Gość (37.30.*.*)
Wielu młodych mężczyzn, a nawet dwudziestoparolatków, poczuło kiedyś to specyficzne ukłucie irytacji lub zdziwienia, gdy starsza osoba – sąsiad, profesor czy daleki wujek – zwróciła się do nich słowami „chłopcze” lub, co gorsza, „drogi chłopcze”. Choć dla adresata może to brzmieć protekcjonalnie, dla nadawcy jest to często naturalny odruch zakorzeniony w dawnych normach społecznych. Zrozumienie tego zjawiska wymaga spojrzenia na ewolucję języka, psychologię wieku oraz zmieniające się zasady savoir-vivre’u.
W przeszłości polszczyzna oraz zasady dobrego wychowania kładły ogromny nacisk na hierarchię wiekową. Zwrot „chłopcze” nie był wówczas wyrazem lekceważenia, lecz neutralnym określeniem młodego mężczyzny, który nie założył jeszcze rodziny lub nie osiągnął pełnej dojrzałości społecznej. W literaturze klasycznej czy filmach osadzonych w realiach przedwojennych „drogi chłopcze” pojawia się jako zwrot pełen życzliwości, używany przez mentorów wobec swoich uczniów.
Dla pokolenia dzisiejszych seniorów język był narzędziem porządkującym świat. Używając takich sformułowań, podświadomie odwołują się do czasów, w których dystans między pokoleniami był wyraźnie zaznaczony, a szacunek do starszych objawiał się m.in. akceptacją ich dominującej roli w rozmowie.
Istnieje kilka powodów, dla których starsze osoby trzymają się takich zwrotów, nawet jeśli świat wokół nich się zmienił:
Tu pojawia się największy zgrzyt komunikacyjny. Dzisiejsze pokolenia nastolatków i młodych dorosłych (Zetki i Millenialsi) kładą duży nacisk na podmiotowość i partnerskie traktowanie. W ich oczach zwrot „chłopcze” jest często odbierany negatywnie.
Współczesny dwudziestolatek, który pracuje, studiuje i samodzielnie podejmuje decyzje, chce być traktowany jak mężczyzna. Słowo „chłopcze” kojarzy mu się z brakiem powagi, infantylizacją i próbą ustawienia go „w szeregu”. Adresat może czuć, że jego kompetencje i dojrzałość są kwestionowane tylko ze względu na datę urodzenia. Szczególnie w sytuacjach zawodowych lub formalnych taki zwrot może być odebrany jako pasywno-agresywna próba dominacji.
Warto zauważyć, że dawniej istniało bezpieczne słowo pośrednie – „młodzieniec”. Było ono bardziej eleganckie niż „chłopak”, a jednocześnie mniej infantylne niż „chłopiec”. Dziś słowo to niemal całkowicie wyszło z użycia potocznego, stając się archaizmem, co pozostawiło w języku lukę, którą starsze osoby wypełniają niefortunnym „chłopcze”.
Warto pamiętać o zasadzie domniemania dobrej woli. W większości przypadków starsza osoba nie chce nas obrazić. Jeśli „drogi chłopcze” pada z ust kogoś, kto darzy nas sympatią, jest to raczej sygnał bliskości niż chęć upokorzenia. Problem pojawia się wtedy, gdy zwrot ten jest używany, by uciąć dyskusję (np. „Słuchaj no, chłopcze, ja wiem lepiej”).
W takich sytuacjach kluczem jest asertywność. Zamiast reagować agresją, można spokojnie zaznaczyć swoje granice, na przykład mówiąc: „Doceniam pańskie doświadczenie, ale wolałbym, żebyśmy rozmawiali jak dorośli ludzie”.
Konflikt wokół słowa „chłopcze” to klasyczny przykład bariery komunikacyjnej między pokoleniami. Dla starszych to wyraz tradycji i życzliwości, dla młodszych – bariera w budowaniu wzajemnego szacunku. Zrozumienie intencji drugiej strony pozwala jednak na uniknięcie niepotrzebnych napięć i spojrzenie na te staroświeckie zwroty z nieco większym dystansem, a czasem nawet z uśmiechem.