Gość (37.30.*.*)
Postać Karla Dönitza to jeden z najbardziej kontrowersyjnych rozdziałów w historii II wojny światowej. Choć przez wielu kojarzony jest głównie jako dowódca niemieckiej floty podwodnej, jego rola w strukturach III Rzeszy była znacznie głębsza. To właśnie on, na mocy ostatniej woli Adolfa Hitlera, został jego następcą i ostatnim przywódcą nazistowskich Niemiec. Jak wyglądała jego droga na szczyt i co sprawiło, że po wojnie zasiadł na ławie oskarżonych w Norymberdze?
Karl Dönitz urodził się w 1891 roku w Grünau pod Berlinem. Od młodych lat ciągnęło go do munduru, a konkretnie do Kaiserliche Marine, czyli cesarskiej marynarki wojennej. Podczas I wojny światowej służył początkowo na krążownikach, ale szybko odkrył swoje prawdziwe powołanie: okręty podwodne (U-Booty). To doświadczenie ukształtowało go jako dowódcę. Pod koniec wielkiej wojny trafił do brytyjskiej niewoli, gdzie – jak głoszą niektóre przekazy – symulował chorobę psychiczną, by przyspieszyć swoją repatriację.
W okresie międzywojennym Dönitz nie porzucił marzeń o potędze niemieckiej floty. Mimo ograniczeń nałożonych przez traktat wersalski, po dojściu Hitlera do władzy, zaczął intensywnie odbudowywać broń podwodną. To on był ojcem chrzestnym taktyki „wilczych stad”, która polegała na grupowym atakowaniu konwojów alianckich, co w pierwszych latach II wojny światowej niemal rzuciło Wielką Brytanię na kolana.
Kiedy wybuchła II wojna światowa, Dönitz pełnił funkcję dowódcy floty podwodnej (Befehlshaber der Unterseeboote). Jego skuteczność i bezwzględność w prowadzeniu nieograniczonej wojny podwodnej sprawiły, że szybko piął się po szczeblach kariery. W 1943 roku zastąpił Ericha Raedera na stanowisku naczelnego dowódcy Kriegsmarine, otrzymując stopień wielkiego admirała (Großadmiral).
Jego relacja z Hitlerem była specyficzna. W przeciwieństwie do wielu generałów Wehrmachtu, Dönitz był fanatycznie lojalny wobec Führera. Ta lojalność została nagrodzona w najbardziej zaskakujący sposób – w swoim testamencie politycznym Hitler wyznaczył właśnie Dönitza na prezydenta Rzeszy i naczelnego dowódcę sił zbrojnych. Tak zwany „rząd we Flensburgu”, którym kierował przez zaledwie 20 dni w maju 1945 roku, był ostatnim tchnieniem upadającego reżimu. To właśnie za zgodą Dönitza generał Alfred Jodl podpisał bezwarunkową kapitulację Niemiec.
Po zakończeniu działań wojennych Karl Dönitz stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Postawiono mu zarzuty popełnienia zbrodni przeciwko pokojowi oraz zbrodni wojennych. Kluczowym punktem oskarżenia było prowadzenie nieograniczonej wojny podwodnej, co naruszało międzynarodowe konwencje (m.in. protokół londyński z 1936 roku).
Jednym z najbardziej obciążających dowodów był tzw. rozkaz Laconia z września 1942 roku. Dönitz zakazał w nim załogom U-Bootów podejmowania jakichkolwiek akcji ratunkowych wobec rozbitków z zatopionych statków nieprzyjaciela. Była to reakcja na incydent, w którym amerykańskie samoloty zaatakowały niemieckie okręty podwodne ratujące pasażerów statku „Laconia”. Choć Dönitz argumentował, że bezpieczeństwo własnego okrętu jest priorytetem, Trybunał uznał to za rażące naruszenie praw wojny.
Dönitz był również zamieszany w wykorzystywanie więźniów obozów koncentracyjnych do pracy w przemyśle stoczniowym. Jako naczelny dowódca marynarki w pełni akceptował i wspierał system pracy przymusowej, który miał na celu przyspieszenie budowy nowych jednostek (np. nowoczesnych U-Bootów typu XXI). Wiedział o nieludzkich warunkach, w jakich pracowali więźniowie, jednak dla niego liczył się jedynie efekt militarny.
Choć po wojnie Dönitz próbował kreować się na „apolitycznego żołnierza”, dowody wskazywały na coś innego. Jego przemówienia były przesiąknięte nazistowską retoryką i antysemityzmem. Nawet w ostatnich dniach wojny zachęcał żołnierzy do walki do ostatniej kropli krwi, co przyczyniło się do tysięcy niepotrzebnych ofiar w momencie, gdy losy III Rzeszy były już przesądzone.
Ostatecznie Karl Dönitz został uznany za winnego zbrodni przeciwko pokojowi oraz zbrodni wojennych. Uniknął jednak kary śmierci, głównie dzięki zeznaniom amerykańskiego admirała Chestera Nimitza, który przyznał, że flota USA na Pacyfiku stosowała podobne metody walki podwodnej. Dönitz został skazany na 10 lat pozbawienia wolności, które w całości odsiedział w więzieniu Spandau w Berlinie.
Po wyjściu na wolność w 1956 roku zamieszkał w małej miejscowości Aumühle. Do końca życia (zmarł w 1980 roku) nie wyraził skruchy. W swoich pamiętnikach pt. "Dziesięć lat i dwadzieścia dni" przedstawiał się jako ofiara „sprawiedliwości zwycięzców” i lojalny oficer, który jedynie wypełniał swój obowiązek wobec ojczyzny.
Kiedy Karl Dönitz zmarł w Wigilię 1980 roku, rząd RFN stanął przed dylematem. Jako były wielki admirał teoretycznie miał prawo do pogrzebu z pełnymi honorami wojskowymi. Jednak ze względu na jego nazistowską przeszłość i wyrok w Norymberdze, zakazano żołnierzom Bundeswehry występowania w mundurach podczas ceremonii. Mimo to, w pogrzebie wzięły udział tysiące osób, w tym wielu weteranów Kriegsmarine, co pokazało, jak silne podziały w niemieckim społeczeństwie wywoływała postać ostatniego Führera.