Gość (37.30.*.*)
Wyścigi długodystansowe, z legendarnym 24-godzinnym wyścigiem Le Mans na czele, przeżywają obecnie swoją drugą młodość. Wprowadzenie kategorii Hypercar przyciągnęło największych producentów świata, takich jak Ferrari, Toyota, Porsche czy BMW. Jednak dla niedzielnego kibica różnica między topową klasą a „tą drugą”, czyli LMP2, może wydawać się subtelna – w końcu oba auta wyglądają jak futurystyczne bolidy z zakrytym kokpitem. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, technologii i, co najważniejsze, w filozofii budowania tych maszyn.
Klasa Hypercar to absolutny szczyt piramidy w wyścigach endurance (WEC). Została stworzona, aby zastąpić niezwykle drogą i skomplikowaną erę LMP1. W ramach tej kategorii mamy dwa główne nurty: LMH (Le Mans Hypercar) oraz LMDh (Le Mans Daytona h).
W przypadku LMH producenci mają ogromną swobodę – mogą zbudować cały samochód od zera, włącznie z podwoziem i własnym systemem hybrydowym (lub bez niego, choć większość się na to decyduje). Z kolei LMDh to rozwiązanie bardziej budżetowe, gdzie podwozie kupuje się od jednego z czterech licencjonowanych dostawców, a system hybrydowy na tylnej osi jest ustandaryzowany dla wszystkich.
Najważniejszą cechą Hypercarów jest ich unikalność wizualna. Przepisy pozwalają producentom na nadanie autom cech stylistycznych znanych z ich drogowych modeli. Dlatego Ferrari 499P wygląda inaczej niż Peugeot 9X8, który... nie ma tylnego skrzydła w tradycyjnym wydaniu. Moc tych potworów jest ograniczona do około 500 kW (680 KM), a minimalna waga to 1030 kg.
LMP2 (Le Mans Prototype 2) to klasa, którą można określić mianem „spec”. Tutaj nie ma miejsca na walkę zbrojeń między wielkimi koncernami. To kategoria przeznaczona głównie dla zespołów prywatnych, gdzie liczy się kunszt inżynierów wyścigowych i umiejętności kierowców, a nie budżet na rozwój nowej technologii.
W LMP2 wybór jest mocno ograniczony. Niemal wszystkie zespoły korzystają z podwozia Oreca 07, które okazało się konstrukcją niemal idealną. Sercem każdego auta w tej klasie jest ten sam, wolnossący silnik V8 o pojemności 4,2 litra dostarczany przez firmę Gibson. Nie ma tu mowy o napędzie hybrydowym czy wymyślnych systemach odzyskiwania energii. To czysta, mechaniczna maszyna wyścigowa.
Choć na pierwszy rzut oka mogą wyglądać podobnie, różnice w parametrach są wyraźne i wynikają bezpośrednio z przepisów, które muszą „robić miejsce” dla Hypercarów.
Kiedy pierwsze Hypercary wyjechały na tor, okazało się, że stare, nielimitowane LMP2 są od nich... szybsze w niektórych sekcjach toru. Aby uniknąć sytuacji, w której tańsze auta prywatnych zespołów wyprzedzają wielomilionowe projekty gigantów takich jak Toyota, FIA i ACO musiały kilkukrotnie zmniejszać moc silników Gibsona i nakładać restrykcje aerodynamiczne na klasę LMP2.
Różni ich także to, kto siedzi za kierownicą. Hypercar to kategoria w pełni profesjonalna. Tutaj nie ma miejsca dla amatorów – składy tworzą najlepsi kierowcy świata, często z przeszłością w Formule 1.
LMP2 z założenia jest klasą „Pro-Am”. Przepisy wymagają, aby w składzie zespołu znajdował się przynajmniej jeden kierowca o statusie srebrnym lub brązowym (czyli amator lub młody talent na dorobku). To sprawia, że rywalizacja w LMP2 jest często bardziej nieprzewidywalna i chaotyczna, co uwielbiają fani.
Warto też wspomnieć o dostępności. Od 2024 roku klasa LMP2 zniknęła z pełnego cyklu World Endurance Championship (WEC) z powodu ogromnego tłoku w kategorii Hypercar. Obecnie LMP2 możemy oglądać głównie w serii European Le Mans Series (ELMS) oraz jako specjalne zaproszenie podczas samego 24h Le Mans, gdzie wciąż stanowią ogromną część stawki.
Jeśli mielibyśmy to ująć w prostych słowach: Hypercar to laboratorium technologiczne i wizytówka producenta, gdzie liczy się prestiż i nowoczesność. LMP2 to z kolei sprawdzona, niemal identyczna dla wszystkich baza, która ma zapewniać sprawiedliwy i relatywnie tani (jak na standardy motorsportu) racing na najwyższym poziomie. Hypercar jest szybszy na prostych i bardziej skomplikowany, LMP2 jest lżejsze i bardziej surowe w prowadzeniu. Oba jednak tworzą niesamowity spektakl, który sprawia, że wyścigi długodystansowe są dziś w najlepszym miejscu od dekad.