Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że wchodzisz do całkowicie ciemnego lasu i zamiast czarnej plamy widzisz świecące sylwetki zwierząt, ślady ciepła pozostawione na trawie, a nawet pracujące pod ziemią korzenie drzew. Wizja niczym z filmu „Predator” od lat rozpala wyobraźnię fanów science-fiction i entuzjastów biohackingu. Choć nasze oczy ewolucyjnie przystosowały się do widzenia jedynie wąskiego wycinka widma elektromagnetycznego, technologia i nauka coraz śmielej zaglądają w stronę podczerwieni. Co tak naprawdę zyskalibyśmy dzięki takiemu „supermożeniu” i ile w internetowych opowieściach jest faktów, a ile czystej fantazji?
Gdybyśmy nagle zyskali zdolność widzenia w podczerwieni, świat zmieniłby się nie do poznania. Przede wszystkim, pojęcie „całkowitej ciemności” przestałoby dla nas istnieć. Podczerwień to w uproszczeniu promieniowanie cieplne – wszystko, co ma temperaturę powyżej zera bezwzględnego, emituje jakąś formę energii IR.
W praktyce oznaczałoby to, że widzielibyśmy:
W internecie co jakiś czas powraca historia o grupie biohakerów „Science for the Masses”, którzy w 2015 roku rzekomo wszczepili sobie zdolność widzenia w nocy. Użyli do tego substancji o nazwie Chlorin e6 (Ce6), pochodzącej z ryb głębinowych. Czy to zadziałało?
Z perspektywy nauki sprawa jest skomplikowana. Ce6 rzeczywiście zwiększa wrażliwość siatkówki na światło, co pozwala lepiej widzieć w bardzo słabym oświetleniu (wzmacnia widzenie resztkowe). Jednak nie jest to „widzenie w podczerwieni” w sensie termowizyjnym. Eksperyment był jednorazowy, niebezpieczny i nie został potwierdzony szerokimi badaniami klinicznymi.
Obecnie nie istnieje żadna bezpieczna operacja ani implant, który trwale i skutecznie dawałby człowiekowi zdolność widzenia w podczerwieni. Nasza siatkówka po prostu nie posiada fotoreceptorów reagujących na fale o takiej długości, a mózg nie jest zaprogramowany do przetwarzania tych danych. Każda próba „wstrzykiwania” sobie substancji chemicznych do gałki ocznej niesie ze sobą ogromne ryzyko ślepoty i uszkodzenia tkanek.
Często można natknąć się na reklamy okularów, które wyglądają jak zwykłe przeciwsłoneczne oprawki, a rzekomo oferują widzenie w podczerwieni (lub, co gorsza, „widzenie przez ubrania”). Tutaj musimy postawić sprawę jasno: to w 99% oszustwa marketingowe.
Fizyka jest nieubłagana. Aby widzieć w podczerwieni, urządzenie musi posiadać:
Tradycyjne noktowizory i kamery termowizyjne są nieporęczne, ponieważ wymagają optyki i zasilania. Choć technologia miniaturyzacji idzie do przodu (mamy już przystawki do smartfonów wielkości pudełka zapałek), stworzenie okularów, które nie różnią się grubością szkieł i oprawek od zwykłych okularów korekcyjnych, a jednocześnie oferują obraz termowizyjny wysokiej jakości, jest obecnie niemożliwe. Istnieją prototypy okularów AR (Augmented Reality), które mogą nakładać obraz z kamery IR na szkła, ale są one wyraźnie grubsze, mają wbudowane baterie i emitują światło z wyświetlaczy.
Ewolucja mogła nas wyposażyć w tę zdolność (niektóre węże, jak grzechotniki, mają specjalne jamki termoczułe), ale dla ssaków byłoby to problematyczne. Ponieważ sami jesteśmy stałocieplni, nasze własne gałki oczne emitowałyby ciepło, które „oślepiałoby” nas od środka. Aby widzieć podczerwień wyraźnie, detektor musi być zazwyczaj chłodniejszy niż obserwowany obiekt.
Aby zrozumieć, dlaczego nie możemy po prostu „założyć filtra”, by widzieć podczerwień, musimy spojrzeć na liczby. Światło widzialne to fale o długości od około 380 do 740 nanometrów (nm). Podczerwień zaczyna się powyżej 700 nm i ciągnie się aż do 1 milimetra.
Problem polega na energii fotonów. Fotony światła widzialnego mają wystarczająco dużo energii, aby wywołać reakcję chemiczną w rodopsynie (barwniku w naszych oczach). Fotony podczerwieni mają tej energii znacznie mniej – zamiast wywoływać reakcje chemiczne, powodują głównie drgania cząsteczek, co odczuwamy jako ciepło na skórze, ale czego nasza siatkówka nie potrafi zarejestrować jako obrazu.
Podsumowując, choć wizja posiadania „termowizji w oczach” jest fascynująca, na ten moment musimy polegać na zewnętrznych urządzeniach. Internetowe rewelacje o cudownych kroplach czy super-cienkich okularach szpiegowskich należy wkładać między bajki – technologia jeszcze nie dogoniła naszych marzeń o byciu superbohaterem, a bezpieczeństwo naszych oczu powinno być zawsze ważniejsze niż gadżety z niepewnych źródeł.