Gość (37.30.*.*)
Wielu opiekunów psów wychodzi z założenia, że sam fakt wyjścia z domu jest dla ich pupila szczytem marzeń i ogromną dawką rozrywki. Tymczasem rzeczywistość bywa inna – spacer dla psa może być tak samo nużący, jak dla nas codzienne zmywanie naczyń czy stanie w korku. Choć pies fizycznie się porusza, jego umysł może pozostawać w całkowitym uśpieniu, co prowadzi do frustracji, a w konsekwencji nawet do problemów behawioralnych.
Nuda podczas spaceru najczęściej wynika z rutyny. Jeśli codziennie o tej samej porze pokonujecie tę samą, krótką trasę wokół bloku, a Ty w tym czasie przeglądasz telefon, pies szybko przestaje traktować to wyjście jako wyzwanie. Dla psa spacer to nie tylko załatwienie potrzeb fizjologicznych, ale przede wszystkim okazja do zebrania informacji o świecie.
Kolejnym „zabójcą” frajdy jest ciągłe poganianie. Jeśli pies zatrzymuje się przy każdym krzaczku, a Ty niecierpliwie szarpiesz smyczą, odbierasz mu najważniejszą część spaceru – możliwość czytania „psiej gazety”. Zapachy zostawione przez inne zwierzęta to dla Twojego czworonoga źródło wiedzy o tym, kto tędy przechodził, jakiej był płci i w jakim był nastroju. Zakaz węszenia to dla psa jak próba czytania książki, w której ktoś zakleił połowę stron.
Czy wiesz, że nos psa jest od 10 000 do 100 000 razy czulszy niż ludzki? Podczas gdy my postrzegamy świat głównie wzrokiem, psy robią to nosem. Ignorowanie tej potrzeby to najprostsza droga do tego, by spacer stał się dla zwierzaka męczącym obowiązkiem zamiast przyjemnością.
Warto wprowadzić do codziennej rutyny tzw. „sniffari” (połączenie angielskich słów sniff – węszyć i safari). To rodzaj spaceru, w którym to pies decyduje, gdzie idziemy i jak długo zatrzymujemy się przy konkretnym zapachu. Taka aktywność męczy psa znacznie bardziej niż szybki bieg przy rowerze. 15 minut intensywnego węszenia może dać psu tyle samo satysfakcji i zmęczenia psychicznego, co godzina marszu.
Jeśli czujesz, że Wasze wyjścia stały się monotonne, wystarczy kilka prostych zmian, aby przywrócić psu radość z eksploracji. Nie wymaga to od Ciebie wielkiego wysiłku, a jedynie zmiany nastawienia.
Nawet jeśli mieszkasz w centrum miasta, staraj się nie chodzić zawsze tą samą drogą. Skręć w inną uliczkę, przejdź na drugą stronę jezdni, odwiedź park, w którym dawno Was nie było. Nowe miejsca to nowe zapachy, a nowe zapachy to dla psiego mózgu prawdziwa siłownia. Możesz też zmieniać tempo marszu – raz iść szybciej, raz wolniej, a czasem po prostu przystanąć i poobserwować otoczenie razem z psem.
Spacer to idealny moment na utrwalanie komend, ale w formie zabawy. Zamiast nudnego „siad” w przedpokoju, poproś psa o wykonanie sztuczki na trawie, wskoczenie na murek (jeśli pies jest zdrowy i sprawny) czy obejście drzewa. Nagradzaj go za skupienie uwagi na Tobie. To buduje Waszą więź i sprawia, że pies zaczyna postrzegać Cię jako najciekawszy element spaceru.
Możesz zabrać ze sobą garść smakołyków i rozrzucić je w wysokiej trawie, zachęcając psa komendą „szukaj”. To świetny sposób na urozmaicenie czasu i zaspokojenie instynktu łowieckiego w bezpieczny sposób. Pies, który musi zapracować na nagrodę przy użyciu nosa, wraca do domu zrelaksowany i spełniony.
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego Twój pies potrafi wąchać jeden kamień przez dwie minuty? Psy posiadają narząd lemieszowo-nosowy (organ Jacobsona), który znajduje się w podniebieniu. Pozwala on im dosłownie „smakować” zapachy, zwłaszcza feromony. Kiedy widzisz, że Twój pies intensywnie wącha, a potem dziwnie kłapie zębami lub się ślini, oznacza to, że właśnie analizuje bardzo ważne informacje chemiczne, których my nigdy nie będziemy w stanie poczuć.
Pamiętaj, że spacer jest dla psa, nie dla Ciebie. Pozwalając mu na odrobinę wolności, węszenia i eksploracji, dbasz nie tylko o jego kondycję fizyczną, ale przede wszystkim o zdrowie psychiczne. Szczęśliwy pies to taki, który ma okazję być po prostu psem.