Gość (83.4.*.*)
Zderzenie dwóch światów w kronikach historycznych Williama Szekspira – szczególnie w obu częściach „Henryka IV” oraz w „Henryku V” – to jeden z najbardziej fascynujących wątków w całej literaturze światowej. To nie tylko opowieść o dorastaniu młodego księcia Hala do roli monarchy, ale przede wszystkim portret głębokiej przemiany cywilizacyjnej. Po jednej stronie mamy postać sir Johna Falstaffa, uosabiającego „starą Anglię”, a po drugiej rodzące się nowoczesne państwo pod twardą ręką Henryka V. Te dwa porządki dzieli niemal wszystko: od podejścia do moralności, przez definicję honoru, aż po samą wizję czasu i zabawy.
Sir John Falstaff to postać, której nie da się zaszufladkować. Jest on ucieleśnieniem „wesołej Anglii” (Merry England) – świata karczm, nocnego życia w londyńskim Eastcheap, niekończących się żartów i braku odpowiedzialności. Dla Falstaffa życie jest jedną wielką grą, a świat zewnętrzny, z jego wojnami i polityką, stanowi jedynie tło dla kolejnego kufla sacku (hiszpańskiego wina).
W starym świecie reprezentowanym przez Falstaffa dominują wartości subiektywne. Tutaj liczy się przetrwanie, wygoda i humor. Falstaff kwestionuje fundamenty rycerskiego etosu, co najlepiej widać w jego słynnym monologu o honorze. Dla niego honor to tylko „słowo”, „powietrze”, które nie potrafi nastawić złamanej nogi ani uśmierzyć bólu. To świat, w którym jednostka stoi ponad państwem, a lojalność buduje się na wspólnej zabawie, a nie na dekretach.
Kiedy książę Hal przeobraża się w króla Henryka V, stary świat Falstaffa musi zginąć. Nowe państwo, które buduje Henryk, opiera się na zupełnie innych fundamentach: dyscyplinie, prawie i narodowej jedności. Henryk V nie jest już kompanem od kieliszka; staje się uosobieniem majestatu i politycznego pragmatyzmu.
W świecie Henryka V honor odzyskuje swoją sakralną wartość, ale zostaje zaprzęgnięty w służbę państwu. Słynna mowa w dniu świętego Kryspina przed bitwą pod Azincourt pokazuje, że dla króla honor to paliwo dla armii, coś, co jednoczy naród w obliczu zagrożenia. Państwo Henryka jest nowoczesne w swoim makiawelizmie – król potrafi być bezwzględny, odrzucając dawnych przyjaciół, jeśli wymaga tego racja stanu. Porządek publiczny zastępuje chaos karnawału.
Analizując te dwa światy, można wskazać kilka punktów zapalnych, które sprawiały, że nie mogły one współistnieć:
Wielu czytelników i widzów do dziś czuje żal w momencie, gdy nowo koronowany Henryk V publicznie wypiera się Falstaffa słowami: „Nie znam cię, starcze”. Dlaczego Szekspir był tak okrutny? Historycy literatury sugerują, że Falstaff był zbyt potężną figurą anarchii. Gdyby Henryk V zatrzymał go u swojego boku, nigdy nie stałby się wiarygodnym symbolem narodowej jedności. Falstaff musiał umrzeć (co dzieje się poza sceną w sztuce „Henryk V”), aby mogła narodzić się nowoczesna Anglia.
Różnica między starym światem Falstaffa a państwem Henryka V to w gruncie rzeczy opowieść o narodzinach nowoczesności. Szekspir pokazuje, że budowa silnego, stabilnego państwa wymaga ogromnych ofiar – często tych najbardziej ludzkich, jak przyjaźń, śmiech i beztroska. Choć Henryk V wygrywa bitwy i zapisuje się w historii, to Falstaff pozostaje w sercach widzów jako przypomnienie o tym, co tracimy, wybierając chłodny profesjonalizm zamiast radosnego chaosu życia.
Ten dualizm sprawia, że dzieła Szekspira są wciąż aktualne. Każdy z nas czasem czuje się jak Hal, rozdarty między chęcią zabawy a poczuciem obowiązku, między wolnością jednostki a wymaganiami systemu, w którym żyjemy.