Gość (37.30.*.*)
Wilhelm Keitel to postać, która w historii II wojny światowej zajmuje miejsce szczególne, choć bynajmniej nie ze względu na wybitne talenty strategiczne czy charyzmę. Jako szef Dowództwa Naczelnego Wehrmachtu (OKW) był jednym z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera, ale w pamięci potomnych i współczesnych mu oficerów zapisał się głównie jako symbol bezkrytycznego posłuszeństwa i moralnego upadku pruskiego korpusu oficerskiego. Jego życiorys to przestroga przed tym, jak konformizm może doprowadzić do współudziału w najstraszniejszych zbrodniach przeciwko ludzkości.
Wilhelm Keitel urodził się w 1882 roku w Helmscherode, w rodzinie o tradycjach ziemiańskich. Jego kariera wojskowa rozpoczęła się w 1901 roku, kiedy wstąpił do armii pruskiej jako oficer artylerii. Podczas I wojny światowej służył na różnych stanowiskach sztabowych, co pozwoliło mu rozwinąć umiejętności administracyjne, które później stały się jego znakiem rozpoznawczym. Po wojnie pozostał w okrojonej armii niemieckiej (Reichswehrze), pnąc się powoli po szczeblach hierarchii.
Przełom w jego życiu nastąpił w 1938 roku, po aferze Blomberga-Fritscha, w wyniku której Hitler przejął bezpośrednią kontrolę nad siłami zbrojnymi. Utworzono wówczas OKW, a Keitel stanął na jego czele. Choć formalnie był ministrem wojny i najwyższym rangą oficerem, w rzeczywistości stał się kimś w rodzaju szefa sekretariatu Hitlera do spraw wojskowych. To właśnie wtedy świat poznał człowieka, który nigdy nie mówił "nie".
Pogarda, jaką darzono Keitla, nie brała się znikąd. Nawet w kręgach niemieckiego dowództwa był on postacią izolowaną i lekceważoną. Oficerowie nadali mu przydomek "Lakeitel", będący złośliwą grą słów łączącą jego nazwisko z niemieckim słowem Lakai (lokaj). Było to bezpośrednie nawiązanie do jego służalczej postawy wobec Hitlera.
Keitel nie był strategiem. Podczas gdy inni generałowie, jak Manstein czy Guderian, potrafili (przynajmniej w początkowej fazie wojny) spierać się z dyktatorem o kwestie operacyjne, Keitel zawsze przyznawał mu rację. Jego głównym zadaniem było przekuwanie chaotycznych pomysłów Hitlera na oficjalne rozkazy i dbanie o to, by armia wykonywała je bez mrugnięcia okiem. Ta całkowita rezygnacja z własnego zdania sprawiła, że był postrzegany jako postać pozbawiona kręgosłupa moralnego i zawodowego honoru.
Warto zauważyć, że Keitel, mimo posiadania stopnia feldmarszałka, nigdy nie dowodził armią ani grupą armii w polu podczas II wojny światowej. Całą wojnę spędził w kwaterach głównych, zajmując się logistyką, administracją i polityką, co tylko potęgowało niechęć frontowych dowódców wobec jego osoby.
Najważniejszym powodem, dla którego Keitel stał się postacią znienawidzoną nie tylko przez kolegów, ale i przez cały cywilizowany świat, był jego udział w legitymizowaniu zbrodni wojennych. To on sygnował swoim nazwiskiem najbardziej drastyczne dyrektywy III Rzeszy. Do najsłynniejszych należą:
Keitel doskonale wiedział, co podpisuje. Często ignorował protesty podwładnych, którzy wskazywali na nielegalność tych działań, kwitując to stwierdzeniem, że "stare pojęcia o rycerskości wojennej są już nieaktualne".
Po kapitulacji Niemiec, którą Keitel osobiście podpisał w Berlinie 8 maja 1945 roku (jako drugą, ostateczną ratyfikację), feldmarszałek stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Był jednym z głównych oskarżonych. Jego linia obrony opierała się na klasycznym argumencie: "wykonywałem tylko rozkazy" (Befehl ist Befehl).
Trybunał nie uznał tej argumentacji. Sędziowie podkreślili, że oficer o tak wysokim stopniu miał obowiązek odmówić wykonania rozkazów, które w sposób oczywisty łamały prawo naturalne i międzynarodowe. Keitel został uznany za winnego wszystkich czterech punktów oskarżenia: spisku przeciwko pokojowi, planowania i prowadzenia wojny napastniczej, zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości.
Ciekawym aspektem jego końca była prośba o zmianę sposobu egzekucji. Jako zawodowy żołnierz, Keitel prosił o rozstrzelanie, co uważał za śmierć godną oficera. Trybunał jednak, chcąc podkreślić kryminalny charakter jego czynów, odrzucił ten wniosek. Wilhelm Keitel został powieszony 16 października 1946 roku. Jego ostatnie słowa przed śmiercią były wyrazem miłości do ojczyzny, co wielu obserwatorów uznało za szczyt hipokryzji ze strony człowieka, który doprowadził Niemcy do moralnej i fizycznej ruiny.
Postać Wilhelma Keitla do dziś służy historykom jako przykład "biurokratycznego mordercy". Nie był on sadystą w typie funkcjonariuszy SS, ale jego skrupulatność w administrowaniu terrorem była równie zabójcza. Pogarda, jaką budził, wynikała z faktu, że sprzeniewierzył się etosowi żołnierza, stając się bezwolnym narzędziem w rękach zbrodniarza. W historii wojskowości pozostaje symbolem tego, jak niebezpieczna może być lojalność pozbawiona moralnego kompasu.