Gość (37.30.*.*)
Debata nad tym, jak dużą rolę w naszym życiu powinno odgrywać państwo, trwa od stuleci. Z jednej strony mamy wizję państwa opiekuńczego, które dba o nas od kołyski aż po grób, a z drugiej – koncepcję „państwa stróża nocnego”. Choć ta druga brzmi dla wielu surowo, spora grupa ekonomistów i filozofów politycznych (szczególnie z nurtu klasycznego liberalizmu i libertarianizmu) twierdzi, że to jedyny model, który jest w stanie przetrwać próbę czasu. Dlaczego uważają, że rozbudowany socjal to prosta droga do katastrofy finansowej?
Koncepcja państwa stróża nocnego, czyli minarchizm, zakłada, że jedynymi prawowitymi funkcjami rządu są te, które chronią obywateli przed agresją, kradzieżą, niedotrzymaniem umów oraz oszustwem. W takim modelu państwo ogranicza się do utrzymywania policji, sądów i wojska.
Wszystko inne – edukacja, służba zdrowia, budowa dróg czy pomoc społeczna – zostaje oddane w ręce sektora prywatnego i dobrowolnych zrzeszeń. Eksperci popierający to rozwiązanie argumentują, że tylko w takich warunkach jednostka jest naprawdę wolna, a gospodarka może rozwijać się bez krępujących ją łańcuchów biurokracji i wysokich podatków.
Głównym argumentem przeciwników rozbudowanego socjalu jest matematyka, a konkretnie demografia połączona z ekonomią. Oto kluczowe powody, dla których wielu ekspertów wieszczy koniec modelu opiekuńczego:
Większość systemów opiekuńczych opiera się na umowie międzypokoleniowej. Obecni pracownicy finansują emerytury i opiekę zdrowotną obecnych seniorów. Problem pojawia się, gdy społeczeństwo się starzeje. Przy spadającej dzietności i wydłużającym się życiu, coraz mniejsza grupa pracujących musi utrzymywać coraz większą grupę beneficjentów. Eksperci ostrzegają, że w pewnym momencie podatki musiałyby wzrosnąć do poziomu, który zdusi jakąkolwiek aktywność gospodarczą, albo państwo będzie musiało drastycznie obciąć świadczenia.
Państwo opiekuńcze wymaga ogromnego aparatu urzędniczego do zarządzania redystrybucją dóbr. Każda złotówka, która trafia do obywatela w formie zasiłku, musi najpierw zostać pobrana w podatkach, „przemielona” przez system biurokratyczny i pomniejszona o koszty obsługi tego procesu. Zwolennicy państwa minimalnego wskazują, że sektor prywatny, motywowany zyskiem i konkurencją, zawsze dostarczy usługi taniej i lepiej niż państwowy monopolista.
Aby utrzymać wysoki standard usług społecznych przy rosnących kosztach, państwa często ratują się zadłużaniem. Eksperci tacy jak Milton Friedman czy Ludwig von Mises podkreślali, że życie na kredyt ma swoje granice. Gdy obsługa długu publicznego zaczyna pochłaniać znaczną część budżetu, państwo traci zdolność do reagowania na kryzysy, co w dłuższej perspektywie prowadzi do niewypłacalności lub hiperinflacji (czyli „ukrytego bankructwa”).
Wysokie podatki niezbędne do sfinansowania państwa opiekuńczego zniechęcają do podejmowania ryzyka. Jeśli państwo zabiera znaczną część wypracowanego zysku, przedsiębiorcy mają mniej środków na inwestycje, a zdolni ludzie mogą szukać miejsc z bardziej przyjaznym systemem podatkowym. To prowadzi do stagnacji, która sprawia, że państwo staje się coraz biedniejsze w stosunku do krajów o bardziej liberalnym podejściu.
Dla wielu ekspertów argumenty ekonomiczne to tylko połowa sukcesu. Istnieje również silny nurt etyczny. Robert Nozick, jeden z czołowych filozofów politycznych XX wieku, argumentował, że jakiekolwiek opodatkowanie dochodów z pracy na cele inne niż ochrona podstawowych praw jest formą „pracy przymusowej”.
W modelu stróża nocnego zakłada się, że każdy człowiek jest kowalem własnego losu. Państwo nie powinno być „nanny state” (państwem-nianią), które decyduje, jak mamy oszczędzać na starość czy na co wydawać pieniądze przeznaczone na leczenie. Według tej teorii, odpowiedzialność osobista buduje silniejsze społeczeństwo niż system, który zdejmuje z barków jednostki konsekwencje jej decyzji.
Termin ten nie został wymyślony przez zwolenników tego modelu, lecz przez jego przeciwnika! Ferdinand Lassalle, XIX-wieczny socjalista, użył go drwiąco w 1862 roku podczas jednego ze swoich przemówień. Chciał w ten sposób ośmieszyć państwo, którego jedyną funkcją byłoby pilnowanie, aby nikt nikomu nie ukradł własności, porównując je do nocnego strażnika na pustym placu. Liberałowie jednak podchwycili to określenie i uznali je za idealny opis swoich postulatów.
Krytycy modelu państwa stróża nocnego wskazują, że całkowita rezygnacja z opieki społecznej mogłaby doprowadzić do ogromnych nierówności i niepokojów społecznych, które w efekcie mogłyby zniszczyć stabilność państwa szybciej niż dług publiczny. Z kolei zwolennicy minarchizmu odpowiadają, że to właśnie wolny rynek i prywatna dobroczynność najlepiej radzą sobie z biedą, o ile nie są tłamszone przez regulacje.
Dzisiejszy świat stoi na rozdrożu. Wiele krajów zachodnich boryka się z rekordowym zadłużeniem i kryzysem systemów emerytalnych, co sprawia, że argumenty o nieuchronnym bankructwie państwa opiekuńczego wybrzmiewają w debatach publicznych coraz głośniej. Czy czeka nas powrót do korzeni liberalizmu? Czas pokaże, ale matematyka finansowa wydaje się być nieubłagana.