Gość (37.30.*.*)
Wydawać by się mogło, że kości to po prostu sztywne „rusztowanie” naszego organizmu – coś w rodzaju biologicznych prętów, które trzymają wszystko w całości. W rzeczywistości jednak kość to niezwykle dynamiczna, żywa tkanka, która nieustannie się przebudowuje, reaguje na obciążenia i potrafi się regenerować. Pytanie o to, czy możemy wszczepić człowiekowi nową, w pełni biologiczną kość, która działałaby identycznie jak ta naturalna, dotyka samej czołówki nowoczesnej medycyny regeneracyjnej i inżynierii tkankowej. Krótka odpowiedź brzmi: tak, robimy to już teraz, ale proces ten jest znacznie bardziej skomplikowany niż zwykła „wymiana części” w samochodzie.
Przez lata medycyna radziła sobie z ubytkami kostnymi na kilka sposobów. Najpopularniejszym i wciąż uznawanym za „złoty standard” jest autoprzeszczep. Polega on na pobraniu fragmentu kości od pacjenta (najczęściej z talerza kości biodrowej) i przeniesieniu go w miejsce ubytku. Taka kość jest w 100% biologiczna, posiada własne komórki i czynniki wzrostu, więc organizm przyjmuje ją bez problemu.
Inną opcją są alloprzeszczepy, czyli kości pochodzące od zmarłych dawców (z banków tkanek). Choć są one biologiczne, proces ich przygotowania (sterylizacja, mrożenie) sprawia, że tracą one żywe komórki. Służą raczej jako naturalne rusztowanie, na które z czasem „wprowadzają się” własne komórki pacjenta. Czy działają tak samo? Docelowo tak, ale proces ich integracji trwa znacznie dłużej.
Prawdziwa rewolucja dzieje się jednak w laboratoriach inżynierii tkankowej. Naukowcy pracują nad tym, aby przestać polegać na dawcach i zacząć tworzyć kości „na wymiar”. Proces ten opiera się na trzech filarach:
Dzięki biodrukowaniu 3D jesteśmy już w stanie stworzyć precyzyjny kształt brakującej kości, „drukując” ją warstwa po warstwie z użyciem bioatramentu zawierającego żywe komórki. Takie implanty są już testowane i w wielu przypadkach (zwłaszcza w chirurgii szczękowo-twarzowej) przynoszą spektakularne efekty.
Choć potrafimy stworzyć strukturę, która pod mikroskopem wygląda jak kość, największym problemem pozostaje unaczynienie. Kość, aby żyć i funkcjonować „dokładnie tak samo jak naturalna”, potrzebuje stałego dopływu krwi. Bez sieci naczyń krwionośnych komórki wewnątrz dużego implantu po prostu obumrą z braku tlenu i składników odżywczych.
Obecnie naukowcy pracują nad metodami „wstępnego unaczyniania” implantów przed ich wszczepieniem lub stosowaniem specjalnych kanałów wewnątrz rusztowań, które zachęcają organizm do szybkiego wrastania naczyń krwionośnych. Dopóki nie opanujemy perfekcyjnie tworzenia tej mikroskopijnej hydrauliki, wszczepianie całych, dużych kości (np. udowej) wyhodowanych w laboratorium pozostaje pieśnią przyszłości.
Naturalna kość ma jeszcze jedną unikalną cechę: piezoelektryczność. Pod wpływem nacisku generuje mikroładunki elektryczne, które informują organizm, gdzie kość musi być mocniejsza, a gdzie może być lżejsza. Nowoczesne biokompozyty starają się naśladować te właściwości.
Jeśli wszczepimy biologiczną kość, która zintegruje się z organizmem, zostanie unaczyniona i zasiedlona przez nerwy, to z czasem stanie się ona nieodróżnialna od reszty szkieletu. Będzie podlegać tym samym procesom starzenia, przebudowy i gojenia w razie ewentualnych złamań.
Podsumowując, technologia pozwala nam już na wszczepianie biologicznych fragmentów, które stają się integralną częścią ciała. Choć nie potrafimy jeszcze „wydrukować” całego, gotowego do pracy szkieletu i wstawić go pacjentowi w jeden dzień, to medycyna regeneracyjna zmierza dokładnie w tym kierunku. Kluczem jest współpraca z naturalnymi zdolnościami organizmu do samonaprawy, a nie tylko zastępowanie go sztucznymi materiałami.