Gość (37.30.*.*)
Codzienna pielęgnacja, mycie, suszenie, układanie, a do tego wieczna walka z niesfornymi kosmykami i tak zwanym „bad hair day”. Nic dziwnego, że w chwilach frustracji wielu z nas zadaje sobie pytanie: czy włosy na głowie to tylko kłopot? Choć czasem mogą wydawać się uciążliwym obowiązkiem, w rzeczywistości pełnią one niezwykle ważne funkcje biologiczne i społeczne. Dlaczego ewolucja nas w nie wyposażyła i z jakiego powodu regularne wizyty u fryzjera są tak ważne?
Z biologicznego punktu widzenia włosy nie są jedynie ozdobą. Choć w toku ewolucji straciliśmy większość owłosienia na ciele, to na głowie pozostała gęsta czupryna. Ma to swoje głębokie uzasadnienie.
Mózg to najważniejszy organ w naszym ciele, który jest niezwykle wrażliwy na zmiany temperatury. Włosy działają jak naturalny izolator. Zimą chronią głowę przed utratą ciepła (przez głowę ucieka go naprawdę sporo!), a latem zabezpieczają przed przegrzaniem i udarem słonecznym. Co więcej, gęste włosy stanowią barierę dla szkodliwego promieniowania UV, chroniąc delikatną skórę głowy przed bolesnymi poparzeniami.
Każdy mieszek włosowy jest gęsto unerwiony. Włosy działają jak swoiste anteny – pozwalają nam wyczuć nawet najdelikatniejszy podmuch wiatru czy obecność owada na skórze, zanim ten zdąży nas ugryźć.
Dla ludzi włosy mają ogromne znaczenie psychologiczne i społeczne. Są elementem naszej tożsamości, pozwalają na wyrażenie siebie, określają przynależność do danych grup kulturowych, a także wpływają na to, jak postrzegają nas inni. Piękne, zadbane włosy od wieków są również symbolem zdrowia i witalności.
Skoro włosy są tak pożyteczne, to dlaczego nie pozwalamy im rosnąć bez końca i regularnie je podcinamy? Powodów jest kilka – od czysto biologicznych, po estetyczne i higieniczne.
Włosy nie rosną w nieskończoność w idealnym stanie. Każdy włos przechodzi przez trzy fazy: wzrostu (anagen), przejściową (katagen) oraz spoczynku i wypadania (telogen). Faza wzrostu włosa na głowie trwa zazwyczaj od 2 do 7 lat. W tym czasie końcówki włosów są narażone na mnóstwo szkodliwych czynników zewnętrznych: ocieranie o ubrania, czesanie, suszenie gorącym powietrzem, mróz, słońce czy twardą wodę.
Z czasem końcówki ulegają uszkodzeniu – ich zewnętrzna osłonka (kutikula) ściera się, co prowadzi do rozdwajania się końcówek. Jeśli nie obetniemy zniszczonych fragmentów, uszkodzenie może „piąć się” w górę łodygi włosa, niszcząc go na całej długości. Regularne podcinanie (nawet o centymetr co kilka miesięcy) pozwala utrzymać włosy w zdrowiu i zapobiega ich kruszeniu się.
Zbyt długie włosy stają się trudne w utrzymaniu. Mycie, suszenie i rozczesywanie pasm sięgających do pasa lub kolan wymaga ogromnych nakładów czasu i energii. Ponadto niezwykle długie włosy łatwiej się plączą, tworząc trudne do rozczesania kołtuny, w których może gromadzić się brud i sebum, co sprzyja problemom ze skórą głowy.
Włosy nie rosną w idealnie równym tempie na całej głowie. Bez regularnego podcinania fryzura szybko traci swój kształt, staje się bezkształtna i optycznie oklapnięta. Obcinanie włosów pozwala nadać im lekkość, objętość i zdrowy wygląd.
Wielu ludzi zastanawia się, czy bez używania nożyczek ich włosy urosłyby do samej ziemi, ciągnąc się za nimi jak tren sukni ślubnej. Odpowiedź brzmi: najprawdopodobniej nie.
Każdy człowiek ma zapisaną genetycznie tak zwaną długość terminalną. Jest to maksymalna długość, jaką włos może osiągnąć przed przejściem w fazę wypadania. U większości ludzi faza wzrostu kończy się po kilku latach, co oznacza, że ich włosy naturalnie przestają rosnąć po osiągnięciu długości np. do pasa lub pośladków i po prostu wypadają, robiąc miejsce nowym. Tylko nieliczne osoby z rzadką mutacją genetyczną mogą wyhodować włosy o długości kilku metrów.
Gdybyśmy jednak całkowicie zrezygnowali z obcinania i czesania, włosy naturalnie zaczęłyby się filcować, tworząc jedną wielką, zwartą masę. W historii taki stan nazywano kołtunem i niesłusznie przypisywano mu właściwości magiczne lub chorobowe, podczas gdy był to po prostu skutek braku higieny i podstawowej pielęgnacji.
Włosy na głowie to zdecydowanie coś więcej niż tylko kłopotliwy obowiązek pielęgnacyjny. To nasza naturalna tarcza ochronna, osobisty termostat oraz jedno z najsilniejszych narzędzi do wyrażania własnej osobowości. Choć dbanie o nie wymaga cierpliwości i regularnych wizyt u fryzjera, korzyści, jakie nam dają, są warte każdego poświęconego kwadransa.