Gość (5.172.*.*)
Wybór najlepszego internetu mobilnego w konkretnym miejscu to często wyzwanie, które przypomina szukanie igły w stogu siana. Choć operatorzy prześcigają się w publikowaniu map zasięgu, rzeczywistość bywa brutalna: u sąsiada sieć śmiga, a u nas strony ładują się wiecznościami. Wynika to z faktu, że na jakość połączenia wpływa nie tylko odległość od nadajnika, ale też ukształtowanie terenu, materiały, z których zbudowano dom, a przede wszystkim obciążenie danej stacji bazowej (BTS). Jeśli chcesz mieć pewność, który operator wygrywa w Twojej lokalizacji, musisz podejść do tematu niemalże naukowo.
Pierwszym krokiem, od którego warto zacząć, jest weryfikacja infrastruktury. Sama informacja o tym, że "jest zasięg", to za mało. Kluczowe jest to, jakie pasma obsługuje najbliższy nadajnik. Najlepszym narzędziem do tego celu w Polsce jest serwis btsearch.pl. Pozwala on sprawdzić lokalizację stacji bazowych wszystkich operatorów (Orange, Play, Plus, T-Mobile) oraz technologie, jakie oferują (LTE, 5G).
Dlaczego to ważne? Nadajnik, który obsługuje tylko jedno pasmo (np. 800 MHz), będzie oferował duży zasięg, ale bardzo niską przepustowość, co przy większej liczbie użytkowników oznacza drastyczny spadek prędkości. Szukaj nadajników z tzw. agregacją pasm (LTE Advanced), które łączą kilka częstotliwości (np. 1800, 2100 i 2600 MHz), co pozwala na uzyskanie znacznie wyższych transferów nawet przy dużym obciążeniu.
Oficjalne mapy operatorów są generowane komputerowo i rzadko uwzględniają przeszkody terenowe czy realne obciążenie sieci. Znacznie lepszym źródłem informacji są mapy crowdsourcingowe, takie jak nPerf czy Speedtest.pl.
Działają one na zasadzie zbierania danych od tysięcy użytkowników, którzy wykonali testy prędkości w danej okolicy. Dzięki temu możesz zobaczyć realne wyniki (download, upload, ping) dla konkretnych operatorów na Twojej ulicy czy osiedlu. Jeśli na mapie nPerf widzisz w swoim punkcie dużo niebieskich lub fioletowych kropek przy konkretnym operatorze, to znak, że jego sieć radzi sobie tam najlepiej.
Jeśli zależy Ci na maksymalnej precyzji, nic nie zastąpi fizycznego testu w miejscu, w którym zamierzasz korzystać z internetu. Kupno starterów wszystkich czterech głównych operatorów to koszt rzędu 20-30 zł, a daje Ci 100% pewności.
Aby test był miarodajny, wykonaj go według poniższego schematu:
Możesz mieć "pełny zasięg", a internet i tak będzie działał wolno. Dzieje się tak, gdy stacja bazowa jest przeciążona – obsługuje zbyt wielu użytkowników naraz. Wyobraź sobie szeroką autostradę (silny sygnał), na której utworzył się gigantyczny korek (zbyt wielu użytkowników). W takiej sytuacji lepszy może okazać się operator z nieco słabszym sygnałem, ale mniej obciążonym nadajnikiem.
Dla osób, które chcą wiedzieć dokładnie, co dzieje się z ich połączeniem, idealnym narzędziem jest darmowa aplikacja na Androida – NetMonster. Pozwala ona podejrzeć, z którym konkretnie nadajnikiem (CID) łączy się Twój telefon i jakie pasma agreguje w danym momencie.
Aplikacja pokazuje parametry takie jak:
Dzięki NetMonsterowi możesz sprawdzić, czy telefon nie "skacze" między różnymi nadajnikami, co często jest przyczyną nagłych przerw w dostawie internetu lub gwałtownych skoków pingu.
Często winą za wolny internet obarczamy operatora, podczas gdy wąskim gardłem jest nasz sprzęt. Stary router LTE kategorii 4 nie będzie w stanie wykorzystać potencjału nowoczesnej sieci, która oferuje agregację pasm. Jeśli planujesz używać internetu mobilnego jako głównego łącza w domu, zainwestuj w router co najmniej kategorii 12 lub wyższej (np. kat. 19 czy 20). Taki sprzęt potrafi "pobrać" dane z kilku częstotliwości naraz, co w tej samej lokalizacji i u tego samego operatora może zwiększyć prędkość nawet kilkukrotnie w porównaniu do prostego modemu USB czy taniego routera.