Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, dlaczego po „Lalce” Bolesława Prusa i „Karierze Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza nie doczekaliśmy się kolejnego tak totalnego portretu polskiego społeczeństwa, jest jednym z najciekawszych tematów w dyskusjach o polskiej literaturze. Choć teza zawarta w pytaniu jest odważna i nieco kontrowersyjna, dotyka ona ważnego problemu: zaniku tak zwanej „wielkiej powieści panoramicznej”. Aby zrozumieć, dlaczego mamy wrażenie, że nikt już nie opisał nas tak trafnie i kompleksowo, musimy przyjrzeć się zmianom, jakie zaszły w samej strukturze świata i sposobie, w jaki konsumujemy kulturę.
Zarówno Prus, jak i Dołęga-Mostowicz mieli ten niesamowity dar obserwacji, który pozwolił im uchwycić społeczeństwo w momentach krytycznych przejść. „Lalka” to genialny zapis narodzin polskiego mieszczaństwa i powolnego upadku arystokracji, doprawiony rozczarowaniem ideałami pozytywizmu. Z kolei „Kariera Nikodema Dyzmy” to bezlitosna satyra na elity II Rzeczypospolitej, pokazująca, jak łatwo ignorancja i tupet mogą wspiąć się na szczyty władzy w młodym, nieukształtowanym państwie.
Te książki stały się „lustrami”, w których Polacy mogli przejrzeć się w całości. Autorzy ci operowali szerokim planem – od nizin społecznych po najwyższe salony. Dzisiaj stworzenie takiego dzieła jest o wiele trudniejsze, a powody tego stanu rzeczy są bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać.
Jednym z głównych powodów, dla których trudno o współczesną „Lalkę”, jest fakt, że nasze społeczeństwo przestało być jednolite. W czasach Prusa istniały jasne podziały klasowe, a życie towarzyskie i polityczne koncentrowało się w kilku kluczowych punktach. Dzisiaj żyjemy w bańkach informacyjnych. Inaczej wygląda Polska wielkomiejskich korporacji, inaczej Polska prowincjonalna, a jeszcze inaczej świat cyfrowych nomadów czy emigracji zarobkowej.
Współcześni pisarze często wybierają wycinek rzeczywistości, bo próba opisania „wszystkiego” grozi powierzchownością. Zamiast jednej wielkiej panoramy, otrzymujemy dziesiątki świetnych, ale cząstkowych obrazów. Literatura stała się bardziej introwertyczna – częściej zagląda do głowy jednostki niż na salony, na których decydują się losy narodu.
Warto jednak postawić pytanie: czy rzeczywiście po Dyzmie nie było niczego równie ważnego? Wielu literaturoznawców wskazałoby na kilka pozycji, które aspirowały do miana portretu społeczeństwa, choć robiły to w inny, często mniej dosłowny sposób:
Można odnieść wrażenie, że współczesne „portrety” przeniosły się do innych gatunków. Reportaże takich autorów jak Mariusz Szczygieł czy Filip Springer często mówią o nas więcej i celniej niż fikcja literacka.
W czasach Dołęgi-Mostowicza literatura była głównym medium kształtującym opinię publiczną. Dzisiaj tę rolę przejęły seriale, media społecznościowe i publicystyka internetowa. Jeśli szukamy współczesnego odpowiednika „Kariery Nikodema Dyzmy”, być może nie powinniśmy zaglądać do księgarni, ale włączyć seriale typu „1670” (choć to satyra historyczna, mówi mnóstwo o współczesnych przywarach) lub śledzić losy celebrytów i polityków w mediach społecznościowych.
Rzeczywistość zmienia się tak szybko, że zanim pisarz skończy pisać wielką powieść o współczesnej Polsce, jej kontekst może być już nieaktualny. Pandemia, wojna za granicą, gwałtowne zmiany technologiczne – to wszystko sprawia, że „literacki obraz społeczeństwa” staje się ruchomym celem.
To fascynujące, że mimo upływu niemal stu lat, postać Nikodema Dyzmy wciąż powraca w debacie publicznej. Termin „dyzmizm” na stałe wszedł do języka polskiego jako określenie kariery opartej na oszustwie i przypadku. To sugeruje, że być może nie potrzebujemy nowej książki, bo pewne mechanizmy społeczne opisane przez Dołęgę-Mostowicza są w naszej kulturze po prostu stałe.
Brak nowej „Lalki” może więc nie wynikać z braku talentu współczesnych pisarzy, ale z faktu, że jako społeczeństwo staliśmy się zbyt skomplikowani, by dało się nas zamknąć w jednej, spójnej opowieści. Dzisiejsza Polska to nie jeden obraz olejny, ale raczej wielki, chaotyczny kolaż, który każdy z nas układa po swojemu.