz częściej promuje się symbol nieskończoności w kolorach tęczy, który reprezentuje neuroróżnorodność i nieskończone możliwości ludzkiego umysłu.
Używając sformułowań takich jak „spektrum” czy „neuroatypowość”, pokazujesz, że rozumiesz współczesne podejście do psychologii i szanujesz podmiotowość osób, o których mówisz. To małe zmiany w słowniku, które mają ogromne znaczenie dla budowania akceptującego społeczeństwa.