Gość (194.4.*.*)
Śmierć Ireneusza Sekuły to jedna z najbardziej zagadkowych i kontrowersyjnych spraw kryminalno-politycznych III RP. Choć oficjalnie uznano ją za samobójstwo, okoliczności towarzyszące temu zdarzeniu do dziś budzą ogromne emocje i są pożywką dla licznych teorii spiskowych. Trudno się temu dziwić – rzadko zdarza się bowiem, by ktoś, chcąc odebrać sobie życie, oddał do siebie aż trzy strzały w brzuch.
Wszystko wydarzyło się w nocy z 22 na 23 marca 2000 roku. Ireneusz Sekuła, były wicepremier w rządzie Mieczysława Rakowskiego i wpływowy polityk związany z lewicą, przebywał w swoim biurze przy ulicy Brackiej w Warszawie. To właśnie tam znaleziono go nieprzytomnego, w kałuży krwi.
Na miejscu odkryto pistolet CZ-85, z którego padły strzały. Sekuła nie zginął na miejscu – w ciężkim stanie trafił do szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej. Lekarze przez kilka tygodni walczyli o jego życie, jednak polityk zmarł 29 kwietnia 2000 roku, nie odzyskawszy w pełni sił, które pozwoliłyby na złożenie wyczerpujących zeznań.
To, co najbardziej elektryzuje opinię publiczną w sprawie Sekuły, to mechanizm samej śmierci. Według ustaleń śledczych polityk strzelił do siebie trzykrotnie. Wszystkie kule trafiły w okolice brzucha. Z medycznego i balistycznego punktu widzenia jest to sytuacja niezwykle rzadka. Samobójcy zazwyczaj celują w głowę lub serce, chcąc uniknąć długotrwałego cierpienia i mieć pewność, że próba będzie skuteczna.
Biegli powołani do sprawy uznali jednak, że taki scenariusz jest możliwy. Pierwsze dwa strzały miały nie być śmiertelne ani nie powodować natychmiastowego obezwładnienia, co pozwoliło Sekule na oddanie kolejnego strzału. Mimo to, dla wielu obserwatorów, w tym byłych policjantów i dziennikarzy śledczych, wersja o „potrójnym samobójczym strzale w brzuch” brzmi mało wiarygodnie.
Dlaczego Ireneusz Sekuła miałby targnąć się na swoje życie? W tamtym czasie jego sytuacja była niezwykle skomplikowana. Był on postacią łączącą świat wielkiej polityki z rodzącym się w bólach polskim kapitalizmem lat 90.
Broń, z której strzelał Sekuła, to czechosłowacki pistolet CZ-85. Jest to broń o dość dużym odrzucie i sile rażenia. Fakt, że osoba ranna po pierwszym strzale była w stanie utrzymać taką broń i precyzyjnie wycelować w siebie kolejne dwa razy, do dziś jest przedmiotem analiz ekspertów od balistyki.
Przeciwnicy wersji o samobójstwie wskazują na tzw. „asystę”. Istnieje hipoteza, że Sekuła został zmuszony do oddania strzałów lub że ktoś „pomógł” mu w tej czynności. W tamtym okresie Polska zmagała się z brutalnymi porachunkami grup przestępczych, a styki polityki i biznesu bywały zabójczo niebezpieczne.
Pojawiały się głosy, że Sekuła wiedział zbyt dużo o finansowaniu lewicy lub o interesach prowadzonych na styku służb specjalnych i biznesu. Śledztwo nie znalazło jednak twardych dowodów na udział osób trzecich, które mogłyby stanąć przed sądem.
Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo, uznając, że Ireneusz Sekuła popełnił samobójstwo bez udziału osób trzecich. Mimo to sprawa ta regularnie powraca w mediach przy okazji omawiania najwiekszych zagadek III RP. Dla wielu pozostaje ona symbolem mrocznych lat transformacji, gdzie granica między legalnym biznesem a światem przestępczym była bardzo cienka.
Z perspektywy czasu śmierć Sekuły wpisuje się w serię zagadkowych zgonów osób z pierwszych stron gazet tamtego okresu, które do dziś budzą wątpliwości i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Choć akta sprawy są zamknięte, w świadomości społecznej znak zapytania przy nazwisku Sekuły prawdopodobnie pozostanie na zawsze.