Gość (37.30.*.*)
Patrząc w niebo w pogodną noc, trudno dostrzec satelity geostacjonarne. Wiszą one na wysokości dokładnie 35 786 kilometrów nad równikiem, poruszając się idealnie z prędkością obrotową Ziemi. To sprawia, że z naszej perspektywy wydają się nieruchome, a anteny satelitarne na naszych dachach mogą być stale skierowane w jeden punkt. Choć rzadko o tym myślimy, przełączając kanały pilotem, nad naszymi głowami funkcjonuje gigantyczny i niezwykle kosztowny przemysł. Ile tak naprawdę kosztuje utrzymanie takiego kosmicznego kolosa, ile nadawca musi zapłacić za nadawanie swojego programu i czy na orbicie są jeszcze wolne miejsca?
Zanim satelita zacznie na siebie zarabiać, wymaga gigantycznych nakładów finansowych. Cały proces – od projektu do uruchomienia – to wydatek rzędu od 200 do nawet 450 milionów dolarów. Na tę kwotę składają się:
Samo utrzymanie satelity, gdy ten już znajdzie się na orbicie geostacjonarnej, wygląda nieco inaczej niż w przypadku ziemskich maszyn. W przestrzeni kosmicznej nie ma powietrza, więc nie występuje tam opór, który spowalniałby satelitę. Fizycznie maszyna nie wymaga więc "napraw" na miejscu.
Głównym kosztem operacyjnym jest obsługa naziemna. Satelita musi być stale monitorowany przez stacje kontroli na Ziemi, co wymaga opłacenia wyspecjalizowanego personelu, utrzymania infrastruktury antenowej oraz systemów telemetrycznych. Koszt bieżącego utrzymania i kontroli jednego satelity to około 1 do 2 milionów dolarów rocznie.
Jeśli jednak rozłożymy całkowity koszt inwestycji (budowa + start + ubezpieczenie + obsługa) na typowy okres życia satelity, który wynosi około 15 lat, okaże się, że realny koszt utrzymania i amortyzacji takiego urządzenia to od 15 do 30 milionów dolarów rocznie.
Telewizje rzadko kiedy kupują własne satelity. Zamiast tego wynajmują pasmo od operatorów satelitarnych (takich jak SES Astra czy Eutelsat). Podstawową jednostką rozliczeniową jest tzw. transponder – urządzenie na pokładzie satelity, które odbiera sygnał z Ziemi, wzmacnia go i odsyła z powrotem na dany obszar.
Wynajęcie całego transpondera (zazwyczaj o szerokości pasma 36 MHz) to koszt rzędu od 1 do 5 milionów dolarów rocznie (ok. 80 000 – 400 000 dolarów miesięcznie). Ostateczna cena zależy od pozycji orbitalnej satelity. Pozycje "premium", takie jak Hotbird 13°E czy Astra 19.2°E, z których korzystają miliony gospodarstw domowych w Europie, są najdroższe.
Na jednym transponderze można jednak zmieścić wiele kanałów telewizyjnych dzięki cyfrowej kompresji. To, ile kosztuje miejsce na jeden kanał, zależy od jakości obrazu:
Do powyższych kwot nadawca musi doliczyć koszty tzw. uplinku, czyli wysyłania sygnału ze studia telewizyjnego na Ziemi wprost do satelity, co generuje kolejne tysiące dolarów kosztów operacyjnych miesięcznie.
Nie mam dostępu do bazy danych w czasie rzeczywistym, która precyzyjnie zliczałaby wolne transpondery i wolne miejsca na kanały telewizyjne na wszystkich satelitach na świecie. Wynika to z faktu, że operatorzy satelitarni traktują szczegółowe dane o wolnej przepustowości jako tajemnicę handlową, a pojemność transponderów jest dynamicznie dzielona i rekonfigurowana w zależności od potrzeb klientów. Mogę jednak wyjaśnić, jak wygląda sytuacja z dostępnością miejsc na orbicie z perspektywy technicznej i prawnej.
Orbita geostacjonarna (GEO) to bardzo ograniczony zasób. Satelity nie mogą krążyć zbyt blisko siebie, aby ich sygnały nie nakładały się i nie powodowały zakłóceń. Z tego powodu orbita ta została podzielona na tzw. sloty orbitalne (jest ich teoretycznie około 1800). Przydzielaniem tych miejsc zajmuje się Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU).
Obecnie na orbicie GEO znajduje się około 500–600 aktywnych satelitów. Choć liczba ta sugeruje, że wolnych slotów jest sporo, rzeczywistość wygląda inaczej:
Satelity geostacjonarne nie psują się tak szybko, jak mogłoby się wydawać. Ich elektronika i panele słoneczne mogłyby działać znacznie dłużej niż 15 lat. Ograniczeniem jest... paliwo (popychacze gazowe lub jonowe). Satelita musi stale wykonywać drobne manewry (tzw. station-keeping), aby przeciwdziałać przyciąganiu grawitacyjnemu Księżyca i Słońca, które spychają go z jego wyznaczonej pozycji. Gdy paliwo się kończy, satelita zaczyna dryfować i staje się bezużyteczny. Zanim jednak do tego dojdzie, resztki paliwa wykorzystuje się do "odpalenia" go na tzw. orbitę cmentarną (graveyard orbit), położoną kilkaset kilometrów wyżej, aby nie zagrażał nowym maszynom.