Gość (37.30.*.*)
W dobie mediów społecznościowych i wszechobecnego internetu nasz wizerunek przestał należeć wyłącznie do nas. Choć starannie selekcjonujemy zdjęcia z wakacji czy sukcesy zawodowe, które trafiają na nasze profile, to, jak widzą nas inni, w dużej mierze zależy od osób trzecich. Wpływ otoczenia na naszą cyfrową tożsamość jest ogromny i – co gorsza – nie zawsze mamy nad nim pełną kontrolę. Warto zrozumieć, jakie zagrożenia czyhają w sieci teraz, co może przynieść przyszłość i jak skutecznie chronić swoje dobre imię.
Negatywny wpływ osób trzecich na nasz wizerunek może przybierać różne formy – od niewinnych żartów po celowe działania mające na celu zniszczenie naszej reputacji. Obecnie najczęstszymi metodami są:
Patrząc w przyszłość, największym zagrożeniem staje się technologia deepfake. Dzięki sztucznej inteligencji możliwe jest stworzenie realistycznego nagrania wideo lub audio, na którym „my” mówimy lub robimy rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. To potężne narzędzie manipulacji, które może zostać wykorzystane do szantażu lub całkowitego zniszczenia czyjejś kariery.
Całkowite zniknięcie z sieci jest dla większości z nas niemożliwe, ale możemy zminimalizować ryzyko. Kluczem jest profilaktyka i szybkie reagowanie.
W Unii Europejskiej, dzięki przepisom RODO, przysługuje nam tzw. „prawo do bycia zapomnianym”. Oznacza to, że w określonych sytuacjach możemy żądać od wyszukiwarek (np. Google) usunięcia linków do stron zawierających nasze dane osobowe, jeśli są one nieaktualne, nieprawdziwe lub naruszają naszą prywatność.
Często zapominamy, że my również jesteśmy „osobami trzecimi” dla innych. Nasza wolność w sieci kończy się tam, gdzie zaczyna się prywatność drugiego człowieka. W Polsce kwestie te reguluje przede wszystkim Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz RODO.
Zgoda to podstawa. Zgodnie z prawem, rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Wyjątkiem są sytuacje, gdy osoba ta otrzymała zapłatę za pozowanie, jest osobą powszechnie znaną (podczas pełnienia funkcji publicznych) lub stanowi jedynie szczegół całości (np. tłum na koncercie czy przechodnie na tle zabytku).
To temat szczególnie wrażliwy. W przypadku osób nieletnich zgodę na publikację wizerunku muszą wyrazić rodzice lub opiekunowie prawni. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy moje dziecko w przyszłości będzie zadowolone z tego, że jego zdjęcia z kąpieli czy płaczu są dostępne dla każdego? Coraz częściej mówi się o zjawisku sharentingu, czyli nadmiernym dzieleniu się życiem dzieci w sieci, co może mieć dla nich negatywne skutki w dorosłości.
Jeśli chcesz podzielić się zdjęciem z ciekawego miejsca, ale w kadrze znaleźli się inni ludzie, którzy nie wyrazili zgody na publikację, masz kilka wyjść:
Budowanie i ochrona wizerunku w sieci to nie jednorazowe działanie, ale ciągły proces. Wymaga on od nas nie tylko czujności wobec tego, co robią inni, ale przede wszystkim empatii i szacunku wobec osób, które pojawiają się w naszym cyfrowym świecie. Pamiętajmy, że raz wrzucone do sieci zdjęcie czy komentarz mogą żyć własnym życiem przez lata. Dbając o prywatność innych, budujemy kulturę szacunku, która w przyszłości może ochronić również nas.