Gość (37.30.*.*)
Każdy rodzic i nauczyciel przedszkolny przynajmniej raz poczuł tę bezsilność, gdy po raz dziesiąty prosił dziecko, by „przestało się wiercić” lub „wreszcie się skupiło”. Problem polega na tym, że dla kilkulatka te komunikaty są równie abstrakcyjne, co wykład o fizyce kwantowej. Dziecięcy mózg, będący w fazie intensywnego rozwoju, nie operuje na pojęciach ogólnych. On potrzebuje konkretów, obrazów i – co najważniejsze – instrukcji, co ma robić, zamiast informacji, czego robić nie powinno.
Kiedy mówimy dziecku „nie wierć się”, jego mózg musi wykonać skomplikowaną operację. Najpierw musi przetworzyć słowo „wiercić się” (czyli wyobrazić sobie ten ruch), a dopiero potem nałożyć na to negację „nie”. Często kończy się to tak, że maluch wierci się jeszcze bardziej, bo właśnie tę czynność mu podpowiedzieliśmy. Dodatkowo, dla dziecka ruch jest naturalnym sposobem na regulację układu nerwowego. Wiercenie się często nie wynika ze złośliwości, ale z potrzeby dostarczenia sobie bodźców.
Zamiast zakazywać ruchu, warto użyć metody „pozytywnego komunikatu”. Zamiast mówić, czego nie robić, powiedzmy dziecku, co ma zrobić ze swoim ciałem. Możemy użyć sformułowań takich jak:
Dzięki temu dziecko dostaje konkretną instrukcję obsługi własnego ciała, którą jest w stanie wykonać.
Słowo „skupienie” jest dla przedszkolaka całkowicie niezrozumiałe. Aby dziecko pojęło, o co nam chodzi, musimy nadać temu pojęciu formę wizualną. Jednym z najlepszych sposobów jest porównanie uwagi do latarki.
Wytłumacz dziecku, że każdy z nas ma w głowie „magiczną latarkę”. Tam, gdzie skierujemy jej światło, tam jest nasza uwaga. Jeśli budujemy z klocków, światło latarki powinno świecić na klocki. Jeśli mama mówi coś ważnego, światło latarki powinno świecić na jej buzię. Możesz zapytać: „Gdzie teraz świeci twoja latarka? Czy na ten samochód za oknem? Spróbuj skierować ją z powrotem na kolorowankę”. To daje dziecku poczucie sprawstwa i kontroli nad własną uwagą.
Innym sposobem na naukę skupienia jest zabawa w detektywa. Poproś dziecko, aby zamknęło oczy i przez minutę próbowało wyłapać wszystkie dźwięki w domu – tykanie zegara, szum lodówki, śpiew ptaka za oknem. To doskonały trening uważności (mindfulness), który uczy dziecko, jak świadomie kierować swoją percepcją na konkretny bodziec.
Często zapominamy, że umiejętność panowania nad ciałem i uwagą to mięsień, który trzeba trenować. Nie możemy oczekiwać od dziecka, że nagle „stanie się” spokojne, jeśli nie damy mu okazji do ćwiczeń w formie zabawy.
Doskonale sprawdzają się tu klasyczne zabawy, takie jak „Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy”. Wymagają one od dziecka nagłego zatrzymania ruchu i zapanowania nad impulsem, co jest fundamentem samoregulacji. Innym pomysłem jest zabawa w „posągi” – puszczamy muzykę, do której dziecko tańczy, a gdy muzyka milknie, maluch musi zastygnąć w bezruchu w dowolnej pozie. To uczy dziecko, jak świadomie „wyłączać” ruch w ciele.
Warto wiedzieć, że dla wielu dzieci (szczególnie tych o wysokim zapotrzebowaniu na ruch) lekkie wiercenie się jest sposobem na... lepsze skupienie! Nazywa się to samostymulacją. Jeśli Twoje dziecko kręci nogą podczas słuchania bajki, ale potrafi potem odpowiedzieć na pytania dotyczące treści, oznacza to, że ten ruch pomaga jego mózgowi utrzymać aktywność. W takim przypadku zmuszanie go do całkowitego bezruchu może sprawić, że cała jego energia pójdzie w „siedzenie prosto”, a na słuchanie nie zostanie już nic.
W komunikacji z przedszkolakiem kluczowa jest forma. Długie wykłady o tym, dlaczego warto być uważnym, zazwyczaj trafiają w próżnię. Jeśli chcesz, aby dziecko cię usłyszało i skupiło się na zadaniu, zastosuj trzy proste kroki:
Pamiętaj, że nauka samokontroli to proces, który trwa lata. Przedszkolak dopiero uczy się zarządzać swoim „centrum dowodzenia” w mózgu. Cierpliwość, używanie obrazowych porównań i docenianie nawet najmniejszych chwil koncentracji przyniosą znacznie lepsze efekty niż powtarzanie komend, których dziecko po prostu nie potrafi jeszcze w pełni zrozumieć.