Gość (37.30.*.*)
Fleksitarianizm to termin, który w ostatnich latach bije rekordy popularności w świecie dietetyki i zdrowego stylu życia. Choć nazwa brzmi nieco skomplikowanie, sama idea jest niezwykle prosta i – co najważniejsze – bardzo życiowa. Słowo to powstało z połączenia dwóch angielskich wyrazów: flexible (elastyczny) oraz vegetarianism (wegetarianizm). W praktyce oznacza to styl odżywiania, w którym podstawą są produkty roślinne, ale od czasu do czasu na talerzu pojawia się mięso lub ryby. To idealne rozwiązanie dla osób, które chcą dbać o zdrowie i planetę, ale nie wyobrażają sobie całkowitej rezygnacji z niedzielnego pieczonego kurczaka czy burgera ze znajomymi.
W przeciwieństwie do weganizmu czy restrykcyjnego wegetarianizmu, fleksitarianizm nie posiada sztywnych zasad ani listy produktów zakazanych. Nie znajdziesz tu tabeli z dozwoloną liczbą gramów mięsa na tydzień. To raczej filozofia jedzenia, która zachęca do świadomego ograniczania produktów odzwierzęcych.
Głównym celem fleksitarianina jest zwiększenie spożycia warzyw, owoców, roślin strączkowych, orzechów i pełnoziarnistych produktów zbożowych. Mięso przestaje być głównym bohaterem każdego posiłku, a staje się jedynie dodatkiem, na który decydujemy się rzadziej i zazwyczaj stawiając na jego wysoką jakość. Można powiedzieć, że fleksitarianizm to "wegetarianizm z przymrużeniem oka" lub po prostu bardzo zdrowy, zrównoważony sposób odżywiania.
Przejście na fleksitarianizm niesie ze sobą szereg korzyści, które wykraczają daleko poza samą wagę ciała. Oto najważniejsze z nich:
Termin "fleksitarianizm" został spopularyzowany przez amerykańską dietetyczkę Dawn Jackson Blatner w jej książce wydanej w 2009 roku. Od tego czasu dieta ta regularnie zajmuje czołowe miejsca w rankingach najzdrowszych diet świata (np. w prestiżowym rankingu U.S. News & World Report), ustępując miejsca jedynie diecie śródziemnomorskiej i DASH.
Jeśli zastanawiasz się, jak wprowadzić te zmiany w życie, nie musisz robić rewolucji w lodówce z dnia na dzień. Kluczem jest metoda małych kroków.
To globalna inicjatywa (Meatless Monday), która zachęca do rezygnacji z mięsa tylko przez jeden dzień w tygodniu. To świetny test, który pokaże Ci, że posiłki roślinne mogą być sycące i smaczne.
Zamiast mielonego mięsa w sosie bolognese, użyj czerwonej soczewicy. W domowych burgerach połowę mięsa zastąp posiekanymi pieczarkami lub fasolą. Takie drobne triki pozwalają zachować ulubione smaki, jednocześnie przemycając do diety więcej wartości odżywczych.
Kuchnia roślinna to nie tylko sałata. To bogactwo przypraw, kasz, past (jak hummus), tofu czy tempehu. Często to właśnie brak pomysłu na danie bezmięsne jest największą barierą, dlatego warto zajrzeć do blogów kulinarnych poświęconych kuchni wegetariańskiej.
Kiedy już decydujesz się na mięso, niech będzie ono najlepszej możliwej jakości. Wybierz drób z wolnego wybiegu lub rybę z certyfikowanych połowów (MSC). Dzięki temu, że jesz mięso rzadziej, możesz pozwolić sobie na produkt droższy, ale zdrowszy i smaczniejszy.
Zdecydowanie tak! To jeden z najbardziej uniwersalnych modeli żywienia. Jest odpowiedni dla osób aktywnych fizycznie, rodzin z dziećmi, a także seniorów. Dzięki swojej elastyczności pozwala na łatwe dopasowanie posiłków do trybu życia, wyjazdów wakacyjnych czy spotkań towarzyskich.
Warto jednak pamiętać o jednej ważnej rzeczy: samo wyeliminowanie mięsa nie czyni diety zdrową. Jeśli zastąpisz schabowego frytkami i wysoko przetworzonymi słodyczami, nie odczujesz pozytywnych skutków zmiany. Podstawą zawsze powinny być produkty nisko przetworzone i różnorodne. Fleksitarianizm to nie tylko "mniej mięsa", to przede wszystkim "więcej roślin".