Gość (37.30.*.*)
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego po kilku minutach przewijania TikToka, Instagram Reels czy YouTube Shorts Twój feed wypełniają nagrania, które wydają się albo absurdalne, albo wręcz irytujące? Nie jesteś w tym odosobniony. Mechanizm, który stoi za promowaniem treści typu „Ukryta prawda” w wersji mikro czy historii o skromnym milionerze, którego ktoś obraził w restauracji, to precyzyjnie naoliwiona maszyna do zarabiania na Twojej uwadze. Algorytmy nie promują tych filmów dlatego, że są „dobre” w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – one promują to, co trzyma Cię przed ekranem najdłużej.
Ludzki mózg jest ewolucyjnie zaprogramowany do zwracania uwagi na anomalie, zagrożenia i silne bodźce emocjonalne. To mechanizm przetrwania – musieliśmy zauważyć drapieżnika w krzakach lub nietypowe zachowanie członka stada. Dzisiaj algorytmy wykorzystują tę cechę, serwując nam treści dziwne, odpychające lub kontrowersyjne.
Zjawisko to często nazywa się „rubberneckingiem” – to ten sam odruch, który sprawia, że zwalniasz samochodem, by popatrzeć na wypadek drogowy, mimo że wcale nie chcesz widzieć niczego przykrego. Odpychające nagrania budzą w nas silne emocje: obrzydzenie, niedowierzanie lub gniew. Każda z tych reakcji sprawia, że zatrzymujemy wzrok na filmie choćby o sekundę dłużej, a dla algorytmu to jasny sygnał: „To jest interesujące, pokażmy to większej liczbie osób”.
Algorytmy mediów społecznościowych mają jeden główny cel: maksymalizację czasu spędzonego w aplikacji (tzw. watch time). Nie oceniają one wartości artystycznej czy moralnej filmu. Liczą się konkretne wskaźniki:
Czy wiesz, że istnieje zjawisko zwane hate-watchingiem? Polega ono na oglądaniu treści, których szczerze nienawidzimy lub które uważamy za głupie, tylko po to, by czerpać satysfakcję z ich krytykowania. Twórcy „dziwnych” filmików doskonale o tym wiedzą i celowo projektują je tak, by wywołać w Tobie poczucie wyższości lub irytację.
Treści typu „Ukryta prawda”, „Szkoła” czy „Szpital” opierają się na bardzo prostych schematach narracyjnych, które nasz mózg przyswaja bez wysiłku. To tzw. niska bariera wejścia. Nie musisz znać kontekstu, nie musisz się skupiać – od razu wiesz, kto jest „zły”, a kto „dobry”.
Filmy z cyklu „obrazili go, nie wiedząc, że jest szefem” uderzają w nasze głębokie poczucie sprawiedliwości społecznej. To współczesne bajki z morałem, które dają szybki zastrzyk dopaminy, gdy następuje moment „karmy”. Choć są naiwne i często fatalnie zagrane, oferują emocjonalne domknięcie, którego podświadomie szukamy w chaotycznym świecie.
Dlaczego takich filmów jest tak dużo? Odpowiedź jest prosta: są tanie i szybkie w produkcji. Aby nagrać profesjonalny dokument, potrzeba miesięcy pracy i dużego budżetu. Aby nagrać krótką scenkę stylizowaną na paradokument, wystarczy smartfon, kilku amatorów i chwytliwy, często clickbaitowy scenariusz.
Twórcy masowo produkują takie treści, bo wiedzą, że przy odpowiedniej ilości „strzałów” jeden z nich na pewno stanie się viralem. To czysta statystyka. Gdy algorytm zauważy, że dany schemat (np. biedny człowiek w luksusowym salonie) klika się dobrze, zaczyna promować wszystkie podobne nagrania, tworząc swego rodzaju bańkę informacyjną.
Jeśli masz dość oglądania dziwnych i odpychających nagrań, możesz „wytresować” swój algorytm. Pamiętaj, że każda sekunda Twojej uwagi to głos oddany na dany typ treści.
Algorytmy nie są złośliwe – one są po prostu lustrem naszych najbardziej pierwotnych odruchów uwagi. Promują to, co nas „hipnotyzuje”, nawet jeśli po odłożeniu telefonu czujemy z tego powodu niesmak.