Gość (37.30.*.*)
Rynek nieruchomości w Polsce od lat boryka się z problemami, które spędzają sen z powiek zarówno właścicielom mieszkań, jak i uczciwym najemcom. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów jest tzw. zakaz eksmisji na bruk oraz idąca za nim procedura zapewniania lokali socjalnych przez gminy. Choć przepisy te mają na celu ochronę osób w trudnej sytuacji życiowej, ich praktyczne zastosowanie często prowadzi do patologii, które rykoszetem uderzają w portfele wszystkich uczestników rynku.
W polskim porządku prawnym ochrona lokatorów jest bardzo silna. Ustawa o ochronie praw lokatorów wyraźnie wskazuje, że nie można wyrzucić nikogo z mieszkania, jeśli nie ma on zapewnionego innego lokalu, do którego mógłby się przeprowadzić. W sytuacjach, gdy sąd orzeka o eksmisji, musi jednocześnie rozstrzygnąć, czy danej osobie przysługuje prawo do lokalu socjalnego. Dotyczy to szczególnie grup wrażliwych: kobiet w ciąży, małoletnich, osób niepełnosprawnych czy bezrobotnych.
Problem pojawia się w momencie, gdy gmina – na której spoczywa obowiązek dostarczenia takiego lokalu – informuje, że wolnych mieszkań socjalnych po prostu nie ma. W takim przypadku komornik ma związane ręce. Lokator, który przestał płacić czynsz, może zajmować mieszkanie przez kolejne miesiące, a nawet lata, czekając na ruch ze strony samorządu. Dla właściciela nieruchomości oznacza to okres, w którym nie tylko nie zarabia, ale często musi dopłacać do interesu, pokrywając koszty mediów i czynszu administracyjnego, by nie zadłużyć się we wspólnocie lub spółdzielni.
Wielu właścicieli żyje w przekonaniu, że walka z gminą to walka z wiatrakami. Rzeczywistość jest jednak nieco inna, choć wymaga cierpliwości i wsparcia prawnego. Zgodnie z art. 18 ust. 5 ustawy o ochronie praw lokatorów, jeżeli gmina nie dostarczyła lokalu socjalnego osobie uprawnionej do niego z mocy wyroku sądowego, właścicielowi przysługuje roszczenie odszkodowawcze.
Wbrew obiegowej opinii, sądy dość często przyznają takie odszkodowania. Gmina ma obowiązek pokryć różnicę między tym, co właściciel mógłby zarobić na wolnym rynku, a tym, co faktycznie otrzymuje (lub czego nie otrzymuje) od lokatora. Dlaczego więc mówi się o nieskuteczności?
Mechanizm ekonomiczny jest tu nieubłagany. Każdy inwestor i właściciel mieszkania kalkuluje ryzyko. Jeśli system prawny sprawia, że pozbycie się nieuczciwego najemcy jest trudne, kosztowne i długotrwałe, właściciele zabezpieczają się na dwa sposoby: poprzez rygorystyczną selekcję oraz podnoszenie stawek czynszu.
Wyższe ceny najmu są swego rodzaju "premią za ryzyko". Właściciel zakłada, że statystycznie co któryś najemca może okazać się problematyczny, więc musi zgromadzić kapitał na ewentualne batalie sądowe i okresy bez przychodu. Dodatkowo, ograniczona podaż mieszkań (wynikająca z faktu, że niektórzy wolą trzymać puste lokale, niż ryzykować "dzikiego lokatora") naturalnie winduje ceny w górę. W ten sposób uczciwi najemcy płacą wyższe czynsze, finansując pośrednio luki w systemie prawnym i niewydolność gmin w budownictwie socjalnym.
Aby uniknąć wieloletnich procesów, coraz więcej właścicieli decyduje się wyłącznie na tzw. najem okazjonalny. Wymaga on od najemcy złożenia oświadczenia w formie aktu notarialnego, w którym poddaje się on egzekucji i wskazuje inny lokal, do którego może się wyprowadzić w razie eksmisji. Choć jest to rozwiązanie bezpieczniejsze dla wynajmującego, dla wielu najemców stanowi barierę nie do przejścia (np. z powodu braku rodziny, która mogłaby poświadczyć przyjęcie pod swój dach).
Obecny stan rzeczy tworzy błędne koło. Brak lokali socjalnych paraliżuje eksmisje, co uderza w właścicieli, którzy z kolei podnoszą ceny, sprawiając, że najem staje się mniej dostępny dla osób o niższych dochodach. Rozwiązaniem mogłoby być zwiększenie nakładów na budownictwo komunalne oraz usprawnienie procedur wypłaty odszkodowań przez gminy, co zdjęłoby ciężar ochrony socjalnej z barków prywatnych obywateli.
Dopóki jednak system opiera się na przerzucaniu odpowiedzialności państwa na właścicieli mieszkań, ryzyko inwestycyjne pozostanie wysokie, a czynsze będą odzwierciedlać nie tylko standard lokalu, ale i niepewność prawną panującą na rynku.