Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego strony obładowane elementami, które znacząco spowalniają działanie przeglądarek, pojawiają się w wynikach wyszukiwania?

wpływ szybkości na ranking czynniki rankingowe Google optymalizacja treści stron
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Każdy z nas to zna: klikasz w interesujący nagłówek, a potem przez kilkanaście sekund patrzysz na biały ekran, skaczące reklamy i kręcące się kółko ładowania. Wydawałoby się, że w dobie błyskawicznego internetu i rygorystycznych algorytmów Google, takie strony powinny dawno wylądować na szarym końcu wyników wyszukiwania. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Choć szybkość ładowania jest oficjalnym czynnikiem rankingowym, nie jest ona jedynym, a często nawet nie najważniejszym elementem, który decyduje o pozycji witryny.

Treść wciąż pozostaje królem

Najprostsza odpowiedź na pytanie, dlaczego wolne strony wciąż wysoko rankują, brzmi: ponieważ oferują to, czego szukasz. Algorytm Google ma jeden nadrzędny cel – dostarczyć użytkownikowi najbardziej trafną odpowiedź na jego zapytanie. Jeśli dana strona (nawet jeśli jest przeładowana skryptami i ciężkimi grafikami) zawiera unikalne, eksperckie informacje, których nie ma nigdzie indziej, Google przymknie oko na jej techniczne niedociągnięcia.

Wyszukiwarka wychodzi z założenia, że lepiej jest pokazać użytkownikowi wartościową treść, na którą musi chwilę poczekać, niż błyskawicznie ładującą się stronę, która nie odpowiada na jego pytanie. Dlatego portale specjalistyczne, niszowe blogi czy stare fora internetowe często wygrywają z nowoczesnymi, lekkimi witrynami, które mają uboższą treść.

Autorytet domeny i historia witryny

Google darzy ogromnym zaufaniem marki i domeny, które istnieją w sieci od lat. Wielkie portale informacyjne to często najwięksi „grzesznicy”, jeśli chodzi o przeładowanie elementami śledzącymi, reklamami wideo i ciężkimi skryptami reklamowymi. Mimo to, niemal zawsze znajdziesz je na pierwszej stronie wyników.

Dzieje się tak z powodu ogromnej liczby linków prowadzących do tych stron (backlinków) oraz wysokiego wskaźnika E-E-A-T (Experience, Expertise, Authoritativeness, Trustworthiness). Dla algorytmu fakt, że tysiące innych stron linkuje do danego źródła, jest silniejszym sygnałem niż to, że strona ładuje się o trzy sekundy za długo. Zaufanie budowane latami jest trudne do przebicia przez nową, choćby najszybszą konkurencję.

Core Web Vitals to tylko jeden z wielu sygnałów

W 2021 roku Google wprowadziło wskaźniki Core Web Vitals (Podstawowe wskaźniki internetowe), które mierzą m.in. szybkość ładowania (LCP), interaktywność (FID/INP) oraz stabilność wizualną (CLS). Wiele osób myślało, że to koniec ery powolnych stron. W praktyce jednak Core Web Vitals są traktowane jako tzw. "tie-breaker".

Oznacza to, że jeśli dwie strony mają niemal identyczną jakość treści, podobny autorytet i liczbę linków, to wtedy wygra ta, która jest szybsza i lepiej zoptymalizowana. Jeśli jednak różnica w jakości merytorycznej jest znacząca, szybkość schodzi na dalszy plan. Warto też wiedzieć, że Googlebot (program indeksujący strony) widzi witrynę inaczej niż my – on analizuje kod, a nie zawsze czeka na załadowanie się wszystkich skryptów marketingowych, które spowalniają przeglądarkę użytkownika.

Ciekawostka: Dlaczego strony informacyjne są tak ciężkie?

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego portale newsowe są najbardziej „zamulone”? To efekt walki o przetrwanie. Większość z nich utrzymuje się wyłącznie z reklam. Każdy dodatkowy skrypt śledzący, system licytacji reklam w czasie rzeczywistym (header bidding) czy widget z rekomendowanymi treściami to dodatkowy przychód. Wydawcy często świadomie poświęcają User Experience (doświadczenie użytkownika) na rzecz monetyzacji, wiedząc, że ich autorytet i tak utrzyma ich wysoko w Google.

Intencja użytkownika i brak alternatywy

Czasami strona pojawia się wysoko, bo po prostu... nie ma nic lepszego. W niszowych tematach konkurencja bywa tak mała, że Google nie ma wyboru. Jeśli szukasz instrukcji do pralki z 1998 roku i jedyna strona, która ją posiada, jest przeładowana wyskakującymi okienkami i wolnym kodem, wyszukiwarka i tak Ci ją pokaże.

Dodatkowo, algorytmy biorą pod uwagę intencję. Jeśli wpisujesz nazwę konkretnej marki lub serwisu, Google wyświetli tę stronę niezależnie od jej wydajności. Użytkownik chce trafić dokładnie tam, a Google nie chce go „uszczęśliwiać na siłę”, podsuwając szybszą, ale inną stronę.

Pułapka personalizacji i lokalizacji

Warto pamiętać, że wyniki wyszukiwania nie są identyczne dla każdego. Czasami wolniejsza strona pojawia się wysoko, bo jest powiązana z Twoją lokalizacją lub historią przeglądania. Google może uznać, że lokalna firma, mimo że ma przestarzałą i wolną stronę, będzie dla Ciebie bardziej użyteczna niż ogólnopolski gigant z idealnym wynikiem w testach szybkości.

Podsumowując, szybkość strony jest niezwykle ważna dla konwersji (czyli tego, czy użytkownik zostanie na stronie i coś kupi), ale w samym rankingu Google jest tylko jednym z setek elementów układanki. Dopóki treść i autorytet będą przeważać nad aspektami technicznymi, w wynikach wyszukiwania wciąż będziemy trafiać na „ciężkie” i powolne witryny.

Podziel się z innymi: