Gość (37.30.*.*)
Wokół tematu „ukrytego oprogramowania” w smartfonach narosło mnóstwo teorii spiskowych, ale rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i – co ciekawe – często bardziej prozaiczna, niż mogłoby się wydawać. Krótka odpowiedź brzmi: tak, to prawda, współczesne smartfony posiadają oprogramowanie, którego nie widać na pierwszy rzut oka w menu aplikacji. Nie zawsze jednak służy ono celom, o które podejrzewają je zwolennicy teorii o totalnej inwigilacji.
Kiedy myślimy o oprogramowaniu w telefonie, najczęściej mamy przed oczami ikony na ekranie głównym – Facebooka, Instagrama czy aparat. Jednak to, co widzimy, to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod spodem działają setki procesów i aplikacji systemowych, które są niewidoczne dla przeciętnego użytkownika. Możemy je podzielić na kilka głównych kategorii:
Zjawisko bloatware jest najlepiej znane użytkownikom systemu Android. Kupując telefon popularnej marki, często znajdujesz na nim preinstalowane gry, aplikacje do zakupów czy dodatkowe przeglądarki. Dlaczego tam są? Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Producenci smartfonów podpisują umowy z twórcami aplikacji, dzięki czemu mogą obniżyć cenę końcową urządzenia.
Chociaż te aplikacje są widoczne, ich „ukryta” natura polega na tym, że działają w tle, zużywając baterię i pamięć RAM, nawet jeśli nigdy ich nie otworzyłeś. Często posiadają one uprawnienia, których nie da się łatwo cofnąć, co budzi uzasadnione obawy o prywatność.
To najbardziej kontrowersyjny aspekt ukrytego oprogramowania. Zarówno Google (Android), jak i Apple (iOS) stosują narzędzia telemetryczne. Ich oficjalnym celem jest „poprawa jakości usług”. Telefon wysyła na serwery producenta raporty o błędach, informacje o tym, jak długo używasz danej aplikacji, czy dane o lokalizacji.
Warto wiedzieć, że większość tych danych jest (według zapewnień producentów) anonimizowana. Jednak w praktyce pozwalają one na budowanie bardzo precyzyjnych profili marketingowych. To właśnie dzięki telemetrii reklamy, które widzisz w sieci, wydają się „magicznie” dopasowane do Twoich ostatnich rozmów czy zainteresowań.
Mało kto wie, że w każdym smartfonie działa drugi, całkowicie niezależny system operacyjny. Znajduje się on w procesorze pasma podstawowego (Baseband Processor), który odpowiada za łączność komórkową. Ma on własny kod źródłowy, do którego użytkownik (a często nawet producent telefonu) nie ma wglądu. To najbardziej „ukryte” oprogramowanie, jakie można sobie wyobrazić.
W przeszłości głośno było o skandalach związanych z oprogramowaniem takim jak Carrier IQ. Było to narzędzie instalowane przez operatorów, które miało diagnozować problemy z siecią, ale w rzeczywistości potrafiło rejestrować każde naciśnięcie klawisza i treść wiadomości SMS. Po fali krytyki producenci stali się bardziej ostrożni, ale narzędzia diagnostyczne nadal istnieją. Są one niezbędne, aby serwis mógł sprawdzić, czy np. bateria nie uległa przegrzaniu lub czy system nie uległ awarii z powodu błędu sprzętowego.
Motywacje producentów można podzielić na trzy główne grupy:
Całkowite usunięcie ukrytego oprogramowania jest niezwykle trudne. Wymaga to zazwyczaj tzw. rootowania (w przypadku Androida) lub instalacji alternatywnych systemów operacyjnych (np. LineageOS), co wiąże się z utratą gwarancji i ryzykiem uszkodzenia urządzenia.
Dla przeciętnego użytkownika najlepszą metodą jest regularne przeglądanie listy aplikacji w ustawieniach systemowych i wyłączanie (opcja „Wymuś zatrzymanie” lub „Wyłącz”) tych programów, których nie rozpoznajemy. Warto również poświęcić chwilę na konfigurację ustawień prywatności, wyłączając przesyłanie danych diagnostycznych i personalizację reklam.
Podsumowując, ukryte oprogramowanie w smartfonach to nie mit, a standard branżowy. Choć większość z tych procesów służy po prostu poprawnemu działaniu urządzenia, warto mieć świadomość ich istnienia i dbać o higienę cyfrową swojego telefonu.