Gość (37.30.*.*)
Wiele warzyw, które dziś uznajemy za rarytasy lub ciekawe urozmaicenie diety, ma za sobą dość trudną przeszłość. Jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie, jakie warzywo najczęściej określa się mianem „zapomnianego warzywa biedoty”, to palma pierwszeństwa należy się brukwi. Choć przez dziesięciolecia kojarzyła się z głodem, wojną i biedą, dziś powoli wraca na salony i do łask szefów kuchni.
Brukiew, znana również pod regionalną nazwą karpiel, to roślina, która przez lata ratowała ludzi przed śmiercią głodową. Jej zła sława utrwaliła się szczególnie w trakcie I i II wojny światowej. W Niemczech zima przełomu 1916 i 1917 roku została zapamiętana jako „brukwiowa zima” (Steckrübenwinter). Z powodu braku ziemniaków i innych produktów, brukiew jedzono na śniadanie, obiad i kolację – robiono z niej zupy, kotlety, a nawet namiastkę kawy czy dżemu.
To właśnie te traumatyczne skojarzenia sprawiły, że po wojnie brukiew niemal całkowicie zniknęła z polskich stołów. Stała się symbolem niedostatku, o którym starsze pokolenia chciały jak najszybciej zapomnieć. Przez lata uprawiano ją głównie jako paszę dla zwierząt, tracąc z oczu jej niesamowite wartości odżywcze.
Choć historia brukwi jest gorzka, jej smak wcale taki być nie musi. To warzywo będące krzyżówką rzepy i kapusty, które w smaku przypomina nieco kalarepę z delikatną nutą ostrości rzodkiewki. Jest niezwykle zdrowe i warto wprowadzić je do jesienno-zimowego jadłospisu.
Zanim dynia stała się symbolem Halloween, w Irlandii i Szkocji to właśnie w brukwi (lub rzepie) drążono straszne twarze, by odstraszać złe duchy. Tradycja ta wywodzi się z legendy o Skąpym Jacku, a twarda struktura brukwi sprawiała, że takie lampiony były wyjątkowo trwałe.
Brukiew nie jest jedyną rośliną, która po latach niebytu odzyskuje popularność. Podobny los spotkał kilka innych warzyw, które kiedyś były podstawą diety najuboższych warstw społecznych:
Zanim ziemniak zdominował Europę, to topinambur królował na talerzach. Jest niezwykle odporny na mróz i łatwy w uprawie, co sprawiało, że był dostępny dla każdego. Dziś cenimy go przede wszystkim za inulinę – naturalny prebiotyk, który jest zbawienny dla naszych jelit i pomaga regulować poziom cukru we krwi.
Często mylony z korzeniem pietruszki, pasternak jest od niej słodszy i bardziej orzechowy w smaku. W dawnej Polsce był powszechny, jednak z czasem został wyparty przez ziemniaki i marchew. Obecnie wraca jako składnik aksamitnych purée i pieczonych frytek warzywnych.
Niegdyś nazywana „szparagiem dla ubogich”. Jej czarna skórka może zniechęcać, ale białe wnętrze po ugotowaniu smakuje wybornie – delikatnie i kremowo. Była popularna w kuchni staropolskiej, a dziś znów pojawia się w menu eleganckich restauracji.
Jeśli chcesz spróbować „warzywa biedoty” w nowoczesnym wydaniu, zapomnij o rozwodnionych zupach z opowieści wojennych. Brukiew świetnie smakuje pieczona z miodem i tymiankiem, co wydobywa z niej naturalną słodycz. Możesz ją również zetrzeć na tarce i przygotować surówkę z jabłkiem i śmietaną (podobnie jak robi się to z rzepą) lub dodać do gęstego, rozgrzewającego gulaszu.
Powrót tych warzyw to nie tylko moda na retro-kuchnię, ale przede wszystkim powrót do różnorodności biologicznej i sezonowości, która jest kluczem do zdrowego odżywiania. Brukiew, mimo swojej trudnej historii, zasługuje na drugą szansę w naszych kuchniach.