Gość (83.4.*.*)
Obowiązek odśnieżania chodnika przylegającego do posesji to temat, który co roku powraca wraz z pierwszymi opadami śniegu. Dla większości z nas to po prostu uciążliwa rutyna, ale w świecie prawniczym i filozoficznym budzi on spore kontrowersje. Krytyka tego przepisu często sięga po bardzo mocne argumenty, w tym te dotyczące naruszenia godności osobistej oraz zakazu poniżającego traktowania. Choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać przesadą, argumentacja ta opiera się na głębokiej analizie relacji między obywatelem a państwem.
Głównym powodem, dla którego nakaz odśnieżania bywa określany jako poniżający, jest fakt, że zmusza on prywatną osobę do wykonywania nieodpłatnej pracy na rzecz ogółu, która teoretycznie należy do zadań gminy. Krytycy podnoszą, że właściciel nieruchomości staje się w tym momencie „darmowym pracownikiem komunalnym”.
W kontekście praw człowieka, a konkretnie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, pojawia się pytanie, czy taki obowiązek nie ociera się o zakaz pracy przymusowej lub obowiązkowej. Argument o poniżającym traktowaniu wynika z przekonania, że państwo przedmiotowo traktuje obywatela, narzucając mu ciężar fizyczny pod groźbą kary finansowej, nie dając nic w zamian. Dla wielu osób, zwłaszcza starszych lub schorowanych, konieczność walki z żywiołem rano i wieczorem jest nie tylko wysiłkiem ponad siły, ale też sytuacją upokarzającą, w której czują się bezsilni wobec aparatu państwowego.
W filozofii prawa często przywołuje się zasadę, że człowiek nigdy nie powinien być traktowany jedynie jako środek do celu, lecz zawsze jako cel sam w sobie. Nakaz odśnieżania publicznych traktów przez osoby prywatne jest przez niektórych postrzegany jako złamanie tej zasady.
Państwo, zamiast zorganizować sprawne służby miejskie opłacane z podatków, „wyręcza się” obywatelem. To właśnie ta asymetria – fakt, że właściciel płaci podatki (w tym podatek od nieruchomości), a i tak musi sam dbać o infrastrukturę publiczną – jest wskazywana jako element godzący w godność. Krytycy twierdzą, że zmuszanie kogoś do sprzątania terenu, który do niego nie należy (chodnik jest zazwyczaj własnością gminy lub Skarbu Państwa), jest formą nowoczesnego poddaństwa.
W Polsce kwestia ta była wielokrotnie badana, m.in. przez Trybunał Konstytucyjny. Orzecznictwo w tej sprawie jest jednak dość surowe dla właścicieli nieruchomości. Sądy zazwyczaj stoją na stanowisku, że:
Mimo to, głosy krytyczne nie milkną, wskazując, że granica między „obowiązkiem obywatelskim” a „wyzyskiem przez państwo” jest bardzo cienka.
Warto wiedzieć, że nie wszędzie ten obowiązek spoczywa na barkach mieszkańców. W wielu miastach Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej to gminy biorą na siebie pełną odpowiedzialność za odśnieżanie wszystkich chodników. Z kolei w krajach takich jak Niemcy, przepisy są podobne do polskich, ale system ubezpieczeń od odpowiedzialności cywilnej jest znacznie bardziej powszechny, co nieco zdejmuje z barków właścicieli stres związany z ewentualnymi odszkodowaniami za upadki przechodniów.
To, co najbardziej potęguje poczucie „poniżenia” lub niesprawiedliwości, to ogromna odpowiedzialność, jaka idzie w parze z tym obowiązkiem. Jeśli przechodzień pośliźnie się na nieodśnieżonym chodniku i złamie nogę, to właściciel posesji, a nie gmina, może zostać pociągnięty do odpowiedzialności odszkodowawczej.
Dla wielu osób jest to sytuacja absurdalna: muszą dbać o cudzą własność (chodnik miejski), a jeśli zrobią to niedostatecznie szybko (np. śnieg spadnie, gdy są w pracy), grożą im dotkliwe konsekwencje finansowe. To właśnie to poczucie osaczenia przez przepisy jest najczęstszym paliwem dla argumentów o naruszaniu godności i wolności osobistej.
Choć argumenty o „poniżającym traktowaniu” rzadko wygrywają w salach sądowych, pełnią ważną rolę w debacie publicznej. Przypominają o tym, że każde obciążenie obywatela przez państwo powinno być racjonalne i sprawiedliwe. Obecnie jednak, dopóki przepisy się nie zmienią, właściciele nieruchomości muszą pamiętać, że odśnieżanie to nie tylko kwestia dobrej woli, ale twardy obowiązek prawny, którego niedopełnienie może słono kosztować.