Gość (185.244.*.*)
Słowo „high” to jeden z tych angielskich wyrazów, które mają więcej żyć niż kot. Choć w słowniku znajdziemy przede wszystkim definicje dotyczące wysokości czy intensywności, nasza wyobraźnia podpowiada nam znacznie ciekawsze i często zabawniejsze scenariusze. Od niefortunnych przybić piątki, przez legendarne postacie popkultury, aż po dramatyczne próby wyciągnięcia wysokich dźwięków pod prysznicem – „high” to prawdziwa kopalnia skojarzeń.
Nie da się ukryć, że dla ogromnej części internautów pierwszym skojarzeniem ze słowem „high” jest Snoop Dogg. Raper stał się żywym symbolem stanu bycia „wysoko” w kontekście rozrywkowym. To skojarzenie jest tak silne, że Snoop stał się bohaterem tysięcy memów, w których jego twarz pojawia się wszędzie tam, gdzie mowa o szeroko pojętym luzie.
Zabawne jest to, jak to jedno słowo potrafi natychmiast przywołać w głowie charakterystyczny rytm „The Next Episode” i obraz kogoś, kto patrzy na świat przez bardzo przymrużone oczy, zastanawiając się, czy lodówka na pewno jest zamknięta.
Kolejne skojarzenie to „high five”, czyli popularna przybita piątka. Brzmi prosto, prawda? Jednak w praktyce „high five” to pole minowe dla osób z kiepską koordynacją ruchową. Nie ma nic bardziej komicznego (i jednocześnie żenującego) niż sytuacja, w której dwie osoby próbują przybić „wysoką piątkę”, mijają się dłońmi i kończą, uderzając się nawzajem w ramiona lub – co gorsza – w twarz.
Istnieje nawet prosta sztuczka, aby uniknąć tej wpadki: patrzenie na łokieć drugiej osoby podczas zamachu gwarantuje idealne trafienie. Mimo to, widok dwóch dorosłych ludzi „machających powietrze” zamiast przybicia piątki, zawsze wywołuje uśmiech.
Dla wielu z nas „high school” (szkoła średnia) to synonim okresu, w którym próbowaliśmy być „high fashion”, a wychodziło... cóż, różnie. Skojarzenia z tym terminem często kręcą się wokół amerykańskich filmów dla nastolatków, gdzie 30-letni aktorzy grają 16-latków, a każdy problem urasta do rangi końca świata.
Zabawne skojarzenia z „high school” to przede wszystkim:
Kiedy myślimy o „high notes” (wysokich dźwiękach), przed oczami staje nam albo profesjonalna śpiewaczka operowa, albo my sami pod prysznicem, próbujący dorównać Mariah Carey lub Whitney Houston. Skojarzenie to jest zabawne, ponieważ większość z nas przy próbie wyciągnięcia „high note” brzmi raczej jak czajnik z gwizdkiem lub nadepnięty kaczorek kąpielowy.
To ten moment, w którym Twoje ambicje muzyczne spotykają się z brutalną rzeczywistością Twoich strun głosowych, a jedynym widzem jest Twoje odbicie w zaparowanym lustrze.
Często używamy związku frazeologicznego „high as a kite” (wysoko jak latawiec), aby opisać kogoś bardzo radosnego lub... odurzonego. Ale czy zastanawialiście się, dlaczego akurat latawiec? Fraza ta zyskała popularność w XX wieku, ale jej korzenie sięgają czasów, gdy latawce były jedynymi obiektami stworzonymi przez człowieka, które regularnie unosiły się wysoko na wietrze. Dziś moglibyśmy powiedzieć „high as a drone”, ale umówmy się – latawiec brzmi znacznie bardziej poetycko i zabawnie.
Dla wielu kobiet (i odważnych mężczyzn) słowo „high” nierozerwalnie łączy się z „high heels”, czyli szpilkami. Skojarzenie to jest zabawne zwłaszcza pod koniec wesela lub imprezy, kiedy to elegancki chód zamienia się w „chód paraliżowanej czapli”. Widok butów niesionych w ręku po kilku godzinach walki z grawitacją to klasyczny obrazek, który każdy z nas kojarzy. Szpilki to jedyny element garderoby, który potrafi sprawić, że czujesz się jak milion dolarów i jednocześnie jak ktoś, kto właśnie przeszedł boso przez pole kaktusów.
„High stakes” (wysoka stawka) kojarzy się z filmami o Jamesie Bondzie w kasynie, ale w domowych warunkach przybiera formę zaciekłej walki w Monopoly lub Chińczyka. Skojarzenia te są zabawne, bo pokazują, jak bardzo potrafimy się zaangażować w grę o „papierowe pieniądze”, doprowadzając do rodzinnych kłótni, które trwają dłużej niż sama rozgrywka. Kiedy stawka jest „high”, kończą się żarty, a zaczyna prawdziwa strategia godna generałów.