Jakie masz pytanie?

lub

Jak wyglądało życie i twórczość Demisa Roussosa, dlaczego artysta cieszył się tak dużą popularnością w Polsce i z jakiego powodu jego głos bywał krytycznie określany mianem bizantyjskiego śpiewu?

fenomen Demisa Roussosa styl wokalny artysty kariera muzyczna Roussosa
avatar

Gość (5.172.*.*)



Odpowiedź:

Demis Roussos to postać, której nie da się pomylić z nikim innym. Potężna sylwetka, charakterystyczne, powiewne kaftany, gęsta broda i – przede wszystkim – głos, który zdawał się przeczyć prawom fizyki. Choć od jego śmierci minęło już kilka lat, jego przeboje wciąż wybrzmiewają na radiowych antenach, a on sam pozostaje symbolem pewnej epoki w muzyce rozrywkowej. Jak to się stało, że chłopak z Egiptu stał się światową megagwiazdą i dlaczego akurat w Polsce traktowano go niemal jak bóstwo?

Od Aleksandrii do światowych list przebojów

Artemios Ventouris Roussos urodził się w 1946 roku w egipskiej Aleksandrii. Jego rodzina miała greckie korzenie, a on sam od dziecka nasiąkał wielokulturową atmosferą portowego miasta. To właśnie tam po raz pierwszy zetknął się z muzyką bizantyjską i arabską, co na zawsze ukształtowało jego styl śpiewania. Kryzys sueski zmusił jego rodzinę do powrotu do Grecji, co paradoksalnie otworzyło mu drzwi do wielkiej kariery.

Zanim Demis stał się królem romantycznych ballad, święcił triumfy w nurcie rocka progresywnego. Wraz z genialnym Vangelisem założył zespół Aphrodite’s Child. Ich album „666” do dziś jest uważany za jedno z najważniejszych dzieł w historii gatunku. Jednak to kariera solowa przyniosła mu prawdziwą sławę. Utwory takie jak „Goodbye, My Love, Goodbye” czy „Forever and Ever” nuciła cała Europa, a Roussos stał się uosobieniem śródziemnomorskiego romantyzmu.

Fenomen Demisa Roussosa w Polsce

Wielu zagranicznych artystów cieszyło się u nas popularnością, ale przypadek Demisa Roussosa był szczególny. Punktem zwrotnym był rok 1979 i jego występ na Międzynarodowym Festiwalu Interwizji w Sopocie. Polska lat 70., choć otwierała się na świat, wciąż była krajem szarym i odciętym od zachodniego blichtru. Pojawienie się na scenie Opery Leśnej potężnego mężczyzny w lśniącym kaftanie, który śpiewał o miłości z taką pasją, było dla Polaków prawdziwym szokiem kulturowym.

Roussos przywiózł ze sobą powiew egzotyki, słońca i luksusu, którego tak bardzo brakowało w PRL-u. Jego melodyjne, wpadające w ucho piosenki idealnie trafiały w polską wrażliwość. Co ciekawe, artysta odwiedzał nasz kraj wielokrotnie, a bilety na jego koncerty wyprzedawały się w błyskawicznym tempie nawet dekady później. Polacy pokochali go za autentyczność i to, że nie wstydził się wielkich emocji, które w tamtym czasie bywały w muzyce zachodniej tłumione przez rodzący się punk czy nową falę.

Dlaczego mówiono o „bizantyjskim śpiewie”?

Głos Demisa Roussosa był przedmiotem licznych analiz i – niejednokrotnie – złośliwych komentarzy. Krytycy muzyczni często używali określenia „bizantyjski śpiew”, co nie zawsze było komplementem. O co dokładnie chodziło?

Termin ten odnosił się do specyficznej techniki wokalnej, która wywodzi się z tradycji Kościoła prawosławnego. Charakteryzuje się ona:

  • Gęstym wibrato: Głos Roussosa drżał w sposób bardzo intensywny, co dla ucha przyzwyczajonego do zachodniego popu mogło brzmieć nienaturalnie.
  • Melizmatami: Artysta często „ozdabiał” jedną sylabę wieloma dźwiękami, co jest typowe dla muzyki Wschodu.
  • Wysokim rejestrem: Demis operował bardzo wysokim tenorem, momentami przechodzącym w falset, co nadawało jego piosenkom niemal sakralny, a dla niektórych – płaczliwy charakter.

Krytycy zarzucali mu kicz i nadmierną egzaltację. Twierdzili, że jego styl jest zbyt ciężki, przeładowany emocjami i „orientalny” w sposób, który nie pasuje do nowoczesnej muzyki rozrywkowej. Jednak to właśnie ta „bizantyjska” nuta sprawiała, że jego twórczość była unikalna. Roussos nie starał się brzmieć jak amerykańscy piosenkarze – on celebrował swoje korzenie, łącząc grecki folklor z europejskim popem.

Ciekawostka: Dramatyczny zwrot w życiu artysty

Mało kto pamięta, że życie Demisa Roussosa to nie tylko blaski sceny, ale też momenty mrożące krew w żyłach. W 1985 roku artysta znajdował się na pokładzie samolotu linii TWA, który został porwany przez terrorystów. Przez kilka dni był zakładnikiem w Bejrucie. To traumatyczne wydarzenie sprawiło, że piosenkarz przeszedł głęboką przemianę wewnętrzną, zaczął bardziej dbać o zdrowie i na pewien czas wycofał się z intensywnego życia publicznego.

Dziedzictwo króla kaftanów

Demis Roussos zmarł w 2015 roku, pozostawiając po sobie dziesiątki albumów i miliony sprzedanych płyt. Choć moda na kaftany przeminęła, a standardy wokalne w radiu uległy zmianie, jego utwory wciąż mają w sobie magiczną moc przenoszenia słuchacza na słoneczne greckie wyspy. Dla jednych pozostanie symbolem estradowego kiczu, dla innych – jednym z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych głosów XX wieku. W Polsce natomiast na zawsze pozostanie tym „wielkim Grekiem”, który w szarym Sopocie pokazał nam, jak brzmi wolność i południowe słońce.

Podziel się z innymi: