Gość (37.30.*.*)
Wybór między Wartburgiem, „mydelniczką” (Trabantem) a „skarpetą” (Syreną) to nie tylko decyzja o zakupie klasyka, ale przede wszystkim opowiedzenie się po stronie konkretnej filozofii motoryzacyjnej minionej epoki. Każdy z tych samochodów ma swój unikalny charakter, specyficzny zapach spalin i rzeszę oddanych fanów. Choć wszystkie łączy dwusuwowy silnik (przynajmniej w ich najbardziej kultowych wersjach), to wrażenia z jazdy i prestiż na drodze w czasach PRL-u drastycznie się od siebie różniły.
Syrena, pieszczotliwie nazywana „skarpetą”, to jedyna w pełni polska konstrukcja w tym zestawieniu. Skąd wzięła się ta nazwa? Teorii jest kilka, ale najpopularniejsza głosi, że zapach spalin mieszanki paliwowo-olejowej był tak intensywny, że przenikał wszystko – w tym skarpetki kierowcy i pasażerów. Inna wersja mówi o obłych kształtach, które przypominały zwiniętą skarpetę.
Wybierając Syrenę, stawiasz na duszę i patriotyzm motoryzacyjny. To samochód kapryśny, wymagający od właściciela podstawowej wiedzy z zakresu mechaniki i sporej dozy cierpliwości. Syrena 105, z drzwiami otwieranymi „pod wiatr” (w starszych modelach) lub tradycyjnie, oferowała niepodrabialny dźwięk silnika S-31. Jazda nią to walka z materią, ale i ogromna satysfakcja, gdy uda się pokonać dłuższą trasę bez awarii. To auto dla marzycieli i osób, które kochają polską historię techniki.
Czy wiesz, że Syrena Sport, prototyp z 1960 roku, była uważana za jeden z najpiękniejszych samochodów zza żelaznej kurtyny? Niestety, ze względów politycznych nigdy nie trafiła do produkcji seryjnej, a jedyny egzemplarz został zniszczony.
Trabant, znany jako „mydelniczka” lub „trampek”, to symbol motoryzacji NRD. Nazwa „mydelniczka” wzięła się z materiału, z którego wykonano nadwozie – duroplastu. Był to kompozyt wzmacniany bawełną, który nie rdzewiał, co w tamtych czasach było ewenementem. Trabant 601 to konstrukcja genialna w swojej prostocie.
Dlaczego warto wybrać Trabanta? To samochód niemal niezniszczalny w swojej kategorii. Jest lekki, zwrotny i zaskakująco przestronny w środku jak na swoje gabaryty. Silnik dwusuwowy o pojemności 600 cm³ jest tak prosty, że naprawy można przeprowadzić przysłowiowym młotkiem i śrubokrętem. Trabant ma dziś status ikony popkultury – jest modny, kolorowy i kojarzy się z wolnością oraz upadkiem muru berlińskiego. To idealny wybór dla kogoś, kto chce zacząć przygodę z klasykami i szuka czegoś, co wybacza błędy.
Jeśli szukamy komfortu i przestrzeni, zwycięzca może być tylko jeden: Wartburg. Model 353, produkowany w Eisenach, był uważany za samochód o klasę wyższą niż Trabant czy Syrena. Ze względu na swoją kanciastą sylwetkę i pochodzenie z NRD, bywał nazywany „zemstą Honeckera”, ale w rzeczywistości był obiektem pożądania wielu rodzin.
Wartburg oferował ogromny bagażnik, wygodne kanapy i miękkie zawieszenie, które świetnie radziło sobie na dziurawych drogach. Jego trzycylindrowy silnik dwusuwowy pracował znacznie kulturalniej niż jednostki w Syrenie czy Trabancie. Co więcej, Wartburg był dostępny w wersji Tourist (kombi), która była marzeniem każdego działkowicza i turysty. Wybierając Wartburga, wybierasz „luksus” w wydaniu retro – to auto, którym bez większego zmęczenia można pojechać na zlot oddalony o kilkaset kilometrów.
Wybór zależy od tego, czego szukasz w klasycznej motoryzacji:
Gdybym musiał wskazać jeden model, mój głos wędruje do Wartburga 353. Dlaczego? Ponieważ łączy on urok dwusuwa z funkcjonalnością, której brakuje Syrenie i Trabantowi. To samochód, który najlepiej znosi próbę czasu pod względem ergonomii i wygody, pozostając przy tym fascynującym zabytkiem techniki.
Głównym powodem była ekologia. Silniki dwusuwowe spalają mieszankę benzyny z olejem, co generuje charakterystyczny niebieski dym i wysoką emisję toksycznych substancji. Dodatkowo, ich konstrukcja uniemożliwiała spełnienie coraz ostrzejszych norm dotyczących zużycia paliwa i hałasu. Dziś jednak ten błękitny dymek jest dla wielu najpiękniejszym zapachem dzieciństwa.