Gość (37.30.*.*)
Żyjemy w czasach, w których nasza cyfrowa tożsamość często wyprzedza nas samych. Zanim jeszcze uściśniemy dłoń rekruterowi czy spotkamy się z nowym kontrahentem, oni prawdopodobnie zdążyli już „wpisać nas w Google”. To, co tam znajdą, buduje nasz wizerunek, nad którym – niestety – nie zawsze mamy pełną kontrolę. Możliwości manipulacji tym, jak postrzegają nas inni, stają się coraz bardziej wyrafinowane, a granica między prawdą a cyfrową mistyfikacją niebezpiecznie się zaciera.
Metody stosowane przez osoby o nieuczciwych zamiarach ewoluowały od prostych złośliwości po zaawansowane operacje z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Obecnie najpopularniejsze i najgroźniejsze techniki to:
Rekruterzy i managerowie HR coraz częściej korzystają z tzw. background check, czyli weryfikacji kandydata w internecie. Jeśli podczas takiego researchu natrafią na kompromitujące materiały, rzadko kiedy dają kandydatowi szansę na wyjaśnienia. W świecie szybkich decyzji, „podejrzany” wizerunek oznacza po prostu odrzucenie aplikacji.
W przyszłości problem ten może się pogłębić. Algorytmy skanujące sieć w poszukiwaniu informacji o kandydatach mogą automatycznie obniżać nasz „scoring” na podstawie fałszywych danych, do których nawet nie będziemy mieli wglądu. To tworzy ryzyko cyfrowego wykluczenia opartego na kłamstwie.
Czy wiesz, że według badań CareerBuilder nawet 70% pracodawców sprawdza media społecznościowe kandydatów przed zatrudnieniem, a ponad połowa z nich znalazła treści, które spowodowały, że nie zatrudnili danej osoby? To pokazuje, jak potężnym narzędziem (lub bronią) jest nasza obecność w sieci.
Choć nie mamy wpływu na to, co inni postanowią opublikować, możemy znacząco utrudnić im zadanie i przygotować się na ewentualny atak.
Najprostszym narzędziem jest Google Alerts. Ustaw powiadomienia na swoje imię i nazwisko. Dzięki temu dowiesz się niemal natychmiast, gdy w sieci pojawi się nowa treść na Twój temat. Warto też regularnie „googlować się” w trybie incognito, aby widzieć to, co widzi rekruter.
Ogranicz widoczność swoich prywatnych postów na Facebooku czy Instagramie tylko do znajomych. Unikaj publikowania zdjęć, które mogłyby zostać wykorzystane przeciwko Tobie (np. z hucznych imprez, jeśli budujesz wizerunek eksperta w poważnej branży). Stosuj dwuskładnikowe uwierzytelnianie (2FA), aby nikt nie przejął Twoich realnych kont.
Najlepszą obroną jest atak, a w tym przypadku – tworzenie wartościowych treści. Jeśli pierwszą stronę wyników w Google wypełnisz swoimi profesjonalnymi profilami (LinkedIn, GoldenLine), artykułami eksperckimi czy własną stroną internetową, ewentualne fałszywe oskarżenia zostaną zepchnięte na dalsze, rzadziej odwiedzane strony wyszukiwarki.
Jeśli padniesz ofiarą manipulacji, nie ignoruj tego.
W nadchodzących latach możemy spodziewać się rozwoju technologii weryfikujących autentyczność treści. Firmy technologiczne pracują nad „cyfrowymi znakami wodnymi”, które pozwolą odróżnić prawdziwe nagranie od deepfake’a. Z drugiej strony, oszuści będą dysponować coraz lepszymi narzędziami. Kluczem do przetrwania w tej cyfrowej dżungli będzie świadomość, krytyczne myślenie i proaktywne zarządzanie własnym nazwiskiem, zanim zrobi to za nas ktoś inny.